Dziś zaliczyłem ostatnie tempo maratońskie o długości 11 km. Zgodnie z planem poszło łatwo. Czas by za tydzień zwiększyć dystans TM do 13 km. Nie wydaje się, by miało być dużo ciężej, ale zawsze będzie to mocniejszy bodziec.

Wybrałem trasę lepiej niż ostatnio. Już nie walczyłem z wiatrem przez całą pierwszą czy drugą połowę dystansu. Kierunek biegu względem wiatru (który w porównaniu do ostatnich dni i tak już trochę zelżał) kilkukrotnie zmieniał się w trakcie biegu. Było to bardziej znośne, szczególnie dla głowy.

Pilnowałem tętna. Z wiatrem biegłem po ok. 3’50/km, pod wiatr ok. 4’00/km. Było lekko, łatwo i przyjemnie.

Po TM trochę zbyt szybko pobiegłem schłodzenie. Nogi już tak się rozkręciły i nie chciały zwalniać.

Potłustoczwartkowo

Pączki budzą we mnie dość negatywne skojarzenia. Myślę, że od ponad dekady nie kupiłem sobie ani jednego pączka. Jest to pokłosie wakacyjnej pracy tuż po maturze, kiedy to nocami nadziewałem i oblewałem lukrem tysiące świeżo rozmrożonych, chemicznych pączków. Od tej pory pączki nieco mnie odrzucają.

Wczoraj jednak dostałem domowe pączki. Pyszne. Wciągnąłem 3, a dziś jeszcze dwa. Każdy po ok. 100g. Razem będzie ze 2000 kcal. Sporo.

Dziś w trakcie rozgrzewki pasek HR zjechał mi z klatki piersiowej aż do pasa. Nie zatrzymał się na brzuchu, nie miał na czym. Pączkami chyba nie muszę się przejmować. :)

Przebieg treningu

Bieg

  • 21,1 km
  • Hrśr – 153 bpm (78%)
  • HRmax – 166 bpm (85%)
  • vśr – 4’06/km
  • w tym TM
    –  11 km
    – vśr – 3’55/km
    – HRśr – 161 bpm (82%)

Ćwiczenia siłowe

  • core
  • 10 minut

 

Czwartek 04.02

Wczoraj wyszedłem na nieplanowany bieg. Zrobiłem 8 km na tętnie 135 bpm (69%) w tempie 4’48/km. Wyszedłem w krótkich spodenkach. Zaskoczył mnie deszcz ze śniegiem i gradem. :)

Później 30 minut ogólnorozwojówki z Magdą.