Gdy usłyszałam, że nasz chór będzie teraz przygotowywał Stabat Mater Pergolesiego, to zwątpiłam, bo wciąż mam nadzieję na lekki, popularno-rozrywkowy repertuar, a tymczasem walimy same kule armatnie. Ale wystarczyła jedna próba z pierwszym rozczytaniem dwóch części i już się zakochałam. To jest takie piękne, że już śni mi się po nocach. I płaczę śniąc…

Dla ciekawych wykonania znalezione w necie (mnie te najbardziej przekonują):