DOZ – résumé

Podsumowanie przygotowań.

Tak jak pisałem wcześniej, miałem przygotowywać się wg planu Skarżyńskiego na 3:30. Niestety dość szybko życie zweryfikowało moje zamierzenia. Już na samym początku dopadło mnie zapalenie korzonków. Później przypałętała się jakaś grypopodobna infekcja. A na okrasę w styczniu jelitówka. Za każdym razem wypadałem z treningów od kilku dni do tygodnia. Na to wszytko nałożyły się zawirowania w pracy i w efekcie zrealizowałem około 70% z zakładanej objętości treningów. Gdyby szacować jakość, to pewnie jeszcze mniej (najbardziej ucierpiały treningi tempowe i siły biegowej).  Do kompletu mogę jeszcze dołożyć zbyt dużą wagę, BMI cały czas powyżej 25. Ponadto w ostatnim miesiącu przygotowań zaczęły odzywać się łydki i rozcięgna podeszwowe.

W związku z powyższym, przeszacowałem oczekiwania i zdecydowałem się celować w czas 3:45:00. Ponieważ praktycznie wszystkie starty biegam NS (świadomie bądź nieświadomie), tym razem też zdecydowałem się pobiec zgodnie z tą strategią. Wyliczyłem czasy wg Marco:

1 –  3km  5:30
4 – 14km  5:24
15 – 28km  5:20
29 – 42km  5:15

W ostatni tygodniu zrobiłem bardzo lekkie treningi. Do tego trzy dni diety wysokobiałkowej następnie trzy dni wysokowęglowodanowej i nastał dzień startu.

Zawody

Na start dotarliśmy (biegłem z siostrą) praktycznie na 10 minut przed wystrzałem. Nie robiłem rozgrzewki, za rozgrzewkę posłużył dość energiczny marsz spod Pasażu Łódzkiego pod Atlas Arenę. Ustawiliśmy się pod koniec grupy na 3:45. Ja chciałem powalczyć o 3:45, siostra – złamać 4 godziny. Dla nas obojga był to debiut na dystansie maratońskim.

Mój plan na bieg był dość prosty: zacząć powoli i z biegiem czasu i kilometrów przyspieszać :). W spodenkach miałem upchnięte 4 żele, zamierzałem je zjeść pomiędzy 10 a 30 km. W ostateczności brałem pod uwagę również skorzystanie z izotoników w bufetach przy trasie.

Początek biegu bardzo spokojny. Musiałem się mocno pilnować, żeby zbytnio nie przyspieszać w porównaniu do planu. Cały czas biegłem w swojej strefie komfortu. Starałem się trzymać cienia. Na 11 kilometrze przyjąłem pierwszy żel. Na wszystkich bufetach korzystałem z wody. Mniej więcej od 14 km zacząłem się też nią polewać.

Pierwsze oznaki, że zaczyna się robić trudno pojawiły się na Obywatelskiej, głównie za sprawą wiatru. Kolejny trudniejszy moment, to była ulica Wyszyńskiego. Po pierwsze robiło się coraz cieplej, po drugie długa i monotonna prosta działała na mnie przytłaczająco, a po trzecie, po nawrotce zrobiło się pod górkę. Wszystko to nałożyło się na siebie i w okolicy 33-34 kilometra poczułem, że zaczyna się coś ze mną dziać. Wziąłem szybko żel, nie czekając na punkt z wodą. W punkcie na Bandurskiego popiłem wcześniejszy żel i dość mono się schłodziłem. Na wysokości Atlas Areny  zjadłem jeszcze jeden żel i skupiłem się na tym by utrzymywać założone tempo.

Końcowe kilometry wokół parku były ciężkie zarówno fizycznie jak i psychicznie. Praktycznie co kilkaset metrów musiałem zerkać na zegarek i korygować tempo w górę. Pod koniec zegarek cały czas pokazywał mi, że mieszczę się w 3:45:00. Ale co ciekawe nie zwróciłem uwagi na to, że nie udało mi się dojść baloników na ten czas :) Wbiegając na metę zauważyłem tylko na zegarze 3:48 z sekundami i nie za bardzo ogarniałem skąd taka duża różnica. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to czas brutto a po kolejnej chwili, że zegarek mnie po raz kolejny oszukał doliczając kilkaset metrów.

Ostatecznie zawody ukończyłem z czasem 3:46:56.

Podsumowanie

Ze swojego pierwszego startu jestem bardzo zadowolony. Strat na ciele i umyśle nie odnotowałem. Satysfakcja z ukończenia biegu w dobrym zdrowiu i kondycji jest duża. Na pewno w maratonie wystartuję jeszcze nie raz i nie dwa. Mam też kilka spostrzeżeń na przyszłość:

Po pierwsze – NS w moim przypadku sprawdził się ponownie.
Po drugie – muszę wymyślić sposób na to by nie dać się oszukiwać zegarkowi. W tym biegu wyłączyłem autolapa i łapałem ręcznie km zgodnie z oznaczeniami na trasie (miałem też rozpisane czasy co km). Niemniej po kilkunastu kilometrach zacząłem się gubić i dalej poleciałem na tempie z zegarka.
Po trzecie – zapisałem się do klubu ‚krwawiących sutków’- średnia przyjemność. Byłem na to przygotowany i ponaklejałem plastry ale nie wytrzymały kontaktu z wodą. Następnym razem będę musiał poszukać plastrów wodoodpornych.

Plany na najbliższe tygodnie

Na połowę czerwca mam zaplanowany start w półmaratonie. Tym razem chciałbym powalczyć o zejście poniżej 1:38:00. Więcej szczegółów w kolejnym wpisie.

Słowo się rzekło. 21 tygodni do DOZ.

Zgodnie z wcześniejszymi wpisami, przyszedł czas złożyć publiczną deklarację odnośne czasu w który będę celował oraz planu według którego będę się przygotowywał do maratonu łódzkiego. Przejrzałem kilka planów. Biorąc pod uwagę, że od dłuższego czasu biegam 5 razy w tygodniu, mam w pobliżu miejsca zamieszkania tereny do biegów krosowych, pętlę krosową też się da wytyczyć, jest i górka do podbiegów. Ostatecznie wybór padł na plan Skarżyńskiego na 3:30. Trochę obawiam się przetrenowania, co by nie mówić jest to około 1500km w 21 tygodni. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że 3:30 w moim wieku, bez bólu się nie złamie.

Ponieważ nie mogłem znaleźć w pobliżu żadnego biegu na 10 czy 21km bezpośrednio przed startem docelowym, chciałem wystartować bezpośrednio z treningu, bez startu kontrolnego. W takim przypadku plan rozpisany jest na 20 tygodni. I trening powinien rozpocząć się od tygodnia 30.11-6.12.

Przysiadłem jednak wczoraj do komputera i okazało się że dokładnie na dwa tygodnie przed DOZ Maraton Łódź jest półmaraton w Pabianicach. Bardzo ładnie wpisuje się to w plan treningowy z opcją startu kontrolnego na dystansie półmaratonu. W takim przypadku plan wydłuża się do 21 tygodni. I chcąc nie chcąc miniony tydzień był pierwszym tygodniem planu. Czyli wystartowałem od razu z rozjazdem względem założeń treningowych. Mam nadzieję, że będą to złe dobrego początki ;).

Poniżej garść danych, które rzucą światło na stan obecny. Wszystko, są to dane z ostatnich 3 tygodni:

  • Wynik z testu Coopera – 2970m.
  • Czas na 15km – 1:10:09.
  • BMI – 25,80 czyli jest nadwaga :( co jest jednak chyba dobrą wiadomością, ponieważ jest miejsce na urwanie paru kilogramów. Mój chytry plan  przewiduje zejście z wagą z obecnych 79kg na 72kg.
  • HRmax – 196 uderzeń na minutę.
  • HRR – 56 uderzeń na minutę.
  • Od stycznia bieżącego roku wybiegane 1850km, do tego kilkaset kilometrów na rowerze.

Postaram się co miesiąc robić mały update do powyższych danych. Będzie można oceniać postępy bądź ich brak.

A wracając do minionego tygodnia:

Tydzień 23.11 – 29.11 (łącznie 49km)

  • (wt) – 60′ 70% 5:44 10,5km
  • (śr) – 60′ 70% 5:46 10,1km
  • (cz) -
  • (so) – 75′ 70% 5:46 12,9km cross
  • (nd) – 90′ 70% 5:47 15,3km cross

© 2017 Bieglog — PLATFORMA BIEGOWA

Do góry ↑