W końcu przyszedłem na Top-Cross by się pościgać. Byłem bojowo nastawiony.To dobrze zapowiadało temu startowi.

Przygotowałem sobie krótkie spodenki i na początku rozgrzewki wydawało mi się, że popełniłem błąd. Po chwili wyszło jednak słońce, zrobiło się cieplej i znacznie przyjemniej.

Na starcie był Paweł i Bartek i to z nimi miałem przede wszystkim rywalizować. Po starcie prowadzenie obrał Maciek, a ja ruszyłem za nim. Szybko wypracował sobie przewagę z 20m, ale absolutnie mnie to nie martwiło. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że przeszarżował i dogonienie go będzie tylko kwestią czasu.

foto: Joanna Markiewicz

foto: Joanna Markiewicz

Tak jak się spodziewałem, dogoniłem go przed pokonaniem pierwszego kilometra. Ten szalony atak sprawił, że i ja szybko zacząłem. Pierwszy kilometr zaliczyłem w 3:35. Najszybszy kilometr, jaki kiedykolwiek pokonałem na tej trasie.

Biegło mi się dobrze. Tętno utrzymywało się na dość niskim poziomie i systematycznie rosło. Niestety po ok. 2-3 km pasek pulsometru zaczął mi się zsuwać i ostatecznie wylądował w okolicach pępka. Nici z pomiaru. Max. jaki osiągnąłem do tamtej pory to 177 bpm (91%).

Paweł trzymał się za mną w zasięgu wzroku, Bartka nie widziałem. Moja przewaga rosła do ok. 4 km i wynosiła ok. 50m. Zaczęło robić się ciężko. Trochę przez zmęczenie, trochę przez brak odpowiedniego skupienia, trochę dzięki wypracowanej przewadze zacząłem trochę zwalniać.

Kontrolowałem przewagę i biegłem raczej poniżej poziomu „cierpienia”. Przewaga jeszcze odrobinę wzrosła. Wszystko grało. Nogi były mocne, oddech wciąż był w granicach „komfortu”. Przyspieszyłem jeszcze trochę na ostatnich 500 metrach. Na metę wbiegłem z czasem 24:20 i 18 sekundami przewagi nad Pawłem. Bartek dobiegł trzeci w podobnym odstępie.

foto: Joanna Markiewicz

foto: Joanna Markiewicz

Na mecie byłem wykończony, ale zdaję sobie sprawę, że było jeszcze parę czy paręnaście sekund do urwania przy większym nacisku rywali. Udało mi się zrobić życiówkę na tej trasie. Poprawiłem się o 46 s. Paweł też załapał nowe PB.

Patrząc na to kto, jakie wyniki osiągał dotychczas na toruńskich górkach ten wynik powinien pozwolić pobiec mi dychę w okolicach 34:59. Jestem bardzo zadowolony z poczynionych zimą postępów.

Pierwszy raz pobiegłem w nike zoom streak LT 3. Wcześniej zrobiłem w nich ratem 1 km z przebieżakami. Sprawiły sie doskonale. Pierwsze wrażenie mnie nie myliło. To był świetny zakup.

Przebieg zawodów

  • 6.666 km
  • vśr – 3’40/km
  • 1 miejsce
  • łącznie z rozgrzewką i schłodzeniem 11 km
foto: Joanna Markiewicz

foto: Joanna Markiewicz


 

Niedziela

Po zawodach niespodziewanie, pojechałem do Warszawy do znajomych, którym dopiero co urodziła się córka. Fajny wypad, ale ze sportowym prowadzeniem się nie miał za dużo wspólnego. Alkohol, pizza i chipsy. No i wypadł mi drugi trening, który zaplanowałem sobie na sobotni wieczór. Wypadły też HMP, na które się wybierałem. Nie żałuję.

W niedzielę wróciłem późno. Udało się wyjść na 15 km. Tętno było trochę podwyższone względem tego co zwykle. Nogi o dziwo wcale nie bolały po sobotnim przełaju.

Przebieg treningu

  • 15 km
  • HRśr – 145 bpm (74%)
  • HRmax – 153 bpm (78%)
  • vśr – 4’31/km

 


waga: 76.5 kg

waga poniedziałek do poniedziałku:
78,7 –> 77,8 –> 77.0 –> 77.0 –> 76.2 –> 76,8 –> 76,5 –>76.3 –> 76,5 –> 75,9 –> 75,6 –> x –> 75,9 –> 75.9 –> 76.5 kg

Nie mogło być inaczej. Nie mogę się ostatnio pwstrzymać przed objadaniem się. Postaram się ograniczyć.


29-06 lutego/marca

29-06 lutego/marca

Tydzień dość udany. W weekend nie pobiegałem tyle ile bym chciał i nie poćwiczyłem. Poza tym wszystko w porządku. Optymistycznie nastawił mnie udany występ w Top Crossie. Nie mogę sie doczekać maratonu i późniejszych startów.

łącznie: 111 km