Po ulewnym popołudniu w czwartek, piątkowy dzień zrobił się znów ciepły. Po południu szykował mi się wyjazd z moją Typową Biegaczką w odwiedziny do rodziców zamieszkujących spokojne, nieduże miasteczko Łobez w woj. zachodniopomorskim. Tereny do biegania są tam wyśmienite, urokliwe, forma terenu mocno zróżnicowana. Uwielbiam biegać po łobeskich lasach i bezdrożach. :D Spokojnie można by tam organizować obozy treningowe. ;)

Tuż przed wyjazdem wyszedłem na krótkie 8km z kilkoma przebieżkami. Nie rozwlekałem tempa (poniżej 4:30/km) biegło mi się dobrze, bez napinki. Na dłuższe bieganie nie było czasu ani potrzeby ponieważ w sobotę planowałem wystartować w Łobeskiej Dziesiątce w rodzinnym mieście, może powalczyć o podium, nie często mam okazję by rodzice kibicowali mi na trasie co daje +500 do szybkości, motywacji i poprawia nastrój. :) Patrząc w listę startową widziałem kilka znanych mi nazwisk z którymi na pewno będzie miło nieco porywalizować. :)

Po powrocie do domu, ekspresowy chłodny prysznic, szybkie pakowanie, obiadek z płatków owsianych polanych miodem i posypką z wiórków kokosowych – takie zestawienie uwolniło moce i energię na podróż. W końcu ponad 3,5h jazdy przed nami, a jest piątek 17:30 i jak zawsze spory ruch na drogach.

Ruszamy ku przygodzie. :D