Niedawny start Adama w biegu Monte Kazura zmotywował mnie w końcu do wyjścia na trening. Skoro szef biega i nawet dał się namówić na udział w zawodach, to i ja powinienem ruszyć tyłek!

Do wyjścia na bieganie zbierałem się już od kilku dni. Zawsze jednak coś mnie skutecznie do tego zniechęcało, dopiero bieg Adama był wystarczającym bodźcem, dzięki któremu dziś udało mi się wyjść na trening i to z ambitnym planem pokonania 5 km bez zatrzymywania się (nie pamiętam kiedy ostatni raz mi się to udało). Plan udało się zrealizować i to z nawiązką, a wszytko to przez tego Pana, którego widać na powyższym zdjęciu.

Spotkanie z Marcinem było nieplanowane. Gdy się spotkaliśmy miałem w nogach ok. 3 km. Do planowanych 5 pozostały więc tylko dwa, ale nie mogłem przecież odpuścić i skończyć biegać, skoro do biegu dołączył się taki mistrz jak Marcin :) W sumie zrobiłem więc 7 km w dobrym tempie 5:11/km (5:30, gdy biegłem sam i 5:00 gdy biegłem z Marcinem).

Nie ukrywam, że trochę mnie ten bieg z Marcinem zmęczył, ale jestem zadowolony. Mam nadzieję, że nie był to ostatni bieg w moim wykonaniu tej wiosny :)

A co do Marcina…. Marcin przygotowuje się do startów w tegorocznym Pucharze Świata, a jego najbliższym startem będą Mistrzostwa Polski w Szczawnicy już 23 kwietnia. Trzymam kciuki!