Niedzielny relaks u rodziców

Dzień zacząłem od wybiegania. W planie miałem około 22km. Po wyjściu z domu około 7:20 i km później wbiegnięciu do lasu za cmentarzem (moja stała łobeska trasa treningowa) szybko okazało się, że łatwo nie będzie. Mięśniowo było ok, nie miałem zakwasów, no może poza mięśniami pośladkowymi, które nie wiedzieć czemu ale mocno dawały o sobie znać przy każdym kroku. Ciekawe od czego?! Oddechowo było słabo, coś kręciło mi się w głowie, pojawiały się mroczki przed oczami. Po sobotniej burzy w lesie była potworna wilgotność, może to był powód mojego słabego stanu a może się nie wyspałem. Na pewno złożyło się na ten stan wiele czynników. Dwa razy musiałem na chwilę przystanąć i uspokoić oddech, pomimo, że tempo było spokojne. Postanowiłem, że nie będę się zarzynał i starał się trzymać zaplanowanego tempa, zrobię luźne wybieganie. Wybiegłem z lasu na asfalt z zamiarem nie wracania już do lasu. ;) Kontynuowałem rozbieganie po około 4:40/km. W przewiewnych przestrzeniach ulic i dróg biegło mi się zdecydowanie lepiej. Skróciłem dystans do 10km. Nie było sensu więcej się męczyć.

Reszta niedzielnego dnia mijała z rodzicami sielsko-anielsko. Chillout, słońce, obiadek w ogrodzie, podglądanie bawiących się trzy miesięcznych kotków, które zamieszkały gdzieś na działce. Relaks pełną piersią, aż się nie chciało wracać. :) Jeszcze przed wyjazdem pomogłem rodzicom przy pracach, których z racji wieku i zdrowia nie mogliby wykonać sami, udowadniając przy tym, że siła z roślin daje dużo mocy. :)

Po powrocie do Torunia myślałem, że wykonam pozostałą część wybiegania, ale nic z tego nie wyszło. Po męczącej podróży, nie miałem weny, ani siły by wyjść pobiegać. Więcej regeneracji nie na pewno zaszkodzi. :)

XVI Łobeska Dziesiątka

W piątkowy wieczór siedzieliśmy z rodzicami do późna, ale było tak miło, że nie można było krócej. :) Rano nie mogłem się obudzić, jednak perspektywa biegu dodała mi motywacji.

Pogoda zgodnie z Meteo była bardzo słoneczna – miała popsuć się dopiero po godz. 13. Im bliżej do startu tym powietrze robiło się coraz bardziej gorące. W cieniu 29-30 st.C., w słońcu zdecydowanie więcej. Wiał też dosyć mocny wiatr, który łagodził odczuwalną temperaturę – na szczęście. :) Od rodziców do biura zawodów było 700m. Start był około 200m dalej. Forma zawodów nie zmieniła się od kilku lat i jest to 7 pętli po około 1,45km z nawrotką około 50m za bramą startu/mety. Trasa prowadziła ulicami miasta ukazując jego walory, m.in. Park Miejski, mały park z fontanną, zabudowę poniemiecką, zrewitalizowaną promenadę przy rzece Redze – ogólnie jest dosyć szybka, choć na każdej pętli jest do pokonania około 150m wzniesienie drogi, które z pozoru nie wydaje się trudne, ale pod koniec biegu jest już odczuwalne. ;) Plusem siedmiu pętli tak zlokalizowanych to także: 7x punkt z wodą, 7x psikawka strażacka, która niektórym ratowała życie przy tak wysokiej temperaturze, 7x możliwość skoku do Tojtojków, które znajdowały się w jednym miejscu przy trasie. Minusem mogą być ciasne momenty dróg przy dużej ilości biegaczy (tym razem było 85 zawodników biegu głównego więc było luźno), na minus może być także ilość pętli – aż siedem. ↓ foto by Tato

IMG_0873web

Na starcie nie odnalazłem niestety kolegów z Białych Błot, zamiast nich była sześcioosobowa drużyna zawodników ukraińskich – już wiedziałem, że pudła nie będzie. Smuteczek. Był także kolega, który biegł Dziesiątkę Unisławską i startuje w GP Marszałka więc poniekąd „swojak” – jest szybki! ;) Wobec tego założyłem sobie by pobiec jak najlepiej w rodzinnym mieście przy gorącej pogodzie – jednym słowem – nie dać plamy. ;) Rodzice ustawili się na trasie, tato z aparatem, mama z bratową i moją chrześnicą – robiły najlepszy doping, który unosił się ponad wszystkie inne głosy. Cudowne zestawienie. :D ↓ foto by Piotr Krawczuk

bartek_02072016_12

Wystartowaliśmy. Koledzy zza wschodniej granicy szybko zaczęli odchodzić. Biegłem z dwoma zawodnikami. Pierwsza pętla wg planu. Drugą pętlę pobiegłem trochę za szybko (3:17/km) i zacząłem mieć obawy czy nie odetnie mnie gdzieś po drodze za taki galop. Na trzecim okrążeniu koledzy z którymi biegłem zaczęli delikatnie mi odchodzić, nie miałem w tym dniu tyle mocy, żeby dotrzymać im kroku. Co następne okrążenie ich przewaga rosła. Od 5km moje tempo spadło powyżej 3:33/km, trochę mnie to przygnębiło, tłumaczyłem sobie, że na pewno to przez upał. Świetny doping rodziny dodawał mi skrzydeł i poprawiał nastrój. Zawodnik za mną był daleko więc byłem spokojny, że nikt mnie już nie wyprzedzi. Na ostatnim km udało mi się zebrać w sobie i przyspieszyć zamykając go w 3:20/km, a cały bieg 34:52 brutto. ↓ foto by Piotr Krawczuk

bartek_02072016_18
Na mecie okazało się że byłem siódmy w generalce, a że nagrody się nie dublowały – całe szczęście, ;) także pierwszy w kategorii wiekowej. :D ↓ foto by Tato

IMG_0923web2
Dekoracja przebiegała bardzo sprawnie, najprawdopodobniej przez zasnuwające niebo ciemne chmury, które nie zapowiadały nic dobrego. ↓ foto by Piotr Krawczuk

podium_02072016_03

Po zakończeniu szybkim krokiem udałem się w kierunku domu. W ostatniej chwili zdążyłem przed oberwaniem chmury i burzą. :) Taka aura panowała prawie do końca dnia.

Wieczorem zaliczyłem jeszcze fragment koncertu Oddziału Zamkniętego zorganizowanego w ramach Dni Łobza. Spotkałem kilkoro starych znajomych. :) Po powrocie, zjadłem coś i padłem.


Fotka w zajawce by Tato

© 2017 Bieglog — PLATFORMA BIEGOWA

Do góry ↑