Pracowita sportowa sobota

Nie często, a raczej, nigdy do tej pory nie zdarzyło mi się uczestniczyć w dwóch zawodach w ciągu jednego dnia, dziś właśnie ten dzień nastąpił o 11:20 Top-Cross oraz o 18:00 Orange Run z cyklu Four Colours Grand Prix Inowrocław (bieg 3).

Dzień przywitałem około 6:30 i klasycznie owsianką na wodzie z rodzynkami, bananem, malinami, siemieniem lnianym, sezamem, słonecznikiem, odrobiną chilli oraz łyżeczką miodu, …już na samą myśl ślinka mi leci, hehe. ;) Oczywiście, porcyjka odpowiednia, żeby nie czuć się ciężko przed zbliżającymi się zawodami Top-Cross, którego start zaplanowany był na 11:20. Rozgrzewkę zrobiłem jako dobieg na do biura zawodów zlokalizowanego w LO nr 5. Samopoczucie i humor dopisywały, liczyłem na dobry czas na mecie, choć patrząc z perspektywy całego tygodnia treningowego (który wyszedł zdecydowanie za mocno) trochę martwiłem się, że siły opadną mi szybko i nici z dobrego wyniku.
Wiedziałem też, że będę miał duży „Kłopotek” ;) aby wygrać ponieważ swoją obecność zapowiedział i potwierdził Damian Kłopotek – bardzo dobry biegacz z wieloma sukcesami na koncie, mocny i szybki, o jakieś jeden lub dwa sportowe levele wyżej – co by nie pisać był faworytem dzisiejszych zawodów TC.
Przed startem, oczywiście miłe pogawędki w gronie uczestników, śmiechy, chichy, snucie taktyki, świetna atmosfera. Pogoda tego dnia była pięknie słonecznie jesienna. Temperatura nie za wysoka. Uwielbiam taką kolorową jesień. :D

Na linii startu czuć było zapach adrenaliny. Czułem lekką presję. Jedni mówili, że dziś jest starcie tytanów Bartek vs. Damian ;) inni chcieli zobaczyć i przeżywać z nami wyścig, rodziny zawodników przyszły pokibicować. Jak już większość wie, Top-Cross do łatwych tras nie należy dlatego każdy wynik jest tu wartościowy, jak nie z powodu życiówki, to ze świetnie wykonanego treningu, bo jak to się mówi – nawet najgorszy start w zawodach, będzie najlepszym treningiem. :)

Huk petardy rozpoczął zawody. Wszyscy ruszyli żwawo. Do połowy podbiegu prowadził Arek R. Później na czoło wyszliśmy z Damianem. Tempo było mocne ale biegło mi się dobrze. Pierwsze 2 km zamknęliśmy po 3:25/km, biegliśmy razem, Damian na moich plecach, nie było czasu na ziewanie. ;) Wydolnościowo było super.

Foto_J.Chmielewski@DSC09970 foto Janek Chmielewski

Od 3km na trasie zrobiło się nieco bardziej tłoczno – wszyscy się rozciągnęli, tempo nieco spadło 3:28/km, kiedy mijaliśmy współzawodników, albo prosiliśmy o miejsce do wyminięcia krzycząc „lewa” lub „prawa wolna” albo po prostu „uwaga” spotykaliśmy się z życzliwością i dodatkową porcją dopingu. Dzięki! :D 4km wyszedł w 3:27. Na następnym podbiegu Damian przycisnął pedał gazu, dla mnie było to za szybkie tempo, jednak starałem się nie odpuszczać kroku. Kilkunasto-metrowa przewaga utrzymywała się do końca 5km, który zamknąłem w 3:32/km.

Foto_J.Chmielewski@DSC00174 foto Janek Chmielewski

Damian coraz bardziej się oddalał, przedostatnia górka wyszła mi najsłabiej, nie udało się wyrównać tempa na zbiegu i później w bardziej płaskiej części trasy. 6km zapisał się jako najwolniejszy 3:38/km. Ostatnie 666m z podbiegiem do mety starałem się pobiec jak najlepiej, żeby jeszcze bardziej zniwelować stratę. Walczyłem do samego końca.

Foto_J.Chmielewski@DSC00359 foto Janek Chmielewski

Na mecie zameldowałem się z czasem 23:43, czyli o 10s słabiej niż mój PB na tej trasie, ale aż o 22s gorzej od Damiana, który w debiucie na tej trasie uzyskał świetny wynik 23:21. Gratki Damian! :D Postawił wysoko poprzeczkę. Kiedyś pewnie uda mi się ją przeskoczyć, a wtedy znów podejmiemy rękawice by padły nowe rekordy. :D

Bez dwóch zdań Damian okazał się najlepszy, bezkonkurencyjny! Miło się biegło razem w pierwszych 2/3 trasy, dobrze była wyczuwalna nuta współzawodnictwa i badanie możliwości konkurenta. ;)

Po biegu – nie padłem trupem po przekroczeniu mety – i odpoczynku, nie zrobiłem klasycznego dłuższego rozbiegania, snując myśl, że za kilka godzin czeka mnie kolejne ściganie. Do domu wróciłem truchtem.

Szybkie mycie, regenerujący obiadek i przy pracy oczekiwałem godziny wyruszenia na podbój Inowrocławia. Czułem się senny, „głowa spadła mi” kilka razy przed monitorem, w nogach czułem dzisiejsze ściganie po Zajęczych Górkach. Na zegarze dochodziła 16:45, czyli godzina wyjazdu.

Jadąc do „Ina” trafiłem na spory korek spowodowany ślimaczym tempem zabytkowych samochodów, które ciężko było wyprzedzić przez bardzo duży ruch w stronę Torunia (zapewne kibice żużla). Podczas podróży czułem niepokój, dziwną ekscytację, podniecenie, stres – może tym czy zdążę na czas?, czy i jak nogi poradzą sobie z dużym obciążeniem drugi raz w ciągu jednego dnia?, czy nie zjadłem za dużo, a może za mało? …i wiele innych pytań przewijało mi się przez głowę.

Po dłuższym czasie jakoś się udało i sprawnie dotarłem na bieg. Zapomniałem przygotować upoważnienia by odebrać drugi pakiet przez co mogłem odebrać tylko swój. Włożyłem wszystko do samochodu i po krótkiej rozgrzewce poszedłem w okolice startu. Stan, który czułem podczas jazdy trwał dalej pomniejszony o załatwione sprawy.

Odliczanie… strzał startera i zabawa rozpoczęła się na nowo. :D Chłopaki ruszyli ostro. Po wybiegnięciu ze stadionu skręciliśmy w prawo trasą pierwszej edycji tego cyklu. Zacząłem dochodzić czołówkę i o dziwo minąłem ich jak TGV. Byłem tym nieco zdziwiony i zakłopotany bo czołowa grupka biegła na 5km. Lecz nie myśląc (w tym momencie) wiele, biegłem dalej wypracowanym tempem. Ktoś się za mną puścił, w oddali za plecami słyszałem za jego bieg. Pierwszy km piknął na zegarku 3:16/km trochę się wystraszyłem, ale skoro biegło mi się dobrze i dosyć luźno nie przejąłem się tym zbytnio, wiedziałem, że zaraz tempo się wyrówna w okolice 3:25/km. Drugi km już był normalniejszy ;) 3:22/km. Za plecami już nikogo nie słyszałem. Biegłem dalej swoje. Zastanawiałem się czy mnie nie odetnie gdzieś na końcu, ale stwierdziłem, że jest szansa na wygraną więc na razie nie ma ziewania. :D 3km, 4km (3:29/km, 3:31/km) to przebiegnięcie przez stary park zdrojowy o zmiennej nawierzchni (kostka betonowa i utwardzone szutrowo-piaskowe ścieżki), znalazło się trochę zakrętasów, ale w niczym nie przeszkadzających – może dlatego, że lubię takie trasy parkowe. :D Wybieg z parku i dosyć długi 400m podbieg w stronę stadionu po czym zbieg przy stadionie na jego płytę i 300m po bieżni. 5km zamknąłem w 3:27 (17:11 na zegarze) …i ruszyłem na drugą pętlę. :D14468395_524948541032724_673250494398759308_o

foto by Organizator

Fajnie było wbiegać na stadion gdzie z głośników roztaczał się głos spikera, „…proszę Państwa mamy zwycięzcę biegu na 5km”, „…piękny finisz, została ostatnia prosta”, w tym momencie spiker umilkł, chwila konsternacji i po chwili „…mamy pierwszego biegacza na 10km, prawdopodobnie zwycięzcę tego dystansu…” Wybiegając ze stadionu na drugą pętlę mijałem się finiszerami 5km. Kolejne 6km i 7km piknęły na zegarku po 3:25, 3:27. Komfort mojego biegu, bo do tej pory biegło mi się dosyć luźno, zakłóciło dziwne mrowienie w brzuchu i niebezpieczne bulgotanie co wróżyło tylko jedno, przysłowiową „dwójkę”. Nie byłem w stanie biec dalej z tykającą bombą, bez szybkiej przerwy technicznej. ;) :P Udało się, nie rozerwało mnie, uffff. ;) Straciłem jakieś 20s przez co 8km był najwolniejszy (3:50), a kolejny 9km – 3:37. Na metę wbiegłem z czasem 35:13. Juppi, wygrałem! :D

14468317_524946407699604_1675216069669733781_o foto by Organizator

Myślę, że gdyby nie problemy trawienne spokojnie byłoby 34:xx z przodu. :)

Zakończenie, miła dekoracja (pudło zawsze cieszy, pierwsze miejsce jeszcze bardziej). :D …i szybki powrót do domu.

Do końca dnia czułem się fatalnie, ciągła czujność i bieganie do toalety rozbiło mnie i zmęczyło. Całą noc jakoś przespałem, ale to uczucie następnego dnia, zaraz po przebudzeniu, zapowiedziało mi poranek „na tronie”. ;) Poranny trening przekładałem z godziny na godzinę, a w planie było 21km wybiegania. Dopiero podwójny Stoperan „zakleił” mnie na dobre i mogłem iść na wybieganko. ;) :) Nogi miałem sztywniutkie, obolałe, czułem się lekko odwodniony, dlatego pierwsze 8-10km wolno się rozkręcałem. Ogólnie, niedzielne wybieganie do najprzyjemniejszych nie należało.

Tydzień zamknąłem z obciążeniem 101km w nogach i kilkoma naprawdę udanymi treningami.

W poniedziałek jest ten piękny dzień bez biegania. :D Regeneracja!

 


Fotka medalu w tytule by Organizator.

BLUE RUN GP Inowrocław czyli szybka dyszka

 

IMAG0223-1280

18.06.2016 sobota

BLUE RUN FOUR Colours GRAND PRIX Inowrocław 5 km i 10 km

W sobotę pojechaliśmy z Typową Biegaczką na 2 z 4 biegów cyklu FOUR Colours GRAND PRIX Inowrocław. Ja wybrałem 10km żeby sprawdzić się na szybkościach oraz jako mocniejszy akcent przed zbliżającą się połówką w Unisławiu.

Co prawda biegi nie są tanie: 10km – 50zł, 5km – 30zł ale wykupiliśmy przed poprzednią edycją abonament od razu na całość co zagwarantowało sporą zniżkę.

Moja dyspozycja tego dnia nie zapowiadała dobrego wyniku, mała nerwówka przed wyjazdem, później w biurze zawodów. Stres nie jest dobry przed biegiem, niepotrzebnie rozprasza i dekoncentruje. Na starcie dostrzegłem Pawła Ochala, więc pomyślałem, że zwycięzca już jest. ;) Nie widziałem innych szybkich twarzy więc pomyślałem, że na pewno nie będzie tak źle. Start obu dystansów jest wspólny. Ma to swoje plusy i minusy, w zależności od tego jaki czas planuje się osiągnąć. Jedynym co wyróżniało zawodników to kolory numerów startowych. Po wystrzale startera szybko utworzyła się grupka czołówki, w której znalazłem się i ja. :) Tempo pierwszego kilometra 3:23 m/km nie porywało jakoś, nikt nie szarpał, biegło się raczej swobodnie. Razem z Pawłem Ochalem i zawodnikiem z Ukrainy wysunęliśmy się na prowadzenie, zrobiło się luźno. Szybka ocena sytuacji i naszej trójki uświadomiła mi, że lider zawodów Ochal, biegnie na 5km, biegacz z Ukrainy był moim rywalem na 10km. Wiatr odczuwalny był na pierwszych km. Po nawrotce nie przeszkadzał. Paweł przyspieszył na 3,5km a ja z Ukraińcem biegliśmy razem. Na skrzyżowaniu z ulicą Wierzbińskiego, która prowadzi na stadion (w którą mieliśmy wbiec) wolontariuszka Ukraińca i mnie pokierowała w złą stronę i kilkaset metrów pobiegliśmy za daleko (to już kolejna wpadka organizacyjna tego cyklu). Szybko wróciliśmy na trasę, wyprzedził nas jednak zawodnik, który na szczęście biegł piątkę. Wybiegliśmy na drugą pętlę, tempo było prawie równe poniżej 3:30 m/km miejscami nawet 3:24-3:25. Dalej nie odczuwałem jakiegoś zmęczenia, oddechowo i mięśniowo było super. Noga podawała. 1,5km przed metą zawodnik z Ukrainy mocno przyspieszył, aj też szarpnąłem do przodu, ale nie zdołałem go dogonić. Ostatni km wyszedł poniżej 3:16 m/km. Wybiegałem świetny czas 34:21 brutto. Byłem bardzo zadowolony. Zbliżam się do mojej życiówki na nieatestowanej trasie – zabrakło 18s.

Na trasie była moc, dobra rywalizacja z kolegą ukraińskim. Zająłem 2 miejsce open.

Dekoracja minęła bardzo sprawnie lecz jakość nagród przy tak wysokim wpisowym była słaba. Gdyby to był bieg dziecięcy możliwe że Org trafiłby w 10, a tak całość mam do rozdania, np. książkę dla gimnazjalisty… o gimnazjum, albo puszki konserwowe z groszkiem i marchewką i już standardowo wielki rozmiar koszuli technicznej. Po prostu szkoda gadać.

Typowa Biegaczka także zajęła 2 miejsce w open i dostała podobny zestaw.

Jedyne co cieszy mnie najbardziej to wybiegany czas, to znaczy że jest dobrze i może być jeszcze lepiej. :D

© 2017 Bieglog — PLATFORMA BIEGOWA

Do góry ↑