Cross Zielonogórski Parszywa 12

W końcu nadeszły kolejne zawody – Cross Zielonogórski Parszywa 12.
Obudziłem się najpierw o 5 – poszedłem sikać, a później o 7 – już wstałem i zacząłem przygotowania. Wypiłem trochę wody z miodem, kilka małych gryzów banana i to wszystko. Miałem wielki stres – co chwilę chodziłem do kibla. Wszystko to dobrze wróżyło. Brzuch pusty, to lekkość.

Na miejsce biegu dotarłem 9:44. Od razu na kilometrową rozgrzewkę, 3 przebieżki i na start. 7 min. czekania i ruszyli. Stałem w drugiej linii, a na początku zaczęło mnie wyprzedzać sporo osób. Patrzę na zegarek – tempo 4:00/km. Niech wyprzedzają, później ja ich wyprzedzę. Nauczyłem się już dawno temu, że na początku można spalić bieg. Lepiej biec swoim tempem. Tego się trzymałem, co chwilę spoglądając na zegarek, ale i na odczucia. Wszystko idzie idealnie. Oczywiście wyprzedzanie zaczęło się szybko, bo już po pierwszym czy drugim kilometrze.

Aha, na rozgrzewce chwytała mnie kolka, ale powiedziałem sobie, że dobrze, że teraz, po przebieżkach zejdzie. No i tak się stało. W trakcie biegu nic nie boli, wszystko idzie zgodnie z planem, czyli dobrze.

Gdzieś chyba przed 5. kilometrem jest spory, stromy podbieg. Nieco zwalniałem, ale nie za bardzo, bo wiedziałem, że zaraz będzie sporo w dół i będę mógł odpocząć. Nogi dobrze niosły, czułem się dobrze, więc jest git. W pewnej chwili, chyba koło 7. czy 8.km. przy lekkim zbiegu patrzę na zegarek, a tam tempo 3:30. Byłem zaskoczony, że tak lekko mi się biegnie i takie tempo mam. Na płaskim 3:40-50. Jest moc. Później zaczęły się już podbiegi i już takiego tempa nie byłem w stanie zrobić, ale w miarę się trzymałem.
Gdzieś tam jeszcze po drodze, nie pamiętam w którym momencie, rzygać mi się zachciało. Nie, że byłem blisko, ale już czułem wielkie zmęczenie tymi podbiegami.

Zostały 2km. do końca. Tych podbiegów coraz więcej i coraz dłuższe się robią. Na płaskim dawałem radę, ale podbiegi to już było za dużo dla mnie.
A tu ten ostatni na sam koniec. Najdłuższy i najgorszy. Wyprzedziło mnie czterech typów tam. Końcówka po płaskim, nieco ją przyspieszyłem.

Czas na mecie wg zegarka 51:28. Oficjalnie 51:38. Zastanawiałem się gdzie te 10 sekund się ukryło. A to przecież na trasie się zatrzymałem, bo but mi się rozwiązał.

Jestem bardzo zadowolony. W końcu wszystko mi przypasowało. Kolka mnie opuściła, flegma też, pogoda sprzyjała, forma była. Tylko podbiegów nie ćwiczyłem prawie i tego zabrakło, ale ogólnie elegancko.
Fajny bieg, z ciężką końcówką.

parszywa12

Podbiegi

W niedzielę mam kolejne zawody. Tym razem Cross Zielonogórski „Parszywa 12″. Bieg po Wzgórzach Piastowskich, gdzie jest sporo zbiegów i podbiegów. Cały czas w lesie. Biegłem już 2x w tych zawodach. W pierwszej edycji, gdzie pobiegłem bez żadnych treningów, żadnego przygotowania. To był początek mojego biegania. Czas 1:03:42, bo jeszcze mnie po drodze kolka złapała i ledwo dobiegłem.
Potem odpuściłem dwie kolejne edycje i wróciłem tam w 2014. Trasa była zmieniona w porównaniu do pierwszej edycji. Nie pamiętam czy trudniejsza, czy nie.
Rok temu nie miałem parcia na wynik, a pobiegłem bardzo dobrze – 52:58 i 48 miejsce. To była dla mnie duża niespodzianka.
W tym roku też chcę dobrze wypaść, nawet poprawić czas.

A że trasa jest z podbiegami, to wczoraj zrobiłem na treningu podbiegi. Takie w sumie lekkie do tego, co mnie czeka, ale też nie chciałem za bardzo nóg zmęczyć na kilka dni przed biegiem. Zrobiłem 5x 300m mniej stromo i 5x 100m już bardziej stromo. Łącznie nieco ponad 7,5km wykręciłem. Na koniec chciałem zrobić test na 100m. ale nie bardzo mi wyszło. W przyszłym tygodniu sprawdzę się na bieżni. Bo tak coś mnie ciągnie do sprawdzenia się na setkę i kilometr.

Dziś może pójdę jeszcze na trening grupowy po trasie Parszywej 12.

© 2017 Bieglog — PLATFORMA BIEGOWA

Do góry ↑