Wiosna, ach to Ty!
Nastał czas wiosennych klasyków! Zarówno tych ogromnych, międzynarodowych jak Boston Marathon, jak również naszych, nieco mniejszych jak Dębno. Jeśli jako kryterium weźmiemy pod uwagę prestiż startujących w danej imprezie zawodników, czy też rozmach imprezy, a nie tylko jej „długowieczność”, to do grona biegowych monumentów trzeba również zaliczyć zbliżający się wielkimi krokami Orlen Warsaw Marathon.

Ale dla mnie wiosna to przede wszystkim klasyki kolarskie. Włoskie Mediolan-San Remo, Giro di Lombardia, belgijskie Ronde van Vlaanderen, Walońska Strzała, Amstel Gold Race, E3 (piękne zwycięstwo Kwiato nad Saganem), francuskie Paris-Roubaix. I oczywiście Liège-Bastogne-Liège – legenda, największy z Monumentów Kolarstwa, najstarszy na świecie rozgrywany do dziś wyścig jednodniowy.

Za co kibice kochają Piekło Północy, Staruszkę i inne rozgrywane w tym czasie wyścigi? Za Côtes i bruki! Postanowiłem połączyć bieganie i kolarstwo. Wybrałem się więc na wybieganie po pętli, której trasa zawiera wszystkie elementy kolarskiej jednodniówki (poza dystansem oczywiście).

Smolec-Jaszkotle-Smolec
Jest tu kilka krótkich i wymagających podbiegów, zwłaszcza ten usytuowany na pierwszym kilometrze daje się we znaki nierozgrzanym jeszcze nogom. Roboczo nazwany został Côte de Arrêt, na cześć znajdującego się na jego szczycie przystanku autobusowego. Ale najciekawszy element pojawia się tuż przed wbiegnięciem do Jaszkotla – BRUKI. Jak malowane, jak te w Ardenach, jak w Paris-Roubaix, jakby stamtąd przeniesione. Sami zobaczcie…

bruki

Zachęcam, by w niedzielę trzymać kciuki nie tylko za startujących w OWM, ale też pamiętać o Majce i Kwiatkowskim podczas Liège-Bastogne-Liège.