Na spokojnie

Dziś w planie był bieg spokojny. Tego się trzymałem i zrobiłem 14km. Krótko i na temat. Jutro zrobię coś mocniejszego. Może progowe 2×20?

 

Podziały Czas Łączny czas Czas ruchu Dystans Wzrost wysokości Spadek wysokości Średnie tempo
1 5:18.3 5:18.3 5:19 1.00 6 2 5:18
2 4:49.6 10:08 4:50 1.00 26 4:50
3 4:49.4 14:57 4:50 1.00 6 11 4:49
4 5:04.2 20:02 5:05 1.00 4 4 5:04
5 4:55.2 24:57 4:54 1.00 2 4:55
6 4:55.0 29:52 4:55 1.00 9 15 4:55
7 4:47.8 34:40 4:47 1.00 10 5 4:48
8 4:51.2 39:31 4:52 1.00 6 10 4:51
9 4:57.6 44:28 4:58 1.00 10 9 4:58
10 4:56.6 49:25 4:54 1.00 4 2 4:57
11 5:01.6 54:27 5:01 1.00 6 5 5:02
12 4:51.6 59:18 4:52 1.00 8 6 4:52
13 5:11.3 1:04:30 5:08 1.00 26 5:11
14 4:56.7 1:09:26 4:57 1.00 1 4 4:57
15 0:26.5 1:09:53 0:26 0.09 4:49
Podsumowanie 1:09:53 1:09:53 1:09:48 14.09 99 98 4:58

Niedziela jest na bieganie

Dziś już takiego upału nie było jak wczoraj. Niebo było zachmurzone całkowicie, jak zacząłem swój bieg. Zaplanowałem sobie 2h biegu czyli 24km. Początek to jeszcze cięższy niż zwykle oddech, ale w miarę szybko to przeszło i biegło się całkiem ok. Po drodze zdjąłem koszulkę i poczułem nawet schłodzenie.
Droga powrotna to już czyste, słoneczne niebo. Biegło mi się coraz lepiej, lekko przyspieszyłem, ale bez żadnej napinki. Mijałem po drodze rowerzystów, a ja, samotny biegacz cieszyłem się tym biegiem. Zastanawiałem się nawet nad wydłużeniem go do 30km, ale tym razem nie zmieniałem planu, bo za bardzo głodny się zrobiłem i pobiegłem do domu.

Ten tydzień traktuję jako odpoczynkowy, ze względu na mały przebieg. Może i dobrze, że tak wyszło, bo przecież wszystko ma swój sens. Od jutra zaczynam kolejny tydzień przygotowań, a za 2 tygodnie treningowy półmaraton w Wałbrzychu.

Powrót

Wyjechaliśmy rodzinnie na tydzień do Łukowa na Family Camp. Chciałem tam pobiegać, ale w sumie udało mi się tylko raz 11km, bo 2 razy łapała mnie kolka i nic z tego nie wyszło. Bo 2 czy 5km to nie bieg. Jakoś tak mam na wyjazdach, że kolka mnie łapie. Trochę byłem wkurzony, bo jednak to ostatni miesiąc przygotowań.
Wróciliśmy do domu w piątek ok. 22. Byłem zmęczony podróżą jako kierowca. W miarę szybko poszedłem spać. W sobotę z rana poszedłem biegać, żeby nadrobić nieco kilometrów. Zmęczenie jeszcze siedziało w płucach, a w nogach lekko. Zrobiłem spokojnie 10km. Wystarczyło tego dnia, żeby po prostu się rozruszać. W ciągu dnia jeszcze się przespałem i chyba zregenerowałem. Fajnie tak po prostu biegać. :)

Kolejny spokojny

W niedzielę odpuściłem bieg. Byłem niewyspany, bo spałem tylko 4h, więc stwierdziłem, że zrobię sobie luz od biegania.
Pobiegłem w poniedziałek już wyspany i naładowany. 14km spokojnego biegu. Zastanawiałem się jeszcze przed czy nie zrobić 20, ale w trakcie stwierdziłem, że 14 będzie wystarczające.

Spokojne 14km

Wczoraj czułem spore zmęczenie po dwóch akcentach. Dziś zmęczenie jest nieco mniejsze, ale nadal je czuję. Spałem prawie 9h. Długo jak na mnie.
Nie chciało mi się, ale wyszedłem. Od początku biegłem spokojnie, po drodze spotkałem grupę biegaczy, przeszła mi też niechęć.
Jutro planuję ok. 20km. A dziś może rodzinnie na rowery wieczorem wyjdziemy.

Porobiłem dziś w końcu ćwiczenia stabilizujące. Od teraz chcę już je systematycznie robić.

No i w końcu jest lato :) Tylko żeby trwało 3 miesiące, a nie 3 dni.

Dwa spokojne

Po sobotnich 30km w niedzielę zrobiłem rozbieganie 8km. Spokojne tempo, na rozruszanie. Była opcja, że zaraz po biegu pójdę pograć w nogę, ale jednak zostałem w domu.
Dystans tygodniowy – 78,5km. Dla mnie to kosmos. Jeszcze niedawno coś niewyobrażalnego.

Dziś bieg spokojny 12km. Czasem trochę padało. Coś w tym roku nie ma za dużo słońca i gorąca.
Na środę planuję interwały.

Ciągłe zmiany

Na łikend miałem w planie 10km i 20km. Z reguły ten dłuższy bieg robiłem w niedzielę. Wczoraj pomyślałem, że może tym razem zamienię te dwa biegi.
Rano obudziłem się jakiś niedorobiony. Po prostu niedospałem. W nocy miałem pobudkę i może przez to. Tak czy inaczej najchętniej bym się napił (wody) i nie biegał. Ale wyszedłem z myślą „zrobię 10km i wracam”.

Na początku nie miałem przyjemności z biegu. Koło 3km zrobiło mi się nieco lepiej. Przy 5km przyszła myśl, że może jednak nie 10 a 12km, skoro tak fajnie się biegnie. No a po chwili – skoro tak fajnie się biegnie, to może jednak dziś zrobię te 20km. Biegnę więc dalej. Zbliża się 10km i zamiast wracać, biegnę dalej. No bo skoro tak dobrze i łatwo się biegnie, to jednak dobiję jeszcze te 2km i wracam. Wyjdzie 24km i będzie git. Biegnie się lekko, fajnie, mały wiatr, słońce świeci. Zbliża się ten 12km „hmm, może pobiegnę jeszcze trochę do 15km, przecież to tylko 3km”. Ale stwierdziłem, że już trzymam się tych 12km i zawracam. Wyjdzie 24km i będzie dobrze.

Zegarek chyba od godziny pokazuje, że słaba bateria jest. Pewnie zaraz padnie. Padła po 18km. A ja w głowie mam już nowy plan. Dobiegnę te 24km i jak będzie dobrze, to dobiję jeszcze 6km i wyjdzie 30.
Jakoś tak łatwo idzie, energia jest, chociaż jak zwykle od rana nic nie jadłem i nie piłem. No to trzymam się planu. Tego ostatniego, oczywiście. Jest już 24km i zawracam jeszcze na pętlę. 3km w jedną, 3km w drugą i zrobione 30km. Dobrze, że trasę znam, to wiem już, gdzie kolejne kilometry się kończą.

Także zrobiłem drugą trzydziestkę. Drugą nieplanowaną trzydziestkę. Pierwsza była prawie rok temu na 30 urodziny. Wtedy wróciłem do domu ledwo żywy. A dziś świeży. Specjalnie nawet w lustro patrzyłem jak wyglądam. No piękny chłopak ;) Jestem mocno zaskoczony, że taki świeży się czuję po takim biegu mając w pamięci poprzedni rok. Ale czuję ostatnio pełno energii.

Niedługo po biegu rozmawiam z bratem i mi gada, że pójdzie po robocie buty sprawdzić, bo mu właśnie paczka przyszła. A mi w głowie już kolejny plan się kreuje. Może on pobiegnie, a ja rowerem pojadę. Pytam go ile będzie biegł. A on, że tylko chwilę, żeby je sprawdzić. Eee, jak chwilę, to zostaję w domu :)

Tydzień z BS

Poprzedni tydzień zrobiłem sobie wypoczynkowy od szybkich akcentów. Zrobiłem same biegi spokojne.

2.07 – 11km, 4:53, 53:48
4.07 – 10km, 4:58, 49:44
5.07 – 20km, 5:00, 1:40:09
6.07 – 12km, 5:03, 1:00:41

Zwiększyłem VDOT na poziom 54. Zobaczymy co z tego wyjdzie i czy mam w ogóle siły na to. Okaże się już jutro, bo wybieram się na bieżnię porobić rytmy.
Rytmów jeszcze nigdy nie biegałem, tylko interwały. Tempo na 400m – 3:25. Lubię szybko biegać, więc może będzie dobrze.

Co dalej?

Zrobiłem wczoraj spokojny bieg. Taki na rozruszanie nóg po zawodach. Dychy mi się nie chciało, to zrobiłem 8km.
Zastanawiam się jaki plan teraz rozpisać. Czy polecieć ściśle wg Danielsa, czy może nieco go zmodyfikować. Jeszcze nie wymyśliłem.
Idą upały, więc będę biegał jak tylko wstanę. A latem wstaję wcześnie.

Następny start 23 sierpnia w Wałbrzychu. Potem w połowie września Półmaraton Zielonogórski. Na koniec zrobię chyba dwie dyszki (2 biegi 10km). I to chyba będzie tyle z zawodów w tym roku. No chyba, że nie zrealizuję założonych celów, to może gdzieś jeszcze pobiegnę.

Spokojnie, bez spiny

Ostatni trening przed zawodami. Na spokojnie, nieco mnie nawet niosło. Nogi już prawie wypoczęte. Biegło mi się luźno i fajnie. Temperatura idealna do biegania, ale nie do życia. Dla mnie lato, to 30 stopni. Takie coś lubię, a nie 15-20 stopni. Także jeszcze w niedzielę może być chłodniej, ale po biegu od razu niech zacznie smażyć aż do września.
A sam bieg bez historii. Przebiegnięte 10km i teraz odpoczywam do niedzieli. Jutro od rana jest u nas festyn sportowy i rodzina bierze udział w biegach, więc będę kibicował. Najpierw córce, potem reszcie. A kibicować bardzo lubię. Wczuwam się i udzielają mi się spore emocje. Tak pewnie będzie i jutro.

© 2017 Bieglog — PLATFORMA BIEGOWA

Do góry ↑