Na łikend miałem w planie 10km i 20km. Z reguły ten dłuższy bieg robiłem w niedzielę. Wczoraj pomyślałem, że może tym razem zamienię te dwa biegi.
Rano obudziłem się jakiś niedorobiony. Po prostu niedospałem. W nocy miałem pobudkę i może przez to. Tak czy inaczej najchętniej bym się napił (wody) i nie biegał. Ale wyszedłem z myślą „zrobię 10km i wracam”.

Na początku nie miałem przyjemności z biegu. Koło 3km zrobiło mi się nieco lepiej. Przy 5km przyszła myśl, że może jednak nie 10 a 12km, skoro tak fajnie się biegnie. No a po chwili – skoro tak fajnie się biegnie, to może jednak dziś zrobię te 20km. Biegnę więc dalej. Zbliża się 10km i zamiast wracać, biegnę dalej. No bo skoro tak dobrze i łatwo się biegnie, to jednak dobiję jeszcze te 2km i wracam. Wyjdzie 24km i będzie git. Biegnie się lekko, fajnie, mały wiatr, słońce świeci. Zbliża się ten 12km „hmm, może pobiegnę jeszcze trochę do 15km, przecież to tylko 3km”. Ale stwierdziłem, że już trzymam się tych 12km i zawracam. Wyjdzie 24km i będzie dobrze.

Zegarek chyba od godziny pokazuje, że słaba bateria jest. Pewnie zaraz padnie. Padła po 18km. A ja w głowie mam już nowy plan. Dobiegnę te 24km i jak będzie dobrze, to dobiję jeszcze 6km i wyjdzie 30.
Jakoś tak łatwo idzie, energia jest, chociaż jak zwykle od rana nic nie jadłem i nie piłem. No to trzymam się planu. Tego ostatniego, oczywiście. Jest już 24km i zawracam jeszcze na pętlę. 3km w jedną, 3km w drugą i zrobione 30km. Dobrze, że trasę znam, to wiem już, gdzie kolejne kilometry się kończą.

Także zrobiłem drugą trzydziestkę. Drugą nieplanowaną trzydziestkę. Pierwsza była prawie rok temu na 30 urodziny. Wtedy wróciłem do domu ledwo żywy. A dziś świeży. Specjalnie nawet w lustro patrzyłem jak wyglądam. No piękny chłopak ;) Jestem mocno zaskoczony, że taki świeży się czuję po takim biegu mając w pamięci poprzedni rok. Ale czuję ostatnio pełno energii.

Niedługo po biegu rozmawiam z bratem i mi gada, że pójdzie po robocie buty sprawdzić, bo mu właśnie paczka przyszła. A mi w głowie już kolejny plan się kreuje. Może on pobiegnie, a ja rowerem pojadę. Pytam go ile będzie biegł. A on, że tylko chwilę, żeby je sprawdzić. Eee, jak chwilę, to zostaję w domu :)