Jak złamałem granicę 2h w półmaratonie – czyli mój Półmaraton Warszawski

Emocje po 12 Półmaratonie Warszawskim opadają, więc czas na moją relację z tego, dla mnie bardzo szczęśliwego wydarzenia. Ale od początku:

Moje przygotowania do półmaratonu zacząłem w połowie października, wprowadzeniem do treningów po okresie letnim, w którym to wskutek pewnych okoliczności nie biegałem prawie w ogóle. Na początku to były same rozbiegania – pierwszy zakres. Ciężko było wrócić do biegania po okresie nicnierobienia. Potem doszły do tego przebieżki, czasem zabawy biegowe. Jednak okres do połowy stycznia był okresem treningów na bieżni mechanicznej na siłowni. Nie wszystko szło tak jakbym chciał. Z początkiem lutego przeżyłem załamanie formy. Tempo luźnych biegów spadło z 6:25/km do 7:05/km przy tym samym tętnie. I tak naprawdę do ostatniego mocnego treningu przed półmaratonem nie byłem pewien, ile dam radę pobiec. Dopiero na ostatnim mocnym treningu, zrobionym równo tydzień przed półmaratonem, zapadła decyzja – będę biegł na złamanie 2h w półmaratonie. Ponieważ na tak dużych imprezach są pacemakerzy, zdecydowaliśmy z moim trenerem, że mam się złapać pacemakera na 2h i biec tak do mety.

W sobotę udałem się do biura zawodów, aby odebrać swój charytatywny numer startowy, a także odwiedzić stoisko Fundacji Rak’n’Roll, dla której biegłem. Sam odbiór pakietu przebiegł bardzo sprawnie, bez żadnych problemów. Od dziewczyn z Fundacji Rak’n’Roll naładowałem się pozytywną energią na dzień następny. Dodatkowo dołożyłem świetny nastrój, który panował w Adidas Runners Warsaw podczas pasta party. Wróciłem do domu, zrobiłem standardowy rytuał przedstartowy – przygotowałem wszystko co będzie mi potrzebne dnia następnego.

Rano – standard, jak przed każdym biegiem śniadanie etc. Teraz skok w czasie – stoję w strefie Adidas na Placu Teatralnym i czekam razem z innymi członkami ARW na pojawienie się pacemakerów na 2h. Wtedy włączamy się w tłum podążający w kierunku linii startu. Dobiegamy do startu i bieg rozpoczyna się :P Z Senatorskiej wybiegamy na Krakowskie Przedmieście i po kostce podążamy w kierunku placu Trzech Krzyży. Pierwszy kilometr w 5:58 – myślę, trochę wolno, ale to pewnie kwestia tłumu na starcie. Drugi kilometr – 5:40 czyli idealnie. Do zbiegu Belwederską biegniemy równo i spokojnie – czuję, że powinno być dobrze. Na zbiegu daję trochę luzu nogom, ale nie rozpędzam się też zbyt mocno. Skręcamy w Gagarina, a potem w Podchorążych. Tu punkt kibicowania ma Fundacja Rak’n’Roll. Naładowany energią biegnę dalej. No i tu mamy zonk :P. Odcinek przez Łazienki Królewskie był tak wolny, że straciłem pacemakera z oczu, jak i tempo bardzo spadło. Straciłem tam około 40s-1min w stosunku do zakładanego tempa. Potem bardzo powoli doganiałem grupę, nie starając się za wszelką cenę i jak najszybciej jej dogonić. Doganiam ich dopiero na 9 km. Na 10 km mój czas to 56:18. Na 10,5km czyli dokładnie w połowie połówki :D czekała na biegaczy strefa kibicowania Adidas Runners Warsaw. Tyle pozytywnej energii dawno nie widziałem ;) Na Moście Świętokrzyskim prowadzący grupę informują, że do podbiegu mamy jeszcze 6km i (z tego co pamiętam) 30 sekund zapasu. Na drugim punkcie odżywczym wciągam żel, popijam wodą i biegnę dalej. Na odcinku wiodącym przez Pragę nie działo się nic ciekawego. Biegło się bez rewelacji. Skręcamy w lewo w kierunku Mostu Gdańskiego. To tu ma się rozstrzygnąć dzisiejszy czas. Paweł (jeden z pacemakerów) mówi, żeby mocno pracować rękami i skrócić krok. 1:0 dla mnie, pierwszy podbieg pokonany, ale już widzę drugie starcie. Jest ciężko, ale nie oszukujmy się – to jest 18km, już prawie końcówka. Jeśli chodzi o podbiegi w tym roku to 2:0 dla mnie :D. Skręcamy z mostu w lewo, widzę punkt nawadniania, biorę kubek do ręki i zaczynam iść :0. Nogi mnie bolą, głowa ma dość, czuję, że na obu stopach robią się bąble. Patrzę na oddalającą się grupę na 2:00. W głowie rodzi się myśl: „Nie dam rady, nie tym razem”, jednocześnie widzę, że grupa nie zniknęła mi z pola widzenia. Dochodzę do wniosku, że dam radę dziś, tylko muszę się spiąć. Wyrzucam kubek i biegnę. Ból w stopach przez bąble niesamowity, każdy krok czuję. Na 20 km widzę jeszcze Hubsona z wolontariatu FMW. Skręcam w prawo znów w Senatorską, cisnę na tyle ile mam jeszcze sił.

Nareszcie meta. Zatrzymuję zegarek, na początku nawet na niego nie spojrzałem. Widzę na podeście Martynę i Julitę z AR. Opieram się o podest próbując wrócić do żywych. Spoglądam na zegarek i nie wierzę w to co widzę. Martyna pyta się mnie: Jak tam?. Ja bez siły żeby odpowiedzieć pokazuję jej zegarek, a ona na to, że pięknie, że mi się udało. Na zegarku widniało: 1:59:34. Idę w kierunku medali, a tu kolejne zaskoczenie: dziewczyny z Fundacji Rak’n’Roll czekają na mecie i wyłapują biegaczy z numerami fundacji. Dostaję medal od R’n’R i znów pytanie jak tam. Nadal nie dowierzając pokazuję zegarek i mówię, że udało mi się :D. Jeszcze wspólne zdjęcie i idę odebrać medal, wodę i izo. Przedzieram się do namiotu Adidas, gdzie relaksuję się i sprawdzam wynik w internecie. I rzeczywiście, wynik zgadza się co do sekundy. Od teraz moja życiówka w półmaratonie to 1:59:34.

Jestem bardzo zadowolony, że mimo trudności treningowych udało mi się złamać te 2h. Najbliższe starty? W najbliższym czasie czeka mnie start w biegu OSHEE 23 kwietnia podczas OWM. A ile tam pobiegnę zobaczymy ;)

Mam nadzieję, że udało się wam dotrwać do końca tego wpisu ;)

Powrót

Pokrótce opis ostatnich treningów, które można nazwać powrotem do normalności:

Piątek – 8 km WB2

Moje treningi w drugim zakresie staram się biegać na ok. 80-85% HRmax co daje odpowiednio ok. 163-173 bpm. Dość szeroki wachlarz ja zwykle staram się trzymać w okolicach 170bpm. W piątek biegło się w sumie nieźle, sporo znajomych. Ale jest jeden mankament. UWAGA! Apel do właścicieli psów, szczególnie na wsiach. Jeśli już puszczacie swoje psiaki wolno, to pilnujcie aby dobrze zamknąć bramy i furtki, żeby pies nie stanowił zagrożenia dla ludzi poruszających się w okolicach domostw.

Wyszło 8 km w tempie 5:47/km i średnim tętnie 168

Niedziela – 1:45h wybiegania

Miało być tak pięknie. Jednak praca zniweczyła moje plany. Zanim wyszedłem na trening było ok. 20. Wyznaczyłem, moim zdaniem, w miarę bezpieczną pętlę w okolicach domu o długości 1,6km. Ale trening zweryfikował moje myślenie. Udało mi się przebiec 2,5 pętli i psy skróciły moją pętlę do 100m. Uznałem, że nie ma po co walczyć i przełożyłem trening na poniedziałek, jako że to było święto.

Poniedziałek – 1:45h wybiegania (z niedzieli)

Tak dobrze jak wtedy to dawno mi się nie biegło. Postanowiłem przed swoimi najbliższymi startami pobiegać też trochę dłużej. Wybiegania biegam jako akcent, więc u mnie wybiegania to nawet 80% HRmax. Piękna pogoda pozwoliła mi odwiedzić miejsca, w których dawno nie byłem. Biegło się naprawdę przyjemnie i nieźle się czułem oddechowo.

Wyszło 1:45h biegu, 16,22km, co daje średnie tempo 6:28/km

Środa – 8,5km WB2

Dzisiejszy bieg to walka z ołowianymi nogami przez cały trening, ale także zaskoczenie korelacją tętno/tempo.Żeby wejść w okolice tętna 170 to tempo musiało oscylować w okolicach 5:20/km co dla mnie jest dość szybko, aczkolwiek w takim tempie dawałem radę biec i na pewno nie było to tempo interwałowe. Więc, po dzisiejszym treningu nie wiem, co mam myśleć, ale poczekam jeszcze i zobaczę co będzie następnym razem.

Podsumowanie treningu: 8,5km tempo 5:37/km przy czym pierwsza część po 5:44 a druga po 5:30/km

Przed każdym WB2 1km rozgrzewki i 1km schłodzenia.

Co do planów startowych to nadal mam plan wystartować w 6. Tarczyn Półmaraton, tylko nie myślę o łamaniu 2h :P. A dwa tygodnie później Sztafeta Maratońska PZU i zmiana druga czyli kolejne 21 km :D

Krótkie podsumowanie maja i co dalej?

Minął maj, dla mnie osobiście czas bardzo intensywny nie tylko z powodu treningów, ale z powodu kwitnących kasztanów – czyli akcji Matura 2016 :P . Na szczęście to już za mną, teraz można się skupić na bieganiu :D.

Cel mam ambitny, ale myślę do zrealizowania: po Półmaratonie Warszawskim postanowiłem wystartować u siebie w 6. Tarczyn Półmaraton. Moim celem jest zejście poniżej 2h. Trasa tego półmaratonu jest niezła pod względem turystycznym, bo przebiega w głównej części przez pobliskie sady, ale technicznie nie jest wymarzona :P podbiegi i zbiegi czekają na biegaczy już od samego początku :). W zeszłym roku startowałem tam w Biegu Rodzinnym na 2 km, co do organizacji jest naprawdę niezła, zobaczymy jak w tym roku ;)

A co do mojego biegowego maja to w sumie biegać zacząłem tak od 9 maja dopiero, kiedy podstawowe matury się skończyły i miałem trochę więcej luzu. A wziąłem się porządnie i z grubej rury za trening. Maj domknąłem w sumie ,może dla niektórych śmiesznymi bo, 103 km. Zaliczyłem 10 treningów, w tym: 2 dłuższe jednostajne biegi, 2 razy coś na kształt BNP, 2 razy II zakres, 2 razy dłuższe interwały w postaci 3x2km, raz spokojny bieg. Na duży plus można zaliczyć to, że w trakcie biegów długich moje średnie tempo jest w okolicach 6:40-6:50, gdzie przed półmaratonem biegałem drugi zakres na tempie 6:30 :P

A co do moich planowanych innych startów. Prawdopodobnie pobiegnę w Biegnij Warszawo Nocą – bo kiedyś w końcu trzeba poprawić rekord z zeszłego roku (1:02:42) i może jak jeszcze gdzieś nadarzy się okazja bez zbytniego rozwalania planu treningowego ;)

No i nadszedł czas żeby przestawić się na bieganie wieczorne lub poranne… ale jestem zbytnim leniem, żeby wstawać o 5:30 czy 6 rano i biegać :P więc pewnie wybiorę treningi wieczorne ;)

© 2017 Bieglog — PLATFORMA BIEGOWA

Do góry ↑