wracam do domu po pracy
słońce grzeje w nos, chociaż powietrze wciąż mroźne
otulam się cieplej i w myślach cieszę się na pomysł pobiegania w słońcu
tak, dziś wyjdę jak jeszcze będzie jasno, dobrze mi to zrobi
obiad, rozmowy okołostołowoszkolne
kawa, chwila na odsapnięcie
słońce schodzi niżej wraz z powiekami…błogo i ciepło na kanapie
ręką szukam koca, okrywam się
znikam

budzę się z poczuciem, że zaspałam do pracy, bo budzik znów nie zadzwonił
ciemno
sięgam po zegarek, jasna cholera 17.30
na śmierć zapomniałam o wywiadówce, znowu…
idę po kawę, kładę się na kanapie i myślę, że znów muszę zweryfikować moje marzenia
nie mogę marzyć o zamieszkaniu w Skandynawii, w której doszczętnie jestem zakochana
brak słońca mnie tam zabije, ok, to może chociaż dom na wakacje i kawałek zimy przy kominku i trzaskającym ogniu…

19.48
zimno
walczę ze sobą
ubieram się w zimne, nieprzyjemne ciuchy
automatycznie zawiązuję sznurówki
19.55 wychodzę
mieliśmy robić podbiegi
okrutnie za to marzniemy
dziś ciężki, bardzo ciężki dzień, nikomu się nie chce bezsensu wbiegać pod górkę tam i z powrotem
przekładamy na wtorek

*****

ostatnio jest ciężko
infekcja
kłopoty brata
zimowa katatonia
dawno rzuciłabym w cholerę to bieganie
ale wiem, wiem jak się czuję PO

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+