Ana i Liza

Pracowałem kiedyś jako domokrążca (tak, jest takie słowo). Zaraz po zdaniu matury zacząłem pukać od drzwi do drzwi sprzedając usługi telekomunikacyjne Tele 2. Chodziliśmy po mieszkaniach, jeśli akurat rzucili nas w miasto, albo po domach, jeśli trafiało się na wieś. Po wioskach chodziło się najciężej, bo raz że duże odległości między posiadłościami, a dwa, że psy. Żeby spisać jakąś sensowną umowę często trzeba było się mocno umordować. Ludzie nie lubią zmian, a przejście z TP-sy, do konkurencji złą sławą owianej było dla większości nie do przeskoczenia. Drzwi zazwyczaj zamykały się zanim jeszcze wygłosiłem swoją formułkę:

- Dzień dobry, jestem z firmy telekomunikacyjnej, tu u Państwa jest telefon, prawda?

I hop do mieszkania. Jeśli udawało się przekroczyć próg to największa robota była wykonana, potem zazwyczaj szło już gładko.

Miałem swojego przełożonego, który najpierw uczył mnie fachu, a potem nadzorował postępy. Nazywał się Maciek i był czystej wody rudzielcem. W momentach gdy narzekałem, że to nie ma sensu, że nic na tej wsi nie sprzedam, że tutaj za mało ludzi w ogóle mieszka, że o tej porze wszyscy są i tak w pracy…Maciek mówił – nie analizuj. Rób swoje. Chodź. Dzwoń. Pukaj. Słuchaj, to jest zwykły rachunek prawdopodobieństwa. Prędzej czy później spiszesz umowę. Na sto osób 90 zamknie ci drzwi przed nosem, ale średnio te 10 będzie zainteresowanych. Krzysiek, zapamiętaj – Ana i Liza to takie dwie Pi%dy. Przestań główkować tylko chodź i dzwoń.

Analiza 2016

Czasami jednak można, a nawet trzeba analizować. Jaki był ten mijający rok w cyfrach? Przełomowy, najlepszy, optymalny, rewolucyjny, świetny…;-) Pokażę poniżej moje ostatnie 3 i pół roku odkąd wróciłem do biegania i to jak się klarował ten okres pod względem kilometrażu:

3500 km w 2016 roku

3500 km w 2016 roku

W 2013 rzuciłem się na trening jak szczerbaty na suchary, co poskutkowało przebiegiem na poziomie niespełna 1800 km w przeciągu 6 miesięcy. Potem było przemęczenie, kontuzja i w kolejnych latach byłem ostrożniejszy z kilometrażem – 1900 km w 2014 i 2000 km w 2015. Dopiero w 2016 wróciłem do w miarę dużej objętości, ale wcale nie tak od razu. Pierwsze miesiące były na niskich przebiegach, bo przecież – chciałem robić szybkość. Cokolwiek to znaczy. Miałem w głowie mocno wyryty trening interwałowy jako lek na całe zło i optymalna metoda do tego, żeby robić postępy. Poza tym moje serce ex-średniaka najbardziej wyrywało się właśnie do – minutówek, czterysetek, dwusetek, tysiączków i tak dalej. Tupanie kilometrów? A na co to komu. Zajmę się tym jak będę po 40 – tce ;-) Tak myślałem i tak trenowałem – jakość kosztem objętości.

maksymalnie 390 km we wrześniu

maksymalnie 390 km we wrześniu

Do czerwca włącznie nawet nie dobiłem do 300 km/miesiąc. Po średnio udanej wiośnie, gdzie co drugi start był totalnym zgonem, wymyśliłem sobie na jesień maraton. Objętość wzrastała bardzo powoli, krok po kroku, z 3 dni w tygodniu przeszedłem do 6 dni tygodniowo, a kilometraż w sierpniu szczytowo osiągnął 98 km/tydzień. W ciągu praktycznie 3 miesięcy z poziomu 38:50 na dychę przeskoczyłem do 2:48 w maratonie. Rewolucyjny kwartał, podczas którego najszybszy kilometr przebiegłem w okolicach 3:40. Szybciej nie biegałem, a mimo tego moje prędkości startowe wzrosły, co najlepiej pokazał City Trail i ich crossowe 5k, które przebiegłem w październiku średnio po 3:33/km. Jak się okazało w moim wypadku – wcale nie trzeba było biegać szybko na treningach, żeby latać szybko na zawodach, jak to wielu twierdzi i powtarza choćby na tutejszym forum.

Plany 2017

Głównym celem jest maraton. Chciałbym znowu pobiec jesienią w Poznaniu i pod tym kątem będę trenował. Pierwszy maraton jest na nieświadomce i to paradoksalnie może być ułatwieniem. Względem drugiego startu mam już bardziej skonkretyzowane oczekiwania. Optymalnie byłoby pobiec poniżej 2:40, ale na dzień dzisiejszy to mocno życzeniowe myślenie.

poznan_maraton_2016_3521

Wcześniej, bo w maju zaatakuję półmaraton w Białymstoku. Ani pora roku, ani sama białostocka trasa raczej nie nastrajają do robienia spektakularnych życiówek. Ale jeśli tutaj uda mi się pobiec wyraźnie poniżej 1:20, to będzie to dobry prognostyk przed jesienią. 1:16-1:17, chciałbym się w okolicach tych czasów zakręcić.

Jest jeszcze opcja, żeby polecieć 10 k na Orlenie. Dawno nie biegałem dyszki na szybkiej, atestowanej trasie, a tam warunki powinny być co najmniej dobre do robienia życiówki.

Oczywiście plan nadrzędny jest taki, żeby robić swoje. Trzymać objętość, nie przesadzać z tempem, dbać o zdrowie. Skupić się na robocie i przesadnie nie analizować po drodze. Zbyt duże rozmyślanie o treningu wbrew pozorom może czasami więcej przynieść krzywdy niż pożytku.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+