Wiecie, ja naprawdę byłem mocno przekonany, że zrobię w Białymstoku świetny bieg. 1:16 powinno być formalnością, a jeśli trafię na lepszy dzień to może nawet powalczę o 1:15. Trenowałem – moim zdaniem – dość rozsądnie a równocześnie najmocniej w życiu. Przez 6 miesięcy spoza programu treningowego wypadł mi 1 dzień (przy okazji Lublin Trip, gdzie spędziłem w podróży 20-parę godzin). Starty kontrolne wychodziły budująco, zarówno na 5 km podczas CT jak i na 10 km przy okazji Orlenu biłem w niezłym stylu życiówki. Mimo że, ostatnie tygodnie trochę rozmyły moje dobre samopoczucie, to już przez 7 dni przed startem docelowym łapałem wiatr w żagle. We wtorek pobiegałem 4x1200m na najwyższych prędkościach w życiu jeśli chodzi o tę sesję treningową. I nie był to trening z cyklu – żyłowałem. Na każdym kolejnym powtórzeniu przyśpieszało mi się mimowolnie. Czułem się pewnie. Ba! Miałem w głowie już mały wstępniak do wpisu na blog po udanym Półmaratonie. Wiecie jak to miało być?

..

Veni Vidi Vici! Ja wiem, że jest to pewnie najbardziej nadużywane motto świata i za każdym razem gdy ktoś wyciąga je na światło dzienne Juliusz Cezar przewraca się w grobie…Ale niech tam! Niech Julek kręci bączki gdzieś w zaświatach – Przybyłem. Zobaczyłem. Zwyciężyłem!

..

Niestety nie pykło. Przybyłem. Zobaczyłem. Dostałem po japie. Jeszcze do 4 – tego kilometra starałem się trzymać tempo w okolicach 3:36/km, ale gdy zaczęły się pierwsze podbiegi nogi zaczęły „odmawiać współpracy” – jak to się ładnie mówi. Moje powiedziały dosadniej- „pie%dolę, nie robię. Radź sobie sam.” Więc zacząłem sobie radzić, czyli zwalniać. 10 km w 36:35 i w tym momencie bieg się dla mnie skończył.

fot. festiwalbiegowy.pl

fot. festiwalbiegowy.pl

Pewnie każdy biegacz zbudzony w środku nocy przez szwadrony Macierewicza jest w stanie bez zająknięcia wymienić co najmniej 3 swoje największe biegowe zgony. W moim rankingu od niedzieli dwa pierwsze miejsca zajmuje Białystok. O ile w 2015 r. nie byłem w stanie biec przez ostatnie 5 kilometrów, tak w tym roku dramat przeciągnął się do 11 kilosów.

To nie są moje nogi – pomyślałem w okolicach 12 kilometra. Sęk w tym, że niestety nogi wychodziły z mojej d…Były moje. Ludzie mówią, że biega się głową, ja jestem zdania, że biega się nogami i tego dnia zostałem pozbawiony owego narzędzia w połowie drogi.

Od 15 km zacząłem bać się sam siebie. Co minutę w głowie kołatała myśl o tym, żeby się zatrzymać. Międzyczasy wyskakiwały w granicach 3:45-3:55, więc dobry wynik szedł się chrzanić, a ja byłem bezradny. Gdybym tylko biegł przez środek lasu i można byłoby niezauważonym przez nikogo poza wiewiórkami zejść z trasy – zrobiłbym to. Niestety przy ulicy stali ludzie i na domiar złego klaskali…Nie lubię bólu, ale jeszcze bardziej nie lubię pokazywać swojej słabości innym i chyba tylko dlatego nie zszedłem na chodnik. 19 albo 20 km złapałem sobie w 4:16…To już nie był bieg. Trener Jan powiedziałby, że to czołganie się a nie bieg, Yacool, że to było kalectwo i betonowe plecy. Festiwal zwalniania trwał w najlepsze, a ja dawałem gościnne występy na Podlasiu jako gwiazda przedpołudnia.

fot. UwB

fot. UwB

 

1:19;14 – jakieś 3 minuty słabiej niż planowałem.

Wypada zadać w tym momencie uniwersalne w takich sytuacjach pytanie – Co się stao, że się zesrao?

Nie wiem.

Dla mnie to jest jakiś Czeski Film.

Chyba nie posłużyło mi tak długie wyostrzanie, trwające de facto 5 tygodni. Przed październikowym maratonem luzowałem 2 tygodnie i wtedy noga w ostatecznym rozrachunku oddała idealnie. I też Orlen w tym roku wypadł równo po 2 tygodniach zmniejszania objętości, co również się sprawdziło.

No nic to. Wiosnę kończę życiówką na 5km w City Trail, życiówką na 10 km podczas Orlenu i tą połówką, która mogła być dla mnie puentą udanego sezonu, a jest największym rozczarowaniem w mojej biegowej historii.

Se la vi! (tak, wiem, że to się inaczej pisze) ;-)

PS. Ale żeby nie było tak gorzko to sam Białystok jest świetnym miastem. Piękni ludzie, żółto czerwone korowody kibiców Jagi wracających z meczu, wschodni klimat, zaśpiew w głosie…ale mimo tego, raczej prędko tutaj nie wrócę ;)

 

 

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+