Jeśli ktoś śledzi dzienniki telewizyjne i przy okazji cokolwiek ogarnia intelektualnie to wie doskonale, że ten sam fakt, można przedstawić na sto różnych sposobów. I tak od TVP dowiemy się, że – JEST DOBRZE, A BĘDZIE JESZCZE LEPIEJ, a dla odmiany od TVN-u, że GROZI NAM WOJNA i TRZEBA ODSUNĄĆ PIS OD WŁADZY. Ten sam kraj, te same ustawy, decyzje i uchwały, ten sam Sejm, ci sami politycy, a dwa zupełnie różne sposoby interpretacji i przedstawiania rzeczywistości.

Gdybym był dziennikarzem TVP

W sobotę zaliczyłem udany start w ramach City Trail! Mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, śliskiej nawierzchni – pokrytej świeżą warstwą śniegu – udało się nabiegać jeden z lepszych rezultatów na tej trasie w mojej historii – 17:26 netto!. Mało tego, w końcu przesunąłem się nieco w klasyfikacji dobiegając na metę jako 7 zawodnik OPEN i 2 w kategorii M30. Jest dobrze, zwłaszcza, że wciąż intensywnie trenuję nie rezygnując z żadnych akcentów i domykając założone tempa na wszystkich jednostkach. W ramach ciekawostki dodam również, że czołówka pobiegła w kolcach, ja natomiast zrezygnowałem z tego specjalistycznego obuwia przez co zdecydowanie straciłem na przyczepności. Och, och, cóż to będzie w sezonie jeśli tak szybko biegam zimą?!

Gdybym był dziennikarzem TVNu

Klęska, porażka, niedowierzanie. Nie mogę zacząć relacji z sobotnich zawodów w ramach City Trail inaczej, niż od tych słów. Miało być pięknie, miało być szybko. Było wolno, brzydko i nie powiało optymizmem na kolejne treningowe tygodnie. 17:26 netto, a więc 23 sekundy wolniej niż przed miesiącem. Takie bieganie to jest kryminał. 10 lat odsiadki bez możliwości warunkowego zwolnienia, woda, chleb i oglądanie Klanu do późnych godzin nocnych – na taką karę zasłużyłem w sobotnie przedpołudnie. Nie wiem gdzie błądziłem myślami na trasie, ale na pewno nie skupiałem ich na walce i lepszym biegu. Wystarczyły 2 kilometry, żebym zaczął tracić dystans do Rafała i Sławka, dystans którego już nie odrobiłem do samej mety. Marność w nogach, ciężar na płucach a w oczach zamiast błysku jedynie mętna piwna tęczówka. Ot co!

Gdybym był tenisistą

A prawda leży gdzieś pośrodku. To nie był ani dobry bieg, ani taki do końca zły, choć jednego nie da się ukryć – start mnie rozczarował, nastawiałem się na coś wyraźnie lepszego. Nad tym biegiem potrafię się dziś jedynie uśmiechnąć, może trochę sztucznie i w wymuszony sposób ale jednak uśmiechnąć. Żeby dobrze zobrazować o jaki typ uśmiechu mi chodzi będzie przykład:

Lubię oglądać kobiecy tenis. Tyle się dzieje. Gem, set, mecz, inteligentne skróty tuż za siatkę i jeszcze bardziej przebiegłe loby posyłające piłeczkę tuż przed linię końcową boiska, piekielnie mocne serwisy i jeszcze lepsze returny, energiczne smecze, dramatyczne krecze, krosy, drop shoty, topspiny, woleje. Tyle się dzieje!

No dobra – ktoś dał się nabrać na te technikalia? Tak naprawdę lubię oglądać kobiecy tenis bo w tych kusych spódniczkach nogi zawodniczek wydają się być jeszcze dłuższe. ;)

Ale do rzeczy. Oglądałem parę dni temu mecz w ramach turnieju WTA w Doha pomiędzy Caroline Woźniacki a Angeliką Kerber. Bardzo emocjonujący pojedynek zakończony dopiero w 3 setach. W ostatniej trzeciej partii doszło do długiej, ciekawej wymiany między zawodniczkami. Zagrania zdawały się nie mieć końca, aż wreszcie Angelika wypracowała sobie znaczącą przewagę dostając piłeczkę na samą siatkę. Woźniacka stała gdzieś w końcu kortu i czekała na wykonanie wyroku. Kerber zyskała natomiast praktycznie wyczyszczone pole gry, mogła zrobić z piłeczką wszystko, uderzyć gdziekolwiek i jakkolwiek. Zdecydowała się na mocne zbicie i…przestrzeliła, piłka spadła za boczną linią. To była setka, jak strzał do pustej bramki, wystarczyło dostawić nogę. Reakcja Angeliki na zmarnowaną sytuację była zupełnie inna niż przy wcześniejszych błędach. Tym razem zamiast krzyczeć i mówić sama do siebie – zapewne jakieś niemieckie przekleństwa – stanęła i wyszczerzyła zęby w uśmiechu, jakby chcąc wyśmiać samą siebie.

Uff. Koniec przykładu. No więc po sobotnim starcie stoję i szczerzę jedynki w wymuszonym uśmiechu.

…..

PODSUMOWANIE 12 z 16

Kilometraż – 100 km

Akcent x1 (8 x 1200 p.1′ – oczywiście biegałem szybciej niż rok temu i to po 10 sekund na każdym odcinku. Zacząłem od tempa 3:28 na km, potem było kilka odcinków po 3:26 a skończyłem na 3:18 dobijając z maksymalnym tętnem jedynie do 179 uderzeń, także nie dziwota, że nastawiałem się na dobre bieganie w sobotę).

Rytmy x 16

Start x1

Long – heh, to były jakieś jaja w niedzielę. Biegłem do oczyszczalni i z powrotem, więc sprawdzona trasa, która daje mi jakieś 24 km, potem jeszcze 1 km dokręciłem pod blokiem, łącznie wyszło 25 km. Jakim tempem? 3:56/km…na śr tętnie 147. To jest moja życiówka, nigdy wcześniej nie przebiegłem tak długiego dystansu tak szybko. Żeby tak jeszcze na zawodach coś z tego wyszło to już byłbym naprawdę kontent :P

Hasło – Żeby coś mieć musisz tego chcieć – jak bardzo? Za bardzo. /Bisz/

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+