Co jest najlepsze na kaca? W starym skeczu kabaretu Ani Mru Mru, Romek, czyli jedyna w Polsce śpiewająca lalka odpowiada, że najlepsze na kaca jest powietrze z materaca. A co z kolei jest najlepsze na złamane serce? Tutaj z dobrą radą zawsze przychodził mój kolega Tomek, który na takie pytanie odpowiadał dość cynicznie – na utraconą miłość, najlepsza jest nowa miłość. O kacu dzisiaj nie będę pisał, ale za to o miłostce, która już się skończyła – możliwe, że tak.

Na początek wszystkich uspokoję, gdyż na pewno jesteście właśnie w rozterce. Zwłaszcza uspokoję swoją żonę – nie, nie rozwodzimy się. Zakończył się za to mój przygodny romans z PÓŁMARATONEM. Po trzech miesiącach randkowania, które doprowadziło do wizyty u potencjalnych teściów w Gdyni mówię – koniec. I nie chodzi o to, żeby mi się jakoś szczególnie nie podobało, ale w tym roku nie widzę już dla nas perspektyw. Ta formuła się wyczerpała, nie nadajemy na tych samych falach, mamy różne charaktery…a już tak serio bez tych wygodnych wymówek – chcę poszukać szczęścia gdzie indziej. Wybacz. Żegnaj. Nie chowaj urazy.

Na zakończoną miłość, najlepsza jest nowa miłość, a ja postanowiłem że długo nie będę nosił w sobie żałoby po byłej kochance i już we wtorek ruszyłem na łowy. W XXI wieku na podryw rusza się przez internet, dlatego też „kalendarz biegowy” okazał się najlepszym narzędziem do tego, żeby szybko kogoś usidlić. Zaznaczając parametry wybranki, które interesowałyby mnie najbardziej nie wybrzydzałem, oczekiwanie względem nowego obiektu westchnień było jedno – dycha to max. Wbrew pozorom w erze półmaratonów, maratonów i ultra znalezienie „szybkiej piątki” czy „żwawej dyszki” wcale nie jest takie łatwe. Nie jest łatwe, ale jest możliwe i mi się ta sztuka we wtorek udała. W ciągu godzinki dostałem numer do Piątki SGH-a, z którą jestem umówiony na 15 kwietnia, a gdyby nie wyszło to tydzień później Dyszka Orlen-a czekać będzie na mnie przy Stadionie Narodowym.

A więc zostały 3 tygodnie na to, żeby umyć nogi, pójść do fryzjera i zainwestować w nowe mokasyny. Myślę, że się wyrobię.

…..

Po tych czerstwych jak stara kajzerka żartach pora na odrobinę powagi. Po półmaratonie trochę odpoczywałem. W poniedziałek klasyczny off, we wtorek i środę biegam po 6km rozbiegania próbując jakoś „rozchodzić” nabite łydki. Czwartek 10 km, piątek 11 km w tym 6 x 30 s R, w sobotę dobiegłem na stadion a tam 8 x 20 s diagonale po murawie, z kolei w niedzielę 12 x 1′ p.90 s BS całość w crossowym terenie. Łącznie tego wszystkiego wyszło w poprzednim tygodniu 57 km.

Mega przyjemnie weszły zwłaszcza minutówki, już nie pamiętam kiedy biegałem ostatni raz takie odcinki, do tego zmieniający się teren, górki, zbiegi, trochę błota, słoneczna wiosenna aura. Super! Przez następne 3 tygodnie mam zamiar zrobić jeszcze 4 akcenty głównie bazujące na rytmach, dwusetkach, czterysetkach, tysiączkach. Zobaczymy co z tego wyjdzie. W każdym razie jestem zapisany na bieg SGH 5km 15 kwietnia w Warszawie i na Orlenowskie 10km tydzień później. A więc zaczęła się kolejna, mała misja.

PS. Ładnie chłopaki poganiali dziś w Warszawie ;-) Nie ukrywam, że szczerze zazdroszczę wyniczków co poniektórym ;-) (już Ty Sławek wiesz, że o Tobie mowa, GRATULACJE!)

PODSUMOWANIE

1 z 5

Objętość – 57 km

Akcent – x1

Hasło – Jak skutek należy do przyczyny, tak owoc pracy do pracownika winien należeć (Leon XIII)

;-)

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+