Zebrałam się do zrealizowania czegoś, co chodziło po mojej głowie od długiego czasu. Nawet nie wiem, od czego zacząć, początki przecież są zawsze najtrudniejsze, zwłaszcza, że w „blogowaniu” mam znikome doświadczenie. Nie będzie poetycko, lecz bardziej konkretnie, jak na ścisły umysł przystało.

Podczas pokonywania kolejnych kilometrów na treningach, przychodzą mi często do głowy ciekawe pomysły, wnioski, postanowienia. Trening to wyciszenie, wyłączenie się z otaczającego świata, czas tylko dla mnie, moich mięśni, psychiki. Jednak po jego zakończeniu wraca pośpiech, bo przecież za 30 minut mam tramwaj na uczelnię, a trzeba jeszcze zjeść, ogarnąć się – i tym prostym sposobem wszystkie refleksje umykają w codziennej rutynie. Może właśnie pisząc, uda mi się trochę przystopować i nauczę się czerpać korzyści z tego, co daje mi bieganie. Zarówno korzyści praktyczne, jak i mentalne.

Zaraz, zaraz… Ja się nawet nie przedstawiłam. ;) Mam na imię Emilia, żyję już dwadzieścia jeden wiosen i bieganie traktuję jako przygodę. Jestem stuprocentowym amatorem i staram się wplatać treningi między uczelniane obowiązki. Daje mi to dużo satysfakcji i czuję, że nie mogłabym dobrze funkcjonować bez obierania sobie małych, realnych celów. Pomimo wielu dawek motywacji, doby nie da się wydłużyć, więc nie panikuję, jeżeli nie uda się wybiegać wszystkiego, co jest w planie. Zdrowy rozsądek przede wszystkim. ;)

15591465_1071025706340269_5687554080178100345_o_edited
City Trail, cz. 3, 17.12.2016. Czwarty kilometr trasy

Dzisiejsza sobota rozpoczęła się w klimacie mroźnego City Trail. Do cyklu tych biegów podchodzę z dystansem, nie traktuję tego jako główny start, uważam, że zima to nie jest dobry czas na robienie życiówek i żyłowanie. Jednak atmosfera każdego City jest nie do podrobienia. Tłum znajomych, uśmiechniętych twarzy, od razu poprawia nastrój, gdy trzeba rozpędzić się w temperaturze bliskiej minus sześć. Pobiegłam w czasie podobnym do chyba trzech ostatnich biegów z tego cyklu, mam wrażenie, że poniżej 4:05/km mam jakąś psychiczną blokadę. Na odblokowywanie się przyjdzie czas wiosną, jeżeli tylko zdrowie na to pozwoli (ale to temat na osobny wpis). Szczerze mówiąc, gdy rano AccuWeather pokazało minus osiem, nie spodziewałam się dziś takiej frekwencji we wrocławskim Lasku Osobowickim (na mecie 461 osób, przy rekordzie frekwencji wynoszącym 491). Ale dlatego właśnie uwielbiam towarzystwo biegaczy – większość z nich to po prostu wariaci… ;)

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+