Pięć miesięcy trwały moje przygotowania do maratonu.  Ostatnio opisałem jak wyglądał mój trening przez te miesiące. Tym razem będzie trochę liczb i kilka przemyślenia po maratonie.

A liczby wyglądały tak:

Listopad – 242km głównie wolne wybiegania, trochę krosu i jakieś przebieżki. 16 dni treningowych w tym jedne zawody na 10km. Średnie tempo biegu w tym  5’/km.

Grudzień – 322km w tym jedne zawody na 10km. Dużo krosu głównie aktywnego. 20 dni treningowych i średnie tempo wszystkich treningów 4’51’’/km.

Styczeń – 355km w tym 78,5km II zakresu w średnim tempie 4’19’’/km, czyli nie licząc rytmów, przebieżek czy podbiegów i 3M bieganego po drugim zakresie to ponad 22% całego kilometrażu stanowiło szybsze bieganie. Wszystko w ciągu 19 dni treningowych. Średnie tempo wszystkich treningów 4’56’’/km.

Luty – 348km w tym 74km II zakresu w średnim tempie 4’17’’/km oraz 12km WB3 i szybciej (w tym jedne zawody 1963m) w średnim  tempie 3’38’’/km.  Część tego drugiego zakresu biegana w ramach BNP. Tu procent szybszego biegania do całości jeszcze większa.Nie licząc krótszych odcinków jak w akapicie powyżej  to II zakres i szybciej stanowi niemal 25% całego kilometrażu. Całość wykonana w trakcie 19 dni treningowych. Średnie tempo wszystkich treningów 4’57’’/km

Marzec – 351km w tym zawody przełajowe na 5km i półmaraton w Lesznie.  To już czas Bezpośredniego Przygotowania Startowego. II zakres biegany tylko raz w ramach 30-sto kilometrowego  BNP – 10km w średnim tempie 4’25’’/km. Nie licząc przebieżek, jakiś minutówek czy podbiegów biegania szybszego niż 2 zakres było 75km w tym 26 na zawodach. Średnie tempo tych biegów to 3’43’’/km. Całość wykonana w 22 dni treningowe, średnie tempo całego miesiąca 3’54’’/km.

Kwiecień to już luzowanie przed maratonem. Jeden raz siła biegowa, jeden mocny trening – na tydzień przed maratonem 10x1km w tempie około 3’40’’/km i dwa luźne BSy z przebieżkami,  4 dni treningowych i niecałe 61 km.

Całe przygotowania zajęły mi 22 tygodnie, w większości po 5 dni treningowych w tygodniu. Średnio na tydzień wyszło ok. 76,3km. Jurek w książce niby pisze, ze powinno biegać się 80-100km, ale to trochę zwodnicze. Pierwsza część planu to ponad połowa tygodni z kilometrażem  poniżej 80 km, w ciągu BPS, zwłaszcza jak jest kilka startów testowych ten kilometraż też wyjdzie niższy. Ja właściwie jeżeli idzie o kilometraż to tych treningów nie modyfikowałem a wręcz zwiększałem ilość kilometrów. Jak było napisane razem 16km to u mnie musiało być 16,3km, jak było napisane 20-22km to u mnie wychodziło coś około 22 i pół. Wypadały może z 3 treningi i może kolejne 3-4 były skrócone np. przez zawody zamiast BNP, a średnia wyszła jaka wyszła.

Co z długimi wybieganiami, ano było. Treningów po 25 km i więcej było 10, w tym 4 treningi powyżej 30km. Wszystkie te biegi, poza ostatnią 30-tką w formie luźnego wybiegania. Ostatnia 30-ka to BNP gdzie najpierw było 17km OBW1, 10km II zakres, 2km w tempie HM i 2km z kawałkiem schłodzenia na 2 tygodnie przed maratonem. No i tak to z grubsza wyglądało jeżeli idzie o liczby. Mam nadzieję, że jest w miarę przejrzyście i ktoś będzie umiał wyciągnąć z tego jakieś wnioski dla siebie.

Przygotowanie były długie, mozolne, męczące psychicznie ale nie trudne pod względem fizjologicznym. W większości treningów do maratonu (jak i 65% czasu samego maratonu) nie wychodzi się poza strefę komfortu. Jest łatwo, lekko i przyjemnie. Biegać wolno, biegać drugi zakres czy jak kto woli TM minus jakieś sekundy  i na maratonie jak się dobrze zrealizuje taktykę, na realny wynik, nie będzie źle.

Czytuję sporo blogów biegowych amatorów jak ja. W zeszłym roku ze szczególną uwagą śledziłem przygotowania do debiutu maratońskiego: na wiosnę @Buńka (pozdrawiam, już się odnalazłeś) i @katekate oraz na jesień @farona. Na wiosnę może nie poszło najlepiej ;) ale wpis @faraona po jego debiucie jak pisał, ze maraton to bieg jak każdy inny tylko, że ciut dłuższy pamiętam. Pamiętam, że w komentarzu napisałem, że chciałbym móc mówić podobnie po swoim debiucie i w sumie mógłbym.  Dla mnie ten maraton to też był w sumie nudny bieg, bez historii z lekkim spięciem na koniec.  Ale biegać maratony po prostu trzeba się nauczyć i jeden bieg nic nie znaczy. Trzeba doświadczenia jak na żadnym innym dystansie (nie liczę ultra). Żeby optymalnie pobiec maraton  trzeba doskonale znać swój organizm, trzeba wiedzieć kiedy zbliża się ta osławiona ściana. A żeby wiedzieć kiedy się ta ściana zbliża trzeba się choć raz z nią spotkać. Jak pobiegnę za szybko początek, jak będę umierał na 35 kilometrze, jak popełnione błędy żywieniowe i taktyczne czy kontuzja zmuszą mnie do zejścia z trasy, do przejścia w marsz to taki bieg będzie miał swoją wartość dodatnią, niósł doświadczenie.. Wiedzę, którą można dzięki temu uzyskać, nie ma żadne zawodnik, które wszystkie swoje maratony przebiegł bezproblemowo, idealnie, nie wychodząc zbyt dużo poza strefę komfortu.  Jak nie było umierania na mecie to znaczy, że było za wolno. Piszę jakbym pragną takich maratońskich doznań :). Przede mną pewnie jeszcze kilka maratonów i mimo wszystko, mimo tej góry doświadczenia, mam nadzieję, że nie za każdym spotka mnie ściana.

Kiedy następny maraton nie wiem. Możliwe, że na bazie tego co było zbudowane zimą na jesień zrobię jakieś dwumiesięczne przygotowania i wystartuję w Poznaniu, ale to nic pewnego.  Natomiast w przyszłym roku, ani pewnie za dwa lata nie mam w planach znowu startować. Dlaczego? Powód ten sam co rok i dwa lata temu czyli brak czasu. Na początku myślałem, że problemem będzie 5 dni treningowych w tygodniu, ale nie to sprawiało mi kłopot. Problemem jest czas przeznaczany na trening. Wcześnie moje treningi to 2-3 razy około godzinki i raz coś dłuższego. W czasie tych przygotowań najkrótszy trening to godzina i kilka, kilkanaście minut. Średnio to było około półtorej godziny. Do tego  5-10 minut rozciągania po każdym biegu, wypadało by zrobić jakieś pompki, core itd., później prysznic i nie ma mnie minimum 2h, średnio ponad 10 godzin w tygodniu. To okazuje się trochę za dużo i dla mnie i dla rodziny która mimo wszystko dzielnie znosiła moją fanaberie. Rozkład pracy mój i żony, przy naszych dwóch pociechach sprawiał, że czasami nie było czasu pogadać  z żoną,  pobawić się z dzieciakami czy odwiedzić znajomych, mimo prawie całkowitego zrezygnowania z telewizji czy ślęczenia przed komputerem. W pewnym momencie przyszło znużenie tą całą sytuacją,  trening nie dawały radości, no coś tu nie grało. Radość na mecie wszystko niby wynagradza te tygodnie trudów,  ale w najbliższym czasie nie zamierzam powtarzać przygotowań do maratonu. Mam zamiar biegać krócej i szybciej zarówno jeżeli idzie o zawody jak i o treningi. Ale za jakiś czas (rok, dwa ) na pewno wrócę do maratonu.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+