Najpierw zacząłem biegać, później zacząłem trenować. To swoje trenowanie miało swój początek w końcówce 2014 – 2015 roku. Już wtedy myślałem o przebiegnięciu maratonu, ale zostawiałem to sobie na bliżej czy dalej nie określoną przyszłość. Ostatnio na forum kolega @faraon odgrzebał mój stary post, gdzie poszukiwałem teoretycznej wiedzy treningu maratońskiego. Nie wiem kiedy zapadła decyzja, że do maratonu będę przygotowywał się wg metody Skarżyńskiego, wiem, że w porównaniu z innymi opcjami trening wydawał mi się mało skomplikowany i przystępny, choć nie na pierwszy rzut oka.  Stosunkowo niewielki kilometraż i 5 dni treningowych do łamania 3h to zdecydowało. Na więcej czasu nie było. Kiedy jesienią ubiegłego roku młodszy syn się jako tako usamodzielnił, o ile można mówić o samodzielności niespełna 2 latka, padła decyzja maraton w przyszłym roku na wiosnę.

Po ubiegłorocznej życiówce na 10km w Biegu Warciańskim, zakończyłem tamten sezon biegowy. Forma była i tak myślę że jeszcze z 2-3 tygodnie podostrzenia i ta życiówka mogła by być poprawiona. Myśląc już o maratonie zrobiłem sobie jednak 2 tygodnie przerwy i w drugim tygodniu listopada zacząłem nowy sezon, którego ukoronowaniem miał być maraton.  Sezon zaczął się od startu 11.11 Biegiem Niepodległości w Turku i trochę nie milo się zaskoczyłem. Trochę rozbratu w bieganiu i forma poszła w dół. Niby bieg rozpoznawczy, bez ciśnienia, ale miało być poniżej 40 minut, a nie było. Ale pierwsze koty za płoty.

Pierwsza część planu to treningi w układzie wtorek, czwartek BSy zakończone przebieżkami, środa, sobota krosy najpierw pasywne później aktywne i niedzielę coś dłuższego. Pierwszy raz biegałem takie krosy i byłem zdziwiony jak to fajnie wchodzi. Trasa pofałdowana, a ja sobie biegałem to lekko bardzo dobrym jak na mnie tempem. Z tygodnia na tydzień widać było, że siły coraz więcej od tego treningu, górki robiły się coraz łagodniejsze. Przy krosie aktywnym, gdzie ostatnie okrążenie biegłem na maksa, w pierwszej próbie 6’15’’ okrążenie ok. 1,45km po miesiącu ten max na tej samej trasie wyniósł już 5’50’’. Druga rzecz którą zauważyłem na tamtym etapie to kadencja. Myślę że to dzięki przebieżką po każdym wtorkowym i czwartkowym biegu. Odkąd polar mierzył mi kadencje ta zwykle wynosiła ok. 85 (170), pod koniec grudnia to było bliżej 90 (180) i to w każdym rodzaju treningu. W grudniu zrobiłem tez swoją pierwszą trzydziestkę. Po jesiennym treningu pod dychę, zostało mi też tempo wolnych wybiegań, które biegałem w okolicach 4’50’’/km. Takim też tempem pokonałem jeszcze w grudniu swoją pierwszą trzydziestkę. Męczyć mnie to nie męczyło, ale regeneracją to też nie było.  Po kilku tygodniach odczuwalne było pewne znużenie, wtedy za radą @Buddy dość drastycznie zwolniłem tempo takich wolnych biegów i stały się one formą odpoczynku.

Po nowym roku plan wszedł w fazę siewu. Rozkład treningów się trochę zmienił.  Wtorek i sobota to wolne biegi zakończone sesją siły biegowej.  Skipy i wieloskoki to było coś innego niż podbiegi, dzięki którym trenowałem siłę biegową do tej pory. Do tego stopnia coś innego że zdarzyła mi się mini kontuzja, uraz.  Zrezygnowałem na jakiś czas z wieloskoków i wszystko wróciło do normy. Po jakimś czasie wróciłem do pierwotnego planu. W czwartki były długie wybiegania, a w środę i w niedzielę II zakres. Ten drugi zakres to bardzo przyjemny trening. Biegałem to raczej w dolnych widełkach tętna, spokojnie niemal komfortowo i dopiero 3M po każdym takim treningu dawało w kość. To właśnie ten trening  budował wytrzymałość maratońską. Tu postęp też poszedł szybko. W książce drugi zakres określony jest jako 75-85% HRMax i do tego podane widełki tempa w jakich powinno się biegnąć. Szybko, zwłaszcza w czasie dziennych treningów zacząłem biegać lekko poniżej tych widełek utrzymując tętno w dolnych granicach II zakresu. Forma szła do góry. BNP które w późniejszym etapie zastąpiły niedzielny II zakres na pewno nie zapamiętam jako trening najtrudniejszy do wykonania jak pisze Jurek.  Myślę, że pod pewnymi względami był łatwiejszy dla głowy niż trening II zakresu. Przy II zakresie na każdym kroku trzeba było pilnować żeby tętno nie było za wysokie, żeby na początku nie było za szybko. Przy BNP, po 10km drugiego zakresu kolejne 5 w WB3 to była sama radość, nie trzeba było niczego pilnować, tempo samo szło do góry. Na końcu zawsze był kilometr na maxa i myślałem, że po prawie 20km biegu kilometr w czasie poniżej 3’40’’ to będzie dobry wynik, ale bez problemu zawsze kończyłem ten kilometr poniżej 3’20’’.

Z początkiem marca pierwsze testy formy najpierw niecałe dwa kilometry w Biegu Tropem Wilczym, później 5km w GP Koła. I pierwsze namacalne efekty treningu maratońskiego. Właściwie nie pamiętam żebym w czasie mojego biegania przegrał z kimkolwiek finisz, zawsze te 100-200 ostatnie metrów było moje. Tym razem tak nie było, nie było przyspieszenia na ostatniej prostej. Równe tempo mógłbym biec  i biec ale tego powera, takiego akcentu na końcu brakowało – rzecz normalna przy treningu maratoński, ale jednak szkoda trochę tej szybkości. Wynik piątki może nie był tak dobry jak zakładałem, ale czas lepszy o kilka sekund niż w tamtym roku na tej samej trasie wiec postęp jest.

Marzec to już BPS i trochę szybszego biegania. Środa to 2x5km w tempie około półmaratonowym i w niedzielę tysiączki (biegane ciut szybciej od T10) lub start. Szybsze bieganie znowu wchodziło świetnie, tempa z książki a ja to biegam zawsze na sporej rezerwie. Prawdzie BUM to był półmaraton na 3 tygodnie przed startem docelowym. Załapałem się z szybszą grupą , prawie do końca wytrzymałem tempo i wyszedł z tego znakomity wynik, jakieś 2 minuty lepszy niż przewidywałem nawet w optymistycznych  wariantach.  Wtedy pomyślałem, że jak nie nastąpi katastrofa pogodowa, albo nie przytrafi się jakaś choroba to ta trójka pęknie. Zdanie trochę zrewidowałem tydzień później, po mojej ostatniej trzydziestce. Trzydziestka tym razem nie jako wolne bieganie ale częściowo jako II zakres i na końcu 2 km w tempie półmaratonu. Te dwa kilometry szły strasznie i o ile początkowo myślałem, że w trakcie maratonu takim tempem będę mógł przebiec ostatnie 10km tak po tym treningu nie wyobrażałem sobie 3-4 km w podobnym tempie. W sumie to można powiedzieć, że było coś pomiędzy bo tempo ostatnich 7km na maratonie było właśnie ok. 4’.

Dwa ostatnie tygodnie to już luzowanie, nawet martwiłem się czy nie za luźno, ale wyszło dobrze. Jeden mocniejszy trening tj. tysiączki, 10 x 1km w tempie ok. 3’40’’. Bardzo fajnie działa na mnie ten trening na tydzień przed zawodami. Stosowałem to przed dychą w Kole, przed połówką w Lesznie i przed calakiem w Gdańsku i za każdym razem życiówka i to lepsza od oczekiwań. Myślę, że trening ten będzie stałym elementem przed każdymi ważnymi zawodami.

CDN.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+