12 st. C, lekki wiaterek i mżawka, no może coś nieco grubszego – kapuśniaczek. Ludzie kryją się pod parasolkami, skulone sylwetki, byle prędzej do domu. A ja buciki, krótkie spodenki, lekka wiatróweczka i można biegać. Banan na twarzy bo to idealne dla mnie warunki do biegania – uwielbiam to.

Od trzech dni nie biegałem – uroczystości rodzinne. Jak to się mówi nieumiarkowanie w jedzeniu i picu. Jak już udało się odpędzić uczucie ociężałości, o syndromie dnia następnego już nie wspomnę, można zakładać buty i  w końcu iść pobiegać – uwielbiam to.

Niedziela upalna, do tego dużo jadła i napitku procentowego – duchota. W domu nikt nie pomyślał o zasunięciu rolet. Po powrocie komnata nagrzała się do prawie 30 stopni. Poniedziałek – domowe poprawiny niedzielnej imprezy. Na zewnątrz temperatura mniejsza, ale w domu koszmarnie gorąco i duszno. Osiedle domków jednorodzinnych ma to do siebie, że często „ktoś” musi wypalić w piecu coś niestosownego, tak było i w tym dniu wiec o otwieraniu okien nie było mowy. No i wreszcie we wtorek popołudniu ulewa, a po ulewie powietrze chłodne, rześkie. Nic tylko ubrać buty i biegać – uwielbiam to.

I ten zapach. Po kilku dniach wyższych temperatur, las po deszczu pachnie niewyobrażalnie. Wiosna już w pełni, trawa taka zieloniutka, drzewa kwitną na biało i różowo. Ten zapach, te drzewa, ta trawa i mchy i ja przecinający ten las – uwielbiam to.

Tak mniej więcej odczucia mi towarzyszyły we wtorkowe popołudnie, gdy po nieco przedłużonym, imprezowym tygodniu wybrałem się w końcu pobiegać. Ubiegły tydzień raczej luźniejszy. Jeden akcent i jeden trening, który dla pana Danielsa jest akcentem ale ja go tak raczej tak nie traktuje. W sumie 4 jednostki, ale udało się zrobić ponad 60km. Dokładnie wyglądało to tak jak poniżej.

Wtorek 17.04

Po mocnej końcówce poprzedniego tygodnia spokojna, regeneracyjna bardzo luźna godzinka bieganie. Po raz kolejny zauważam, że tętno spokojnych rozbiegań na wiosnę spada o kilka punktów. W ubiegłym roku było to z ok 140 na 130-133 bpm przy prędkości konwersacyjnej. W tym roku, po zimie, serce jest znowu puka trochę wolniej, dłużej pozostaje w bardzo niskich zakresach. Może za wolno biegam? Tym razem tętno, puki nie wbiegłem w nieco pagórkowaty teren (jakieś 3km), nie przekroczyło 120bpm. Całość niecałe 12 km w średnim tempie 5’14”/km przy średnim tętnie 123bpm (max 130).

Środa 18.04

Miał być akcent, ale dużo rzeczy się nawarstwiło i były ważniejsze sprawy do roboty. Ostatecznie, wieczorem, już po zmroku decyduje się na przesunięcie akcentu na czwartek, a w tym dniu BS-ik + przebieżki. Całość po asfalcie/kostce brukowej. Znowu biegnie się luźno, na niskim tętnie z tym, że tempo dużo wyższe. Po 11 kilometrze 10 przebieżek w formie kilkanaście sekund szybko (16-20) i później truchcik do pełnej minuty. Całość 13,3km w średnim tempie 4’48”/km przy średnim tętnie 135bpm (do tego 11km było śr. 132bpm).

Czwartek 19.04

Akcent miał wyglądać tak 3×1,3km P1′ + 3×800 P2′ + 3×400 przerwa 400metrów w truchcie, czyli danielsowskie połączenie tempa progowego, interwału i rytmu. W książce jest to rozpisane na minuty, wygodniej mi jest to biegać od znacznika do znacznika po mojej asfaltowej prostej imitującej odcinki z bieżni. Po rozgrzewce trochę ciężko na bebechach, ale ruszam do „tempa progowego”.  W założeniu miało to być tempo 3’50”/km czyli każde 100m w 23 sekundy. Oczywiście nieco przedobrzyłem, wyszło w 4:56 – 4:54 (~3’47’/km). Przerwy minutowe były wystarczające, żeby odpowiednio dobrze wykonać kolejne powtórzenie, jednak zaczynając szybki odcinek komfortu nie czułem. W sumie to przed kolejnymi powtórzeniami w tempie interwałowym bardziej cieszyłem się, że będą dwuminutowe przerwy niż obawiałem się szybszego tempa. I w tych rozmyślaniach pewnie nieco odpłynąłem bo ostatnia minutowa przerwę przedłużyłem sobie o 10 sekund. Tempo na 800-kach miało wynosić 3’30”/km (21sekund każde 100metrów). Pierwsze powtórzenie w 2:47, dwa kolejne w 2:48, czyli mniej więcej zgodnie z planem. Tak jak przypuszczałem przerwy dużo bardziej komfortowe, tętno na spokojnie spadało kilka punktów poniżej 140bpm. Co do 400-ek każda miała być pobiegnięta w 80 sekund. Ciężko było by mi jakoś kontrolować tempo takiego biegu, no może nie kontrolować co korygować na każdych 100 metrach więc pobiegłem na czuja, szybko, tak żeby było dobrze. Kolejne powtórzenia wyszły w 79s, 77s i 78s., znowu nieco za szybko ale fajnie i dość luźno się to biegł (przynajmniej do 300m). Po wszystkiemu około 2,5 km schłodzenia i lekko miękkie nogi. Obserwacja są taki, że nadal dobrze biega mi się szybkie (szybkie jak na mnie) odcinki i nadal nie czuję wytrzymałości dla tempa szybszego niż 4’/km. Gdybym miał powiedzmy zwolnić o kilka sekund na kilometr i ciągnąc taki bieg przez kilkanaście kilometrów to chyba bym umarł. Ale trening bardzo fajny, pobudzający, przewietrzający płuca i podbudowujący co do formy i przyszłych wyników.

Sobota 21.04

Wg pana Danielsa drugi akcent w tym tygodniu czyli 90-110 minut wolnego biegu, ale dla mnie to po prostu dłuższe wybieganie, którego raczej nie traktuję jako akcent. Zacząłem o 7 rano, rześko, słoneczne a mój organizm taki zaspany. Pierwsze kilometry jak to ostatnio bywa, tętno nawet nie dochodzi do 120bpm. Tempo też jakieś takie wolne. Później się nieco rozkręciło. Jak w domu oglądałem wykresy zauważyłem ciekawą rzecz. Gdzieś po 7 i pół kilometra organizm jakby się obudził i przestawił na inne tory. Ja sam z siebie nie przyspieszałem, poza jednym dłuższym zbiegiem nie kojarzę też żadnej znaczącej zmiany ukształtowania terenu ani innego wydarzenie, które mogło by wpłynąć jakoś na mój bieg. Ale gdzieś tam na tym ósmym kilometrze przeskoczył jakiś pstryczek. Tętno wzrosło do okolic 128-130bpm (z średniego na wcześniejszym odcinku na poziomie 120bpm), tempo chwilowe z poprzednich wartości ok 5’10” nagle skoczyło w okolice 4’46” – 4’50”. No taka anomalia organizmu mi się trafiła. Wyszło 107 minut i kilka sekund, zdążyłem w tym czasie przebiec 21,8 km przy średnim tętnie 128bpm.

—————

Cały tydzień: 61,9km w tym:

Tempo progowe: 3900m

Tempo interwałowe: 2400m

Rytmy: 1200m.

 

 

 

 

 

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+