Mówią „Jeśli chcesz rozśmieszyć pana Boga opowiedz mu o swoich planach” – moje plany na trening zimowy ich wykonanie niestety wpisały się trochę w tą maksymę o rozśmieszaniu Istoty Wyższej. Wpis ten powstaje już drugi miesiąc, nie mogłem się zebrać, żeby go dokończyć, a że wiele rzeczy się zdezaktualizowało to zaczynam od początku. Patrząc na szkic wpisu z grudnia/stycznia z planami na zimę i ich faktyczne wykonanie rzeczywiście można się uśmiać. Jednocześnie przyznaje, że nie ma tragedii w tym nie trzymaniu się założeń i nie czuje z tego powodu żadnego dyskomfortu psychicznego. Jak pisałem w jednym z ostatnich wpisów – planów startowych na pierwszą połowę 2018 roku nie miałem żadnych. Cel jaki sobie postawiłem to za dużo nie stracić z ówczesnej formy (jesiennej formy) i starać się wypracować coś na druga cześć roku.

Rozpisałem sobie plan do połowy stycznia – podbiegi, rytmy, coś dłuższego, tak z 50km tygodniowo. Czasu i motywacji wystarczyło na 2-3 luźne wybiegania w tygodniu. Przyszły święta to już w ogóle nie było biegania w głowie. Ogólnie z pierwotnych założeń nie udało się zrobić prawie nic. Po nowym roku waga zakręciła się już około 90kg i o lekkie bieganie było coraz trudniej. Nowy rok – nowy plan. Czasu na bieganie nie ma jak wygospodarować to zajmę się wagą. Zbije się wagę, pojawi się mityczna „świeżość w kroku” to i to moje bieganie będzie wyglądać lepiej. Żadnych pół środków, żadnego „na oko”, skrupulatnie zapisuję co jem, ile kalorii itd. Przynosi to zadowalające efekty i myślę, że do końca marca już będzie ok.

Od połowie stycznia trening biegowy już wygląda lepiej, 4-5 razy w tygodniu, 50-60km. Zacząłem też wprowadzać trochę szybszego biegania, które tej zimy, nie licząc podbiegów co jakiś czas, jeszcze nie zaistniało. Pierwszą próbą miał być bieg zmienny zwany również przez niektórych TWL. 11km w tempach wydawało mi się mało ambitnych jak dla mnie to jest 4’30’’/4’. Tempa „mało ambitne” okazały się bardzo ambitne i już po 3 kilometrze wiedziałem, że trening nie do domknięcia. Ostatecznie kończę po 7 kilometrze w tempach nieco wolniejszych od założeń oraz uczuciem porażki i mizerii mojej formy. W kolejnym tygodniu interwały 4×1000 P3’ – mając w głowie miejsce w którym jestem założyłem bezpieczne tempo po jakieś 3’37-40’’. I tu niespodzianka bo wchodzi to bardzo swobodnie, na pierwszym powtórzeniu muszę się hamować na ostatnich metrach żeby wyszło 3:37. Na następnych się już bez hamowania ale kilometry wpadają takie:  3:34; 3:30; 3:27. Następnie kolejne podejście do TWL – tym razem 11km już domknięte w zakładanych tempach. No i co najważniejsze biega mi się luźno, swobodnie, lekko. Pewnie zasługa zbicia wagi, znośnych warunków pogodowych itd. Jest optymizm.

Jest optymizm do następnego tygodnia bo w końcu dopadło mnie jakieś przeziębienie grypopodobne. Grudzień, styczeń u mnie w domu wszyscy chorowali, wszyscy na antybiotyku, tylko ja nic – okaz zdrowia. No i wraz z ociepleniem dopadało i mnie. Na początek kaszel, lekki katar a później już na całego: stawy mięśnie bolą, gorączka i tym podobne przyjemności. Mój rozpędzający się trening biegowy znowu został zatrzymany. Kilka luźnych biegów, później przerwa i teraz na nowo się wdrażam. Po kilku luźniejszych biegach w niedzielę znowu katujemy bieg zmienny. Tym razem miało być 13km znowu w tempach 4’30’’/4’. Pierwsze 3 km poszły na tyle dobrze, że później z każdego odcinek biegłem o 3-5 sekund szybciej. Trening zamknięty, lekko może nie było, ale wielkiego wysiłku też nie było.

——————————————————————————————-

Dużo pisze o planach, o nie zrealizowanych planach i ogólnie o organizowaniu sobie życia w jakieś karby. Tak już ze mną, że lubię to planowanie. Nawet kiedyś piałem, że jest to dla mnie jedna z fajniejszych rzeczy w bieganiu. Zakładasz cel – zakładasz odpowiednie środki w dążeniu do tego celu – starasz się  iść zaplanowaną drogą, a po zrealizowaniu celu jest ta ogromna satysfakcja. Niezrealizowanie celu to też jest krok w kierunku wyznaczonego zadania, krok w tył, w bok, krok wydłużające drogę, ale zawsze jest to jakiś etap w tym wyznaczonym wcześniej kierunku. Po tym krótkim wstępie, które zobrazował moje zafiksowanie w temacie planowania przedstawię wam mój plan dalekosiężny, czyli kolejna „Pięciolatka”. Jeżeli ktoś nie czytał moich zapisków od początku to przypomnę – na początku mojej przygody z blogowaniem przedstawiłem moje założenia biegowe/ cele do realizacji na najbliższe 5 lat. Można o tym poczytać w tutaj „Na dobry początek” . Po 2,5 roku udało się wszystkie cele zrealizować, a poczytać o tym można tutaj: „5 lat w dwa i pół roku”. W grudniu ubiegłego roku, po okresie pewnego zniechęcenia do biegania znowu wzięła we mnie górę moja zorganizowana, planistyczna natura i zacząłem się zastanawiać co by tu zrobić z tym moim bieganiem i tak zamarzyła mi się 40-tka. W 2017 roku skończyłem 35 lat, w 2022, jeśli Bóg da, stuknie mi 40-ka i do tego roku chcę aby mój wynik w maratonie wynosił 2:39:xx. Cel tak bardzo odległy, tak nierealny, że już na samym wstępie wątpię w jego realizację. Ale tak samo odległe było 3h gdy zaczynałem biegać. Wiem, że już nie będzie takiego  progresu, minuty nie będą tak szybko ucinane, będzie ciężko, może nigdy takiego wyniku nie osiągnę ale cel trzeba mieć :)

Wyznaczyłem sobie też cele pomocnicze tj. 34:xx na 10km oraz 1:19:xx w HM. Ten ostatni cel taki lżejszy, bo chciałem mieć też coś co było by dla mnie do zrealizowania, abo chociaż było blisko tej realizacji :)  . Ale to od przyszłego sezonu, ten ma być swego rodzaju regeneracją. Wiosną tego roku nie będzie czasu na starty, nie wiem nawet czy uda mi się wystartować  w cyklu lokalnych biegów w Kole, zapisany jestem tylko na jeden bieg w maju. Po raz 3 podejdę do Biegu Piastowskiego z Kruszwicy do Inowrocławia. Dwa lata temu zimę i wiosnę przeznaczyłem na złamanie 85 minut w półmaratonie właśnie w czasie tego biegu – nie udało się. W ubiegłym roku, na roztrenowaniu po maratonie 85 minut miało być na luziku – znowu się nie udało. Więc do 3 razy sztuka, 85 minut będzie celem na ten bieg. Mam nadzieję ze weny w pisaniu i motywacji do treningu mi nie braknie. Zapraszam wszystkich do podglądania i komentowania mojej nowej pięciolatki.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+