Po udanym półmaratonie cały tydzień luźnego biegania. Tylko na niedzielę zaplanowane było tylko coś mocniejszego. Półmaraton w nogach czułem gdzieś do czwartku, w poniedziałek było jeszcze ok, ale wtorek to już DOMSy ostro dawały znać o sobie w udach. Co ciekawe kiedyś dolegliwości po mocnym biegu odczuwałem głównie w łydkach teraz zawsze są to uda. Nie wiem czy to zasługa opasek kompresyjnych, w których biegam wszystkie zawody od jakiegoś pół roku, czy czegoś innego, ale łydki szybko dochodzą do siebie.

Wtorek 21.03

14,38km w średnim tempie 5’05”. Na jakieś 3km przed końcem długa dwukilometrowa prosta lekko z górki. Tętno ok 135bpm a mi te 2 kilometry wchodzą w tempie 4’40”/km.

Środa 22.03

W palnie było wolne, ale postanowiłem pomasować trochę zbolałe uda małym regeneracyjnym biegiem. Wszystkiego było 7,37km w średnim tempie 5’25”/km

Czwartek 23.03

16,44km w średnim tempie 5’04”/km. Pierwsze 13,6km nieco wolniej, a później przebieżki 10x 100/100 to trochę tempo podbiło. Te stumetrówki biegane bardziej na wyczucie bo kolejne odcinki mierzone GPSem.

Sobota 25.03

Siła biegowa. Na początek ponad 10,5km spokojnie a później 8 x standardowe 150metrów na górce o nachyleniu ok 3% – 100metrów wieloskoku + 50 metrów podbiegu. Całość 15,7km.

Niedziela 26.03

Miała być trzydziestka w formie 18km OBW1 + 10km II zakres + 2km schłodzenia lub BNP w formie 10km II zakres + 5km III zakres + 1km max do tego obudowa. Zrobiłem z tego taki mix: 17km  wolno, później 10km II zakres + 2km tempo około HM. Jeszcze przed startem synchronizowałem zegarek, coby mieć aktualny czas, i coś tam nie zadziałało. Ponownie zegarek nie chciał zobaczyć paska hr wiec został w domu. Ruszyłem i na początek strasznie musiałem się pilnować z tempem, z za wysokim tempem. Spoglądam na zegarek, zwolniłem żeby tempo było  powyżej 5’/km, przebiegam 200-300 metrów znowu spoglądam na zegarek a tam 4’45”-50”. I tak kilkukrotnie. Żeby było śmieszniej to wydawało mi się, że strasznie wolno sobie truchtam. Jakaś superkompensacja po połówce? W końcu odpuściłem to spoglądanie na zegarek, co kilka kilometrów zagwizdałem sobie jakaś melodię, dało się coś zagwizdać znaczy cały czas mam I zakres.17km przebiegłem w 1h24:10, czyli średnio 4’57”/km. Tempo II zakresu określiłem sobie na ok 10sekund wolniejsze niż ostatnio biegany ten zakres czyli widełki 4’25’-4’30”. Pierwszy i ostatni kilometr nieco szybszy – pozostałe w widełkach. 10km w 44’06” czyli średnie tempo 4’25”/km. Te 2 jeszcze szybsze kilometry miały być w tempie ok 4’00”-4’05”, ale po 400m dopadło mnie wreszcie zmęczenie i po prostu przebierałem szybciej nogami. Oba kilometry wyszły w 3’54” – nieco za szybko. Później jeszcze 2,2km dotruchtane do domu. Nie powiem, zmęczyło mnie to trochę, zwłaszcza te 2 kilometry w tempie HM. Razem 31,2km w średnim tempie 4’44”/km.

Ostatnie 2 tygodnie to już prawie samo wolne bieganie. W przyszłą niedzielę będą tysiączki 10-12 szt, a tak to BSowanie + ewentualnie przebieżki lub jakaś siła biegowa. Mam nadzieje, że wystarczającą się zregeneruje.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+