No i po wszystkiemu, mój pierwszy maraton skończony. 5 Miesięcy przygotowań i w niedziele przyszedł czas na zbieranie plonów po tej orce, siewie itd. Założenia zrealizowane, taktycznie pobiegnięte prawie idealnie tak jak to planowałem przed startem. Żadnej ściany nie spotkałem, nic specjalnie nie bolało, taki sobie luźny bieg :) I to uczucie na mecie, radość, euforia, ulga, spełnienie i dumę z wykonanego zadania. Było super.

Do Gdańska wybrałem się z żonką. Dojechaliśmy w sobotę po południu i tu piękna słoneczna pogoda. Piękna do spacerowania, zwiedzania ale do biegania już nie koniecznie. Po ulokowaniu się w hotelu, poszliśmy spacerkiem po pakiet, a później jeszcze pozwiedzać stare miasto. Tego spacerowania było trochę dużo, dieta też nie dopilnowana i zacząłem się trochę przedstartowo stresować. W tygodniu przed startem udało mi się dobrze wysypiać, ponad 7 godzin co noc, co u mnie normalne nie jest, to na noc przed startem musiało starczyć 5.

Rano standardowa procedur śniadaniowa, ale zabrakło espresso, musiała wystarczyć kawa parzona. Spacer i wyjeżdżamy pod halę Expo. Trochę jestem roztargniony latam po jakieś drobiazgi do samochodu, do depozytu bo coś tam w kieszeni zostało itd.

17834309_1440882875956703_6167306144736006850_o

15 minut do startu. zdj. własne

 

Na 25 minut przed startem ruszyłem do rozgrzewki, trochę truchtu, 2 przebieżki, toitoi,  trochę wygibasów i ustawiam się w swojej strefie <3h. Pogoda miodzio, no może mogło by trochę mniej wiać, ale 10stC, całkowite zachmurzenie, dobre warunki na bieganie.

58e9f5bb0e7d9_p

OK 2 kilometra, ponownie przebiegamy pod halą EXPO- linią startu. zdj. dziennikbaltycki.pl

Ruszyliśmy, pierwszy raz biegłem w tak dużym biegu i powiem – tłoczno było i po kilometrze dwóch wcale się nie rozluźniło. Na stadionie zegarek zgubił gps 2 razy i  to samo jak przebiegaliśmy przez Centrum Solidarności.

17854729_1433460016726836_1456914056567451300_o

Europejskie Centrum Solidarności. Zdj. fb Gdański Ośrodek Sportu.

W ogóle te pierwsze kilometry bardzo dziwne. Tempo skacze jak chce, tętno kręci się około 158bpm, czyli teoretycznie górna granica II zakresu, a to nie wydaje mi się dobrym prognostykiem na dalszą część biegu. Wybieram najlepszą opcje czyli biegnę z balonikami na 3h. Szybko sobie uzmysławiam, że bieg w tłumie to nie dla mnie i gdzieś od 4 kilometra biegnę przed balonikami.

17854897_1460731997301921_1833307690610838681_o

Jeszcze pierwsza piątka. Zdj. Fb akskaphoto

Raz jest to 5-10 metrów, raz 30-40 metrów, ale cały czas słuchowo i wzrokowo kontroluje grupę za mną. Nie zauważyłem kiedy minął 5 kilometr nie odciąłem piątki, GPSowi z zegarka zbytnio nie chciałem wierzyć co do tempa  i ta drugą piątkę znowu biegłem tak na czuja, tuż przed balonikami.

DSC_0086_wm

8km Stare miasto. zdj. runaroundtheisland.blogspot.com

Tętno się uspokoiło,150-152bpm, no tak to ja sobie mogę biegnąć i biegnąc. Gdzieś od 9-tego kilometra biegła ze mną Białorusinka, głowę niższa ode mnie, tak na oko ze 35-40 kilo żywej wagi i skubana nic nie piła nie jadła na pitstopach. Nawet nieco przyspieszyłem, żeby się mogła schować za mną i mieć osłonę od wiatru, ale nie chciała. Biegła bark w bark ze mną, pytam się na jaki czas leci, mówi że to jej pierwszy maraton i chce zejść poniżej 3h, jak się później okazało nie udało jej się choć brakło jej niewiele.

17854823_1460865063955281_8341779504623379393_o

Trzecia piątka. Zdj. Fb akskaphoto

Po 10 kilometrze odcinam czas i od tego momentu biegnę tak jak lubię, średnie tempo odcinaka ma być w odpowiednich widełkach i się tego trzymam. Jak jest trochę za szybko to delikatnie zwalniam, aż średnie tempo odcinaka wejdzie w widełki. Za wolno w tym momencie nie było, bo noga rwała do przodu że hej. Za często nie trzeba na zegarek spoglądać. Tu już tempo biegu mam pod pełną kontrolą. Znaczniki zgadzają mi się z kilometrami z zegarka wiec jest ok. Jak pisałem w ostatnim wpisie widełki tempa miały być 4’12”-4’16”/km, a piątki miały być zamykane 21’10”-20” i tego starałem się trzymać. Na 10 kilometrze miałem 41’57” wiec na tych pierwszych kilometrach kilkadziesiąt sekund za szybko, ale miałem wrażenie, że nie będzie miało to na nic wpływu o ile od tego momentu będę się trzymał planu.

17855062_1460963137278807_7921638515076529497_o

Zdj. Fb akskaphoto

Trzecia piątka w 21’15” – idealnie. O ile do tej pory trzymałem się w ryzach, to po tym 15 kilometrze, złapała mnie pierwszy raz jakaś werwa do szybkiego biegania. Właśnie pochłonąłem żel, kapela na żywo gra Nirvane, moja towarzyszka też jakby wyrywa się do przodu. Patrzę na zegarek 4’04’ no to trzeba zwalniać. Czwarta piątka zamknięta w 21’10” – górna granica, ale nadal zgodnie z założeniami. Na półmetku zegar od organizatora 1h29’05” – czyli stosownie do tego co chciałem. Znowu zacząłem mimowolnie przyspieszanie i znowu się skorygowałem. Do 25 km to spokój muszę zachować.

17854785_1367870076585164_8039802336787157033_o

To już druga połowa, jeszcze przed 25 kilometrem. Zdj. www.aga4run.pl

Piąte pięć kilometrów odcinam w 21’13”. Jeszcze chwila i przyjdzie ten moment, że będzie można wreszcie przyspieszać. Ten moment miał początkowo nastąpić po 30km, później jak dokładniej przestudiowałem profil trasy to mi wyszło, że od 28 km miał być dwukilometrowy zbieg, później trochę hopków i 33km znowu płasko. Plan był taki, żeby 28-30 pobiec nieco szybciej, później znów tempem z widełek i ostatnie 10 km atak. Od 25km ostatecznie już moja dotychczasowa towarzyszka została z tyłu, a ja goniłem kolejnych zawodników. Ale tu niespodzianka, im bliżej tego miejsca gdzie mogę przyspieszyć, tym bardziej odczuwam upływ sił. Nie to, żeby brakowało energii, ale czułem bieg z prędkością szybszą niż 4’10” to już może być jakiś wysiłek.

Po 28 kilometrze żadnego zbiegu nie odczułem ale lekko przyspieszyłem, piątka wyszła w 20’59”. Na kolejnych kilometrach żadnych górek też nie uświadczyłem, ale tempo widełkowe starałem się trzymać. Moim zdaniem bieganie po alejkach w Parku im. R.Regana było najmniej atrakcyjną częścią trasy. Zakręty, drzewa znowu sprawiły, zegarek pokazuje trochę wachadłowe tempa. Siódmą piątkę robię w 20’57” – kolejne sekundy urwane, ale też wkrada się jakaś niepewność. Myślałem, że to przyspieszanie po 30kilometrze będzie jednak bardziej zaakcentowane. Tętno już ostatecznie opuściło II zakres i przeszło mi przez myśl, że może jednak dane mi będzie spotkać tą osławioną ścianę. Gdzieś około 34 kilometra wziąłem ostatni żel i  zaraz wybiegliśmy z parku a pod moimi stopami znowu asfalt i to jakby dodało mi sił.

Prawdziwe przyspieszanie zaczęło się po 35 kilometrze. Sprawdzam czas 2h27 i 20kilka sekund i zaczynam liczyć. W ogóle maraton jest fajny pod tym względem, jest czas żeby sobie wszystko policzyć, wykalkulować, założyć tempa, czasy kilometrów itd. 7 kilometrów po 4minuty da 28 minut plus jakieś 40 sekund na dodatkowe 200 metrów i będzie wynik poniżej 2h i 56minut. Siły są wiec mocno podkręciłem tempo. Średnie tempo 4’/km lub sekundę 2 mniej. Myślałem, że będzie ciężko, ale po kilkuset metrach organizm się adoptuje i tempo wchodzi bardzo ładnie. Ostatni podbieg, wbiegnąć na wiadukt a na jego szczycie znacznik 37-go kilometra, tu myślałem że trochę zwolnię, ale nie było źle.

DSC_9586

Ostatni podbieg za mną, 37km. Zdj. Mateusz Skuza

Zbieg w ulicę Marynarki wojennej i tu chyba taki jedyny moment gdzie trochę głowa chciała odpuścić, zadowolić się tym co mam, ale jeszcze się motywuje, żeby trzymać tempo. Biegniemy w jedną stronę nawrotka i drugim pasem wracamy. Widzę zawodników którzy mają już za sobą 40 kilometr a ja jeszcze nie dobiegłem do 38. Do tego punkt z dopingiem, pan przez głośniki zachęca: jeszcze tylko 2 km, ale ja mam jeszcze ponad 4. Mimo wszystko średnie tempo tej piątki nadal w okolicach 4′. Dobijam do 39 kilometra, nawrotka i przeciwny wiatr. Tu już tempo trochę mi spadło. Zacząłem wyprzedzać coraz więcej ludzi. Ósma piątka zamknięta w 20’14”, zegarek pokazał średnie tempo tego odcinka 4’02”.

41 kilometr w czasie lekko poniżej 4 minut. Po minięciu znacznika 41km już puściłem raciczki całkowicie. Zdumiewająco dużo siły miałem jak na ten etap. Mięśniowo było dobrze, lekko dawały znać o sobie czwórki, ale nic co by uniemożliwiałoby  bieg, czy bardzo szybki bieg.

DCIM105_VIRB

Kilkaset metrów do mety. Zdj. www.herbmaratonow.pl

Szybko tempo weszło na poziom ok 3’45”/km, gdy mijałem miejsce startu było lekko z górki do mety jakieś 600metrów to przebierałem nóżkami z prędkością 3’35”/km. Ostatnie zakręty i wbiegam do hali, zegar pokazuje 2:56:06 – lekkie ukucie bo nie uda się zejść poniżej tej końcówki 56 minut, ale zaraz potem ogromna radość. Mata maratonu to coś fantastycznego. Na sam koniec, już za linią mety poniosła mnie fantazja. Poleciałem na kolana jak piłkarz po strzeleniu gola :) No i od tego moja jedyna pomaratońska kontuzja – zdarte kolana.

Mój maratoński debiut wypadł doskonale, to co sobie założyłem to zrealizowałem. Do 35km  w średnim tempie 4’12”/km, raczej równo. Od 35km średnie tempo 4’04”/km i na końcu jeszcze sporo sił. Czas netto 2h56’09”, 51 miejsce Open i 25 w M30. Nawet myślę, że dość asekuracyjnie to biegłem, bo wydawało mi się, że po 40 kilometrach nie mogę mieć jeszcze tyle siły.  Może gdybym zaczął tempem kilka sekund szybszym na początku, na końcu miałbym może mniej sił, ale suma sumarum wynik byłby lepszy? Z drugiej to kilka sekund na początku mogło mnie przybliżyć do spotkania ze ścianą, tego nie wiem. Ogólnie to to jest idealny sposób na zakończenie biegu: wynik świetny, który w pełni satysfakcjonuje, ale ma się tą świadomość, że była jeszcze rezerwa i w następnym biegu można się poprawić.

???

Po ochłonięciu zacząłem odczuwać pierwsze objawy zmęczenia, ale prysznic minie ponownie naładował energią. Pobolewały czwórki i dwugłowe uda i jakiś mięsień poprzeczny brzucha (chyba) pod żebrami, nawet nie wiedziałem, że go mam. W czasie biegu niebo całkowicie zachmurzone popołudniu wyszło słoneczko, zrobiło się cieplutko, to z żoną pojechaliśmy jeszcze na plaże. Później tankowanie zgubionej energii w fastfudowni spod znaku złotego M, w samochód i po 3h jestem w domu. Dzisiaj stan mięśniowy jak najbardziej ok. O sobie dają znać mięśnie nóg, schodzenie po schodach sprawia pewien dyskomfort ale nie jest to nic tragicznego.

Sama impreza świetnie zorganizowana, wydawanie pakietów, depozyt, szatnie, natryski wszystko na dobrym poziomie. Hala w której usytuowana była meta, wypełniona kibicami i atrakcjami dla dzieci. Na trasie mnóstwo kibiców. Trasa raczej płaska, szybka i ciekawa. Zwiedza się cały Gdańsk. Punty nawadniania i odżywiania, przynajmniej w mojej części wyścigu, bardzo dobrze zorganizowane, zaopatrzone i częste. Jak jeszcze do tego doszła pogoda to było idealnie. Zmiana terminu z majowego na kwietniowy chyba imprezie wyszła na dobre. Nic tylko zapisywać się na przyszły rok.

Niezły długas z tego wyszedł, a i tak wydaje mi się że dużo moich przemyśleń co do tego wydarzenia nie przekazałem. Mam nadzieję ze nie zanudziłem. Dziękuję jeszcze raz wszystkim, którzy czytają bloga i kibicowali w trakcie biegu. Za swój wyniki otrzymałem gratulację od mnóstwa osób i jeszcze raz wszystkim dziękuję.

PS. Tu jeszcze linki do livestrem z maratonu. Od 3:20:42 – mój finisz i pierwsze chwile za liną mety :)

http://www.sportgdansk.pl/ogladaj-maraton-na-zywo/

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+