Zdecydowanie, życie jest zbyt krótkie na postój, zbyt długie rozmyślania, zmartwienia i szukania na siłę problemu. Myślę, że to na pewno jeden z celi na 2017 rok dla każdego: cieszyć się życiem póki je się ma, w dodatku nie szukanie problemów tam gdzie go nie ma, akceptowanie siebie i tego w jakim stanie aktualnie się znajdujemy :)

Magiczny 31.12

Ten dzień był tak dziwny i tak zaskakujący, że muszę szczerze przyznać, że dla takich chwil się żyję, ale w nowy rok ledwo żyłem :P

Wstałem tak jak zawsze w każdy dzień przed 7:00, umyłem się, zjadłem ciepłe bułeczki z dżemem truskawkowym! (jak mi tego brakowało! to taki mój standardowy posiłek przed zawodami). Ten rytuał i wiele innych przypominało mi o tym, że dziś mam zawody! Wszystko przebiegało tak samo jak zawsze przed zawodami :) (ostatni raz startowałem 1,5 miesiąca temu)

Ale jedna rzecz mnie zdziwiła… po kontuzji spadła mi wola walki, ambicja, jak i wiara w swoje umiejętności. Cały czas bałem się i nadal się boję, że ten potworny ból w ścięgnie achillesa wróci. OBY NIE! Błagam!

o 11:02 wystartowaliśmy, widząc ekipę „okolicznych chartów” jak idzie do przodu, lecą jak starsze panie na promocję do lidla. W tym momencie obudziła się we mnie totalna zagubiona wola walki, przede wszystkim z własną psychiką. Ciężki orzech do zgryzienia posiadałem, gdyż w tygodniu poprzedzającym start przebiegłem całe 13 km! A dzisiaj miałem pokonać 10 po dość cieżkiej przełajowo-chodnikowej trasie wokół Jelcza-Laskowic (obok Wrocławia).

Powiem tak, achilles się odezwał, i nie będę ściemniał. Taka specyfika ścięgna, będzie ze mną do końca życia, i do końca życia będę musiał na nie uważać.

3-4 tygodnie treningu „na raty” dało mi wynik na niespełna 10 kilometrowej trasie czas 37:49!!???

Oczywiście końcówka mocniej w tempie 3:20 min/km :)

Oczywiście końcówka mocniej w tempie 3:20 min/km :)

 

W pierwszym momencie myślałem, że to jest sen czy co? Czułem się na max 42 minuty. Naprawdę. Ciężkie nogi, silnik pracował jak duży fiat z czasów PRL-u, bez żadnych remontów z przebiegiem z milion tysięcy kilometrów!

20161231_709

Po biegu pojechałem na domówkę, gdzie w super towarzystwie bawiliśmy się od 22 do 6:30. Następnie po 2 godzinach snu pojechałem na super spacer po Wrocławiu z takimi zakwasami, że nigdy takich nie miałem :P Ciekawe uczucie, już pół roku nie miałem takich zakwasów na czworogłowych i dwugłowych :)

W następne dni oczywiście zakwasy nie znikały od razu, dopiero zmniejszyły się jak pobiegałem 2.01 10 km po 5:09 min/km po śniegu w parku :) Piękne uczucie! Czekałem na to! Ale trzeba kupić porządne buty z agresywnym bieżnikiem na crossy po parku.

 

POWIEM TAK:

Dziękuję 2016 roczku za to, że mam od Ciebie tyle wspomnień tyle nauki na przyszłość!

To miłe, że było mi dane tak aktywnie spędzić 52 tygodnie, w 2017 chcę więcej, szybciej, dalej!

Zdrówko wróć! Plisss! :)

Plan aby 8.01 wystartować na 7 km podczas „ZiMNaRa 2017″, myślę, że ten start pokaże czy coś wraca czy dalej jest kiepsko! :)

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+