Nowy początek? Ponowne zakochanie?

W końcu! Tak jak pisałem w ubiegłym miesiącu (lutym) otrzymałem nadzieję, że może być dobrze, że powrót do biegania jest bliżej niż dalej. I rzeczywiście w marcu już co nieco pobiegałem, biegałem średnio co 3 dzień, aby nie przeciążać i tak zastałego ciała… niestety taka specyfika kontuzji. Powiem Wam, że bieganie teraz sprawia mi niezwykłą radość. Pojawiają się plany na przyszłość, zarys zawodów na ten rok, nie boli mnie prawie nic, czuję się świetnie.

W marcu trenowałem 41 godzin, biegania było mało wyszło niecałe 7 godzin. Za to skupiałem się na przygotowaniu siłowym i rollowaniu, rozciąganiu. Jak patrzę z perspektywy czasu dobrze, że tak robiłem, teraz mimo wyższej wagi czuję się dobrze w biegu, lekkość i czyste odbicie ze śródstopia, właśnie o to mi chodziło.

big

Marzec:

 

11.03 

6km po 5:17 min/km

13.03

8 km po 5:18

16.03

8 km po 6:00

18.03

10 km po 5:34

20.03

12 km po 5:33

23.03 

4 km po 5:25 (stadion)

25.03

6 km po 5:31

29.03

5 km po 5:19

31.03

12 km po 5:26

 

Razem: 71 km

Kwiecień zaczął się baaaardzo dobrze, kto wie może ten miesiąc pozwoli mi wrócić do formy :)

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+