Tak jak zapowiadałem melduję się z krótkim opisem swoich przygotowań do startu w MP na 10 000m, w którym osiągnąłem 31:20.01. Mój trening był zupełnie inny niż zawodników przygotowujących się według tzw. polskiej szkoły, lub pod opieką trenerów klubowych.Nie biegałem bardzo szybkich odcinków, bazowałem na treningu wytrzymałościowym uzupełnionym kilkoma szybszymi odcinkami.

Przez cale przygotowania wykonałem tylko 3 treningi tempowe na odcinkach trwających dłużej niż 3 minuty. Było to: 4-3-2km po 3:14/12/07; 3*2km po 3:12 i 10 razy 1km po 3:08-07.

Zaliczyłem też kilka startów: Wiązowna 5km (15:29), Maniacka (31:55), AMP w przełajach 9km, Gniezno 10km (31:51) i Orlen 10km (32:30).

Kilka dni przed każdym startem robiłem odcinki 200-400m biegane spokojnie, na luzie.

Do tego dokładałem biegi ciągłe 10-15km biegane dosyć żywo po ok. 3:26-24.

Kilometraż tygodniowy ostatnich 8 tygodni to około 120-140km.

I tyle – nie ma żadnej tajemnicy – tylko mocno wytrzymałościowy, spokojny, zaplanowany i ukierunkowany pod najważniejszy start trening. Nie miałem żadnych obaw o moją formę, nawet po Orlenie, gdzie podbiegłem tylko 32:30 byłem spokojny. Tak, jak opisywałem na facebooku – to nie był najważniejszy start, głowa nie pracowała i odpuściłem walkę o sekundy.

Bardzo się cieszę, że używając małej ilości środków treningowych udało mi się zrealizować cel. Jest jeszcze cała masa elementów, które mogę poprawić i to jest najważniejsze. Jestem na dobrej drodze – przypomnę, że w sierpniu zeszłego roku pobiegłem 32:21. Teraz jestem już jakieś 310m szybszy :)

Teraz co, do porównania 10km na ulicy i 10 000m na bieżni. To uważam, że nie można powiedzieć, że już na samym starcie na stadionie coś zyskujemy. To jest zupełnie inne bieganie, wymaga innego wysiłku psychicznego – 25 kółek. W przeciwieństwie do ulicy nic się nie zmienia, krajobraz jest taki sam. Jednak byłem na to gotowy, gdyż przez całe przygotowania wiele treningów zrobiłem na stadionie. Jakiś wpływ mogą mieć kolce, jednak tutaj też wiele zależy od techniki. Dla typowego ulicznika kolce nic nie dadzą, wręcz mogą przeszkadzać. W moim przypadku nie jest aż tak źle, mimo że dosyć dużo startuję na ulicy, to biegam dosyć wysoko. Chociaż przyznaję – nie czuję dużej różnicy jeśli chodzi o kolce/ buty – przynajmniej na tak długim dystansie, co innego 800/1500m. Na bieżni łatwiej kontrolować tempo, mamy pewien pomiar co 400m, ale to też może przeszkadzać – pobiegniemy troszeczkę wolniej i już „mental” nam spada. Równie ciężko jest odrobić starty jak straci się kontakt z grupą, bieganie samemu po na bieżni wydaje mi się dużo trudniejsze niż na ulicy.

A co do pytania czy zyskałbym coś biegnąc w 1 serii? Moim zdaniem zupełnie nic, 2 seria to był dla mnie idealny bieg, grupa od początku do końca biegła zaplanowanym tempem – nic tylko lecieć.

Podsumowując uważam, że dla średniaków bieganie na bieżni na pewno jest łatwiejsze, ale dla nas – biegaczy z ulicy – to może być bardzo różnie. Ja się zakochałem – ta atmosfera, okrzyki, liczby – na pewno wrócę na 10 000m.

Co dalej? Trzymam się planu i postaram się pobiegać coś szybszego. Uważam, że bez dużo lepszych wyników na 3000-5000m nie ma czego szukać na 10km. Do września nie planuję biegać nic dłuższego niż 10km, a głównie chciałbym poprawić się na krótszych dystansach. czy wystartuje w MP na 5000m? Jak będę czuł, że jestem gotowy na bieganie poniżej 15′ to raczej tak.

W niedzielę wystartuję na 10km w Gdyni. Dlaczego? Bo lubię startować i mimo wielu głosów (obaw), tak liczne biegi uliczne mi nie zaszkodziły. Duży kilometraż, trening wytrzymałościowy i można spokojnie startować dosyć często – ja wplatam to w trening i najczęściej ciężko trenuję do dnia zawodów.

Na razie plan na 10km mam wykonany i w tym momencie mogę spokojnie, bez większego wysiłku psychicznego stanąć na starcie 10km. Nie liczę na życiówkę, jadę się dobrze zmęczyć i się pościgać.

Pozdrawiam :)

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+