Tydzień 7.

poniedziałek: wolne; core 20′

wtorek: basen (1 km) + core 15′

środa: 15′ rozgrzewka + zabawa biegowa: 3′-2′-1′-1′-2′-3′ min @4:20->3:40->4:00, p. 3′ trucht + 10′ spokojnie

czwartek: rozbieganie 50′ @>6:00; core 25′

piątek: wolne

sobota: 15′ rozgrzewka (+ skipy 10′) + podbiegi 10x200m p. trucht w dół + 20′ rozbieganie;

niedziela: rozbieganie – 50′ ok. @6:00

Dystans: 41 km; czas: 5:20:00

 

Ten tydzień był ciężki po kątem organizacyjnym. Sporo zajęć związanych z imprezą weekendową, a treningi gdzieś trzeba było wplatać. Właściwie wszystko robiłem rano, wstając przed 6:00 i wracając ok. 7:00. Takie życie amatora. Na szczęście nie ucierpiała jakość z czego bardzo się cieszę.

W środę rano przyszedł czas na dłuższe odcinki w tempie progowym. Założyłem, że zacznę asekuracyjnie od 4:40 pierwszy odcinek, a po skończeniu wyszło, że biegłem w 4:16, choć zupełnie tego nie czułem. Szło tak lekko jakbym biegł szybsze rozbieganie. Drugi odcinek podobnie – tempo 4:11. Kolejne – 3:48, 3:41, 4:01, 4:11. Czułem się super. Pojawiła się dość mocna zadyszka, ale bez problemu utrzymywałem tempo na całych odcinkach. Uznaję ten trening za najlepszy od czasu kontuzji. Na pewno duży wpływ miały dwa dni wolnego.

Na sobotni akcent z podbiegami dobrze się przygotowałem. Nigdy nie biegałem tak długich podbiegów, ale w tygodniu wypytałem autora planu o szczegóły i już wiedziałem co i jak. Można ten trening uznać za taką zabawę biegową, a biegać tak szybko, aby dało się zrobić po relatywnie krótkim odpoczynku kolejne podbiegi. Znalazłem blisko siebie odpowiednią górkę i jazda. Nie miałem niestety jak zmierzyć odcinka i biegałem na wyczucie. Okazało się, że odcinki miały po ok. 250 m a biegałem je w okolicy 54-55 sek. (tempo ok. 3:55 – 4:05). Pod koniec już musiałem się bardziej skupiać, aby utrzymać tempo i poprawną technikę, ale dało radę. Fajny trening i chyba jeden z moich ulubionych.

W niedzielę miałem zaplanowane 70 minut rozbiegania, ale sobotnia wieczorna impreza i niedzielne obowiązki spowodowały, że wyszło tylko 50 minut.

Za sukces muszę uznać zrobienie aż 4 treningów uzupełniających. Trzy sesje core i jeden skipów. W stosunku do postanowienia z poprzedniego tygodnia może nie wszystko się udało, ale i tak jest nieźle.

Ogólnie forma rośnie. Czuję, że to co robię daje efekty i już mam zaplanowany mały test za 3 tygodnie: 10 km w biegu RESO Suwałki. Na pewno pobiegnę to z treningu, więc nie liczę na życiówkę (choć może ;-)??? … .

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+