Miałem wypadek samochodowy. Nikomu nic się nie stało, ale samochód trochę uszkodzony i do warsztatu musiał trafić. Autocasco jakie miałem wykupione na szczęście gwarantowało samochód zastępczy. A przynajmniej tak mi się kiedyś zdawało w momencie podpisywania umowy z PZU. Bo w praktyce okazało się, że jest nieco inaczej.

Najpierw się okazało, że samochód zastępczy należy mi się tylko jeśli mój samochód nie może jeździć. Nie ma znaczenia, że jeździ czy nie, to i tak musi trafić do warsztatu, czyli ja nim jeździć nie mogę i potrzebuję samochód zastępczy. Skoro może jeździć to mi sie samochód zastępczy nie należy. Na szczęście okazało się, że skoro jest rozbity reflektor to PZU kwalifikuje to jako samochód, który nie może jeździć (mimo, że reflektor się świecił, ale nie chciałem drążyć tematu).

Potem okazało się, że samochód należy mi się na 7 dni od momentu wypadku. Ponieważ o tym nie wiedziałem i samochód wstawiłem do warsztatu dopiero po trzech dniach od wypadku, to dostałem samochód zastępczy tylko na 4 dni.

No i na koniec. Dostałem jakiegoś gruchota. Najpierw myślałem: „byle jeździł” a jeśli będzie trzeba to przedłużę już prywatnie to wypożyczenie samochodu jeśli mój nadal będzie w warsztacie.

Jutro muszę oddać samochód zastępczy do tej ich wypożyczalni a mój jeszcze nie jest gotowy (nie wiem skąd PZU bierze takie wypożyczalnie) i ze względu na stan samochodu żona namówiła mnie, żebym nie przedłużał umowy.

No i teraz zaczyna się część biegowa. Z wypożyczalni do mnie do domu jest 24 km. To jest dla mnie spore wyzwanie. Co innego po górach, gdzie takie czy nawet dłuższe dystanse biega się praktycznie z marszu. Ale tutaj płasko jak stół, wzdłuż jakichś lokalnych dróg. Będzie ciekawie. :) Mam nadzieję – jeszcze do usłyszenia.

Waga bez zmian, 79 kg. Poziom sportowy też raczej ten sam.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+