Dawno mnie nic tak nie zmęczyło jak te 22 km. Najgorsze (i stąd ten „pain in the ass”), że chyba jutro muszę pokonać tę samą drogę tylko w drugą stronę (po samochód). Będzie o tyle lepiej że to będzie dzień, ranek. Te buty w których ostatnio biegłem zachowały się bardzo dobrze, okazuje się, że to była lifestylowa wersja Asics Gel-Kayano a nie Gel-Lyte. Teraz już wyschły, ale po biegu wyglądały źle. :) Niestety słuchawki za nic nie chcą się sparować. Ech, ta technologia.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+