Dziwny miałem trening. Pogoda była beznadziejna, zimno, padał deszcz. Poszedłem na siłownię, żeby trochę pobiegać na bieżni a potem zrobić trochę ćwiczeń siłowych. Najpierw dwa kilometry spokojnego szurania w trakcie którego zastanawiałem się co by to dalej robić. Stwierdziłem, że zrobię 10x400m w tempie po 4:00/km z przerwami w spoczynku aż tętno zejdzie do 120.

Zaczęło się stosunkowo łatwo, 4:00 to nawet przy mojej obecnej formie nie jest jakiś wielki problem do utrzymania na krótkich odcinkach. Kiedy minąłem 400m zacząłem obniżać tempo, kiedy było w okolicach 6min/km zeskoczyłem nogami na bok, bo w planie miałem stanie w przerwie a nie truchtanie. Chciałem po prostu zrobić na sobie test, zobaczyć jak mi się przerwy (czas dojścia do 120 bpm) będą zmieniały z tygodnia na tydzień. Pisałem kiedyś taki tekst: http://bieganie.pl/?show=1&cat=15&id=7135 i pomyślałem, że zobaczę jak będzie się to u mnie teraz zmieniało.

Tętno zeszło do 120 (wg TomTom Runner3) i znowu wszedłem na bieżnię szybko zwiększając tempo (prędkość) do 15 km/h.

Niestety na trzecim lub czwartym okrążeniu coś dziwnego zaczęło się dziać. Czułem, że coś chce mnie zepchnąć z bieżni. :) To było tak nieprzyjemne, prawie przerażające, że zacząłem się bać, że zaraz spadnę, co przy niemałej prędkości bieżni mogłoby się skończyć co najmniej jakimiś otarciami.

Koniec odcinka był jak zbawienie. Niestety po rozpoczęciu kolejnego, po 60-70 metrach zaczynało się to samo. Walczyłem ze sobą, z jednej strony chciałem zeskakiwać z bieżni bo bałem się, że spadnę, z drugiej ukończyć odcinek. Pierwszy raz miałem coś takiego. Niestety nie dałem rady zrobić 10 odcinków, w połowie siódmego zeskoczyłem z bieżni.

Nie lubię biegać na bieżni mechanicznej, robię to czasami w wyjątkowych sytuacjach, czasami, żeby się rozgrzać przed jaką siłą ogólną, ale teraz będę chyba jeździł na rowerku. :)

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+