Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
06/12 - Na skraju Wielkiego Rowu Afrykańskiego
Przeczytajcie pełną relację, z wyprawy:

Source of Champions, 24-26 listopada
Wreszcie w Iten: 27-29 listopada
2/12 Kamariny
3/12 - Zawody
4/12 - Zwiedzanie
5/12 - Yacool krytykuje Brada Colma

6/12 - Na skraju Wielkiego Rowu Afrykańskiego
10/12 - Ziwa Farmers Marathon

06.12

Siedzę na skraju Wielkiego Rowu Afrykańskiego. Jest w tym miejscu coś magicznego. Mogłabym tak siedzieć i patrzeć przed siebie godzinami. Tyle, że trudno jest tu być samemu. W Kenii, gdziekolwiek pójdę zawsze mam towarzystwo, wyrastające nie wiadomo skąd. Tak jak dziś... Najpierw kilka byczków, które przyszły tu na popas, a potem nieśmiało podszedł do mnie jakiś chłopak. Podszedł lekko speszony, widziałam, że wcześniej przyglądał mi się przez jakiś czas. Ale jak się odezwał to nieśmiałość gdzieś zniknęła. Zapytał jak się nazywam, po czym na jednym wydechu wyparował, że jestem piękna i mnie kocha. Mhm, trochę spasował, gdy usłyszał, że mam syna i jestem o dekadę od niego starsza.

Dziś rano zrobiłam sobie godzinkę easy run. Choć trudno nazwać easy bieganie po tych pagórkach. Dodatkowo zawsze wieje mi w twarz, gdy akurat biegnę pod górę. Pobiegłam w kierunku stadionu Lorny Kiplagat. Ostatnio obiecaliśmy pilnującemu obiektu chłopakowi, że damy mu koszulkę bieganie.pl.



Pochodzi z plemienia Nandi i jest znacznie większej budowy niż nasi biegacze. Koszulka pasowała, bardzo się ucieszył. Okazało się, że jego brat biega na 800m. Startuje w zawodach Diamond League. Nazywa się Mathew Rono. Musimy go sprawdzić, podobno był piąty na ostatnich Igrzyskach.

Leżę tu sobie i do was piszę, a krowy stoją mi nad głową. Czad!


Potem pobiegłam na Kamariny, po drodze, kończąca swój trening Mary Keitany przybiła mi piątkę, krzycząc, że zadzwoni byśmy się umówili na spotkanie. Bardzo ją lubię.

Dziś jest wtorek więc na stadionie trening szybkościowy. Grupki chłopaków i dziewczyn biegali w zawrotnym tempie. Był też nasz znajomy z Tajwanu i Marcin. Yacool dojrzał jednego chłopaka z fajną sprężyną. Wskoczył szybko na rower i nagrał jego bieg. Jest bardzo zadowolony, bo ma kolejny świetny materiał video do pracy.







Po śniadaniu poszłam się trochę powałęsać po wiosce. W ciągu dnia panuje tu gwar. Wzdłuż drogi w małych blaszanych budkach tutejsi prowadzą swoje biznesy. Są tu zakłady meblarskie, stolarskie, salony piękności, punkty naprawcze dla motorów, no i mnóstwo kiosków z owocami.





Dzieciaki leżą na trawie. Postanowiłam pójść na pocztę i kupić kartki do wysłania. Na poczcie były pustki. Tylko jedna para tutejszych nadawała jakąś paczkę. Pani, aż podskoczyła z przejęcia, gdy zapytałam czy mają tu kartki pocztowe. Chyba nie często ktoś o nie prosi. Poszła do szafy i wyjęła kilka nienapoczętych jeszcze paczek z kartkami. Do wyboru miałam lwa, lwicę z młodym i nosorożce. Ponieważ mój przyjaciel wciąż domaga się lwa, wybrałam króla zwierząt :)



Tutaj poczta świadczy chyba tylko usługi pocztowe. Miejsce to nie przypominało naszych obecnych punktów pocztowych, które powoli zamieniają się w mini markety, gdzie można kupić przysłowiowe mydło i powidło.



Zaszłam też do lokalnej małej restauracji. Ceny dużo niższe niż w naszym hotelu, stołują się tu miejscowi. Pomyślałam, by przyjść tu któregoś razu na obiad, ale ochota szybko mi minęła, jak w rogu, przy wejściu zobaczyłam gościa, który wielką maczetą dzielił porcję mięsa.

Ok, zbieram się, bo za godzinę miał przyjść do nas Meshack. Yacool chce mu pokazać dzisiejsze nagrania, a przy okazji Meshack ma mi zrobić masaż.