Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

5/12 Yacool krytykuje Brada Colma

Przeczytajcie pełną relację, z wyprawy:

Source of Champions, 24-26 listopada
Wreszcie w Iten: 27-29 listopada
2/12 Kamariny
3/12 - Zawody
4/12 - Zwiedzanie
5/12 - Yacool krytykuje Brada Colma

6/12 - Na skraju Wielkiego Rowu Afrykańskiego
10/12 - Ziwa Farmers Marathon

5/12


Kolejny intensywny dzień za nami. Niby jesteśmy tu na wakacjach i odpoczynku, a każdy dzień mamy w pełni zaplanowany. Przy kolacji yacool zapytał czy odwiedzimy jeszcze przed wyjazdem chłopaków z Kapsabet, bo tak się z nimi umawialiśmy, ale zaczyna brakować nam dni. Do niedzieli właściwie mamy już wszystko zapełnione.

Dziś rano byliśmy umówieni z chłopakami na trening na Kamariny. Przyszli prawie punktualnie i to w powiększonym składzie. Dwóch nowych, tak jak i Reuben pracują w policji, jeden biegał do tej pory 3000 m z przeszkodami, drugi startował na bieżni na 5 i 10000 m. Podobno jak się chce trenować do biegów na bieżni trzeba być w policji. Reszta trenuje pod biegi uliczne. Tak więc na treningu mieliśmy dziś 7 Kenijczyków i jednego Tajwańczyka, tego co startował ze mną w sobotę na cross country. Jest bardzo duży jak na Azjatę i bardzo sztywny.



Na początek rozgrzewkowe kilka kołek wokół stadionu. Następnie yacool zadał kręcenie biodrami po 2 minuty we wszystkich możliwych kombinacjach. Potem kręcenie ramionami, co ich zmasakrowało nieco i koordynacja z ekscentryką. To co większość już znała. Fajnie jak jest większa grupa, bo wzajemnie sobie pomagali łapać rytm ćwiczenia. Yacool tłumaczył po angielsku, a Meschack i Reuben przekładali to na kalenjin.



Na koniec tak jak ostatnio chłopaki zrobili kilka kołek, a yacool jechał obok na rowerze i nagrywał. Szukaliśmy też sposobu, by pokazać im wymachy nogami dla rozluźnienia wahadeł. Niestety płotki, które były na stadionie nie miały możliwości regulacji wysokości.



Chińczyk, Errol, po 2 godzinach treningu był wykończony. Ja już też miałam dość. Natomiast chłopakom tak sie spodobało, że bawili się koordynacją jeszcze kolejną godzinę. Potem testowali luz i rytm robiąc kolejne okrążenia. Na koniec porozciągaliśmy się trochę i pokazaliśmy im jak mogą robić sobie pulsing dla rozluźnienia po treningu. Zamiast się wyciszyć przy tym i odprężyć cały czas gadali i chichotali.






Treningowi przyglądały się dzieciaki, leżąc na trawie i czekając tylko na moment, gdy yacool schodził z roweru. Wtedy na niego wskakiwali i jeździli po Kamariny. Tu nikt za jeżdżenie rowerem po bieżni nie wygania ze stadionu.



Niestety chłopak z Adidasa, który miał się dziś pojawić, by zobaczyć Meshacka nie przyszedł. Zadzwonił, że coś mu wypadło i że odezwie się później. Do tej pory nie odezwał się.

Wróciliśmy do hotelu koło 14, zjedliśmy śniadanie i chwilę odpoczęliśmy. Od kilku dni dość mocno tu wieje, do tego słońce jest silne mimo, że tego się nie odczuwa. Jednak nasza skóra i oczy dostają w kość, mimo że smarujemy się kremem z filtrem.

Na 16 pojechaliśmy do St. Patrick School, by przyjrzeć się treningowi juniorów. Brat Colm przedstawił nas grupie 50 młodych sportowców, w wieku 13-19 lat. Powiedział, że jesteśmy z Polski i chcemy zobaczyć tajniki ich treningu. W grupie był m.in. brat Rudishy, dziewczyna i chłopak, którzy wygrali sobotnie cross country i rekordzistka Afryki w siedmioboju. Na terenie campu mieszka w sumie 900 chłopców. Dziewczynki, które były na dzisiejszym treningu przyszły tutaj spoza szkoły. Bo w St. Patrick School uczą się tylko chłopcy.



Na popołudniowy trening juniorzy mieli zaplanowany delikatny rozruch. Najpierw około 30 minut roztruchtania w mniejszych podgrupach. Potem robili coś na kształt etiopskich ćwiczeń koordynacyjnych, ale zupełnie bez składu i ładu. Yacool zaproponował zarówno Bratu Colmowi jak i drugiemu trenerowi, że chciałby pokazać dzieciakom kilka ćwiczeń na koordynację.



W sobotę brat Colm mówił, że jest to jeden z elementów ich treningu. Ale oni jakby mimo uszu puszczali te propozycje. Na koniec dzieciaki ustawiły się w kółku, a trener wybierał poszczególne osoby, by zaproponowały jakieś ćwiczenie. Były więc pajacyki, trochę rozciągania. Na koniec kilka niezdarnie robionych pompek i brzuszków. Yacool jak uczeń na lekcji podnosił rękę i zgłaszał chęć pokazania ćwiczenia dla grupy. Ale niestety trener go nie wybrał.



Szczerze mówiąc mocno nas rozczarowało to spotkanie. Dziwi nas, że nie byli najzwyczajniej w świecie ciekawi tego co chcieliśmy im zaprezentować. Niby byli otwarci, pozwolili nam przyjść i uczestniczyć w treningu, robić zdjęcia, ale to chyba tylko taka pozorna otwartość. Potraktowali nas jak kolejnych białych, którzy chcą zobaczyć sekrety treningu najszybszych zawodników na świecie. Ale to co zobaczyliśmy naprawdę nas nie powaliło. Jeśli to miały być te ćwiczenia na czucie rytmu biegu i koordynację, motorykę, to niestety mocno się zawiedliśmy. Trener zaproponował byśmy przyszli jeszcze na popołudniowy trening w środę. Pójdziemy, ale yacool mówi, że jak znowu nie pozwolą mu niczego pokazać, to damy sobie spokój z Bratem Colmem.