Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Wystarczy dać dziewczynie odpowiednie buty, by ona podbiła świat. Marilyn Monroe wypowiadając te słowa prawdopodobnie nie miała na myśli butów do biegania. Trzeba jednak przyznać, że w tym przypadku wstrzeliłaby się idealnie. Buty do biegania potrafią dać niezłego „kopa”.


Fot. Paweł Kowalik

Po co im tyle butów?

Zawsze zastanawiało mnie, po co biegaczom tyle butów do biegania. Potykając się o kolejne buty mojego faceta, miałam niemałe wątpliwości czy zakup następnej pary jest na pewno niezbędny. Wiele się zmieniło, kiedy „weszłam w jego buty”. Prezent, jaki od niego dostałam, okazał się strzałem w dziesiątkę. Nowiuśkie Nimbusy zachwyciły miękkością i wygodą. Mój domowy trener zadbał o to, bym przestała uważać bieganie za sport nudny i mało przyjemny. Pierwsze biegowe kroki stawiałam na słonecznej Malcie.

monika_malta.jpg

Biegam... i ja!

Szybko pokochałam ten sport. Biegacze o różnych porach dnia i nocy nie są już „dziwakami”. Przestały dziwić tysiące ludzi na startach biegów. Każdy z własnymi celami, planami, marzeniami, ze skupieniem wyczekujący na wystrzał startera. Ciężko opisać emocje towarzyszące biegaczom podczas biegu. Walkę z samym sobą o to, by dać z siebie jeszcze troszkę więcej. Oczekiwanie na bramę mety na horyzoncie oraz wielką radość i satysfakcję po jej przekroczeniu. Pokonywanie kolejnych biegowych granic stało się swego rodzaju uzależnieniem, a urwana choćby sekunda nigdy wcześniej nie cieszyła tak bardzo. Z drugiej strony bieganie nauczyło pokory, wsłuchiwania się we własny organizm i tego, że czasami pokonanie z drugą osobą jej biegowej bariery, cieszy bardziej niż przekroczenie własnej.

Fot. Paweł Kowalik

Dziś, „potykając się” o własne buty do biegania stwierdzam, że tych nigdy za wiele. Kiedy w końcu złamałam, wcześniej nieosiągalne 50 minut na dychę,  Nimbusy stały się nieco zbyt ciężkie i oporne. Pojawiły się kolejne m.in. Asics Gel Excel33, New Balance M980, Kalenij Ekiden Trail Active. Jednymi z butów, po które sięgam ostatnio najczęściej są Kalenij Kiprun LD. 

W Kalenji biega mi się... dobrze

Butki te towarzyszyły mi w przygotowaniach do pierwszego półmaratonu. Podobnie jak Nimbusy są bardzo wygodne i dobrze amortyzowane, jednak nieco twardsze i bardziej dynamiczne. Dobrze sprawdzają się na długich wybieganiach. Mimo, że polecane są raczej do biegania po twardym podłożu, często biegam w nich również po leśnych ścieżkach. Stojąc na starcie swojego pierwszego półmaratonu – 4. PKO Wrocław Półmaraton – bardzo w nie wierzyłam. Dały radę! Pierwsza połówka okazała się przyjemniejsza niż niejedna 5-ka czy dycha. Nie było kryzysów, „ścian” czy zwątpienia. Z uśmiechem na twarzy zrealizowałam plan złamania dwóch godzin.


Sprawdzone w różnych warunkach

Śmiało mogę powiedzieć, że LD-ki sprawdziły się również w warunkach (niemalże) ekstremalnych. Letnią edycję Wieliszewskiego Crossingu zapamietam na długo. Samo południe, upał w słońcu dochodzący do 40 stopni i piaszczyste fragmenty trasy. Butki dobrze zniosły kontakt z kurtynami wodnymi na trasie, błotem, piachem, a na końcu porządną ulewę i gradobicie. Nie porozklejały się po praniu. LD-ki wydają się bardzo trwałe. Cieszą w nich wzmocnienia na czubkach. W zasłużonych Nimbusach – wraz z kilometrami – zauważyłam systemy wentylacyjne, o których producent nie wspominał w opisie technicznym produktu.

Fot. Paweł Kowalik

Różowe LD-ki towarzyszyły mi również podczas Biegu Powstania Warszawskiego. To bieg, który darzę ogromnym sentymentem. W ubiegłym roku był to mój pierwszy start na dystansie 10 kilometrów. W tym roku bieg wypadł w urodziny Mamy. Muszę niestety przyznać, że tego dnia obie przekroczyłyśmy pięćdziesiątkę. W tym biegu jednak nie wynik był najważniejszy. Cieszę się, że w tak niepowtarzalnej i podniosłej atmosferze mogłam złożyć hołd powstańczej Warszawie. 

Fot. Paweł Kowalik


A może by tak coś jeszcze lżejszego?

Zdarza mi się zabierać LD-ki również na cotygodniowe, sobotnie parkruny. Na krótkie 5 kilometrowe dystanse są one jednak nieco zbyt miękkie i ciężkie. Znacznie lepiej sprawdzają się dynamiczne, niebieskie SD-ki, ale o nich opowiem, gdy poznamy się lepiej...

Fot. Paweł Kowalik