Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

„Przewodnik po bieganiu ultra” - recenzja

„Przewodnik po bieganiu ultra” - recenzja
Marcin Rosak, runnerski.pl: Czy recenzję książki opowiadającej o specyfice świata ultra, panujących tam regułach, zasadach treningu czy oryginalności samych zawodów może napisać osoba, która nigdy w takim świecie nie była a jej jedyne doświadczenie to polizanie cukierka przez papierek czyli przeczytanie bardzo dobrej książki Dołęgowskich „Szczęśliwi biegają ultra”?
 
Nie ośmieliłbym się oceniać tej pozycji wydawniczej z perspektywy Ultrasa ale zawsze czytając, książki nazwijmy je „biegowe” stawiam sobie pytanie czy pomoże mi ona w mojej przygodzie z tym sportem, czy dzięki niej będę lepszym zawodnikiem. Czy „Przewodnik...” ma coś do zaoferowania biegaczom dla których maraton jest najdłuższym dystansem jaki przebiegli lub planują przebiec w życiu?

Jeszcze zanim kupiłem tę książkę założyłem sobie, że będzie ona słaba. Skoro książka ma nieco ponad 200 stron lektury w dodatku za cenę 24,90 zł a w internecie nawet poniżej 20 zł to musi to być słabo sprzedający się „szajs”. Wprawdzie nabrałem szacunku do Ultrasów po lekturze „Szczęśliwych...” (pełna recenzja na stronie runnerski.pl) to jednak ciągle uważałem, że trzeba być lekkim wariatem aby porwać się na takie ekstremalne wyzwania. Przesadzam?
 
(…) wymiotowanie jest nieodłącznie związane z biegami ultra i to do tego stopnia, że jeżeli nie wymiotujesz, popełniasz towarzyską gafę. (…) Moja mentorka z czasów początków kariery Ann Trason stwierdziła pewnego razu, że bez rzygania nie ma ścigania” - Hal Koerner, Adam W. Chase „Przewodnik po bieganiu ultra” str. 120-121.
 
W wersji "light" wyglądają tak:
 
"Po czym poznać, że jesteś ultrasem?
Zawsze brakuje ci co najmniej jednego paznokcia u stóp. W plecaku nosisz zapas wody. Używasz ochronnej pomadki do ust wszędzie, tylko nie do ust. Urządzasz imprezy przy pizzy na punktach kontrolnych. Zawsze, kiedy jest długa kolejka do toalety, rozglądasz się za odpowiednimi krzakami. Na bieg potrzebujesz zarówno czołówki, jak i okularów przeciwsłonecznych. Kupujesz wazelinę w największych dostępnych opakowaniach. Traktujesz maratony jak część długiego wybiegania. Podczas zawodów używasz więcej niż jednej pary butów. Zastanawiasz się, jak wytłumaczyć służbom lotniskowym, że te wszystkie proszki i tabletki w twoim bagażu to suplementy. W twojej spiżarni wszystkie zapasy zapakowane są w worki strunowe." - Hal Koerner, Adam W. Chase „Przewodnik po bieganiu ultra” str. 26.
 
Po godzinie lektury zrozumiałem, że coś mi tu nie gra, ta książka jest jakaś inna. Jej inność polega na tym, że prawie każde zdanie to porada ale życzliwa będąca cenną lekcją osoby, która skoro ukończyła (uwaga!) 130 biegów ultra zna się niewątpliwie na tym co opisuje dużo szerzej niż nie jeden maratończyk.
 
Natomiast nie muszę chyba nikogo przekonywać o tym, że biegi ultra to zupełnie inna robota do wykonania np. w porównaniu z biegiem maratońskim tymczasem ogromna większość wskazówek autora jest jak najbardziej do wykorzystania podczas maratonu czy ciężkiego treningu.
 
Zła taktyka biegu, błąd w treningach lub podczas samego biegu na dystansie 5 czy 10 km skończy się co najwyżej brakiem życiówki lub wolniejszym rezultatem na mecie. Podobne błędy w półmaratonie lub maratonie to co najwyżej kłopoty ze skurczami czy ścianą to jeszcze jest do przejścia, nawet dosłownie przejścia. W biegu ultra błąd to czynnik od, którego zależy czy ukończysz taki wyścig i czy na mecie będziesz wiedział gdzie jesteś czy w ogóle tam... będziesz.
 
Startując w biegach ultra najlepiej byłoby nauczyć się tej książki na pamięć przynajmniej wielu jej fragmentów. Niby oczywiste, że zegarek pomaga choćby w utrzymaniu tempa czy tętna ale w bieganiu ultra wyznacza pory jedzenia czy picia tu nie można zrobić błędu. O tym jeszcze pewnie pamiętałbym podczas swoich ewentualnych przygotowań do długich dystansów. Pewnie sprawdziłbym, że taki bieg musi trwać w najlepszym razie ok 9-10 godzin (w zależności od trasy) ale... chyba zapomniałbym, że w moim zegarku z GPS-em bateria działa 4-5 godzin... i byłaby koszmarna porażka, bez orientacji w czasie, tempie skończyłoby się grubo przed 100 kilometrem.
 
Żele ciężko odkręcić bez odpowiednich rękawiczek gdy jest zimno, bawełna nie najlepiej odprowadza wodę z przemoczonych skarpetek a batony w zimnym twardnieją lub rozpuszczają się w upale, zapasowe buty, ubrania, baterie! itd. Setki problemów łatwych to pokonania jeśli wiesz jak im zaradzić ale piekielnie trudnych do przewidzenia.
 
Takich przykładów po lekturze tej książki mam mnóstwo, niektóre mogę sobie tylko wyobrazić, bo są dla mnie teoretyczne. Kluczowe jest zatem pytanie czy warto po nią sięgnąć nie biegając ultra?

Warto! Skurcze, nawodnienie, odżywianie na trasie, buty, otarcia, problemy żołądkowe i setki innych rad, które są zawarte w tej książce pozostają uniwersalne i bezcenne.
 
Weźmy wymienione powyżej skurcze nie ma tam chyba ani słowa o „łykaniu” magnezu mającego chronić przed tym utrapieniem długodystansowców a oni muszą mieć z tym problem nie tylko po 32 km do 42 km jak ja ale może od 42 km do 100 km. Za to oni łykają zupełnie co innego niż znane maratończykom shoty magnezowe tu odsyłam do lektury.
 
W kwestii skuteczności odzieży kompresyjnej wierzę Ultrasowi zdecydowanie bardziej niż sprzedawcy w sklepie, producentowi czy nawet koledze, który zawsze będzie obdarzony dużo skromniejszym doświadczeniem. Autor mówi, że u niego kompresja działa ale najlepiej w regeneracji, potem psychice a na końcu fizycznie.
 
Biegi ultra będą rozwijały się bardzo intensywnie ponieważ dzieje się tak na zachodzie a już w Polsce frekwencja w niektórych 80 i więcej kilometrowych zawodach jest imponująca. Nasze góry widzą z każdym rokiem coraz więcej maniaków biegania od świtu do zmierzchu a nawet w nocy. W temacie ultra nie ma jednak tak wiele pozycji jak w przypadku maratonu. Rzekłbym nawet, że panuje tutaj posucha niczym w nieuzupełnianym bukłaku wody po kilku godzinach biegu. Wprawdzie jest dużo książek o bohaterach bardzo długich dystansów ale brakuje czegoś na kształt podręcznika.
 
Polecam „Przewodnik...” każdemu kto biega maratony lub zamierza to zrobić w przyszłości oczywiście polecać ją Ultra maratończykom nie muszę, bo robi to w przedmowie sam Scott Jurek. Nawet jeśli większość zagadnień przeżyli na własnych schodzących paznokciach to nie sadzę aby wiedzieli wszystko a tak jak napisałem wcześniej im dłuższy dystans przed nami tym mały kamyczek w bucie prowadzi do większych dewastacji stopy i całego organizmu.
 
Jest jednak POWAŻNE RYZYKO, które u mnie kiełkuje podlewane takimi książkami może spróbować 50 km lub 80 km skoro można przebiec bezboleśnie 42 km to...