Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Niezbędne lektury "zielonego" biegacza (cz. 2)
Od pewnego czasu regularnie prezentujemy Wam artykuły na temat wpływu wegańskiej diety na nasze biegowe (i nie-biegowe) życie. Sprawdźcie jakie lektury zastanawiającym się nad "wegańską stroną mocy" radzi biegająca i nie jedząca mięsa dziennikarka Bieganie.pl!

przeczytaj pierwszą część: Niezbędne lektury "zielonego" biegacza?

1_1.jpg

Znaczna większość ludzi wyobraża sobie, że wystarczy w tradycyjnej kajzerce z masłem, szynką i listkiem sałaty wędlinę zastąpić plastrem żółtego sera i już mamy odpowiedni zamiennik dla wegetarianina. A dla weganina bułę smarować margaryną i wyłożyć pomidorem. I już.

Ale to nie tak. Ludzie spod znaku „wege” nie ograniczają swojej diety do łatwo dostępnych zamienników niemięsnych/niezwierzęcych. Zwykle do swojej diety (a także innych sfer życia: ubranie, ozdoby, kosmetyki, etc.) podchodzą bardziej świadomie, często w zgodzie z trendami ekologicznymi, kierując się głęboką pojętą empatią wobec innych stworzeń, z dużym szacunkiem dla zdrowia i życia swojego i innych, z dbałością o środowisko naturalne. 

Aby podnieść swoją świadomość czytam książki dotyczące diety i dzięki temu wiem coraz więcej, ale też i coraz bardziej ograniczam wachlarz dotychczas spożywanych produktów (jednocześnie rozszerzam o nowe, dotąd nieznane). Najpierw zrezygnowałam z mięsa, potem z nabiału, w końcu z cukru i słodyczy, dalej z białej mąki, pieczywa na drożdżach... etc. I wszystko gra – moja dieta, moja sprawa. 

Zdarza się, że po przeczytaniu jakiejś ciekawej pozycji polecam swoim dzieciom zapoznanie się z jej fragmentami lub całością. Ale moja córka odpowiada: „Mamo, nie chcę tego czytać, bo potem nie będę chciała pić mleka, a ja je bardzo lubię!”. OK, możesz wciąż wierzyć, że ziemia jest płaska.

Jeśli ktoś mnie spyta, dlaczego nie jem mięsa i innych produktów odzwierzęcych, może powiem tak: „Bo mam inny (w domyśle: lepszy) wybór.” Gdyby doszło do jakiejś sytuacji głodowej zapewne nie miałabym żadnych skrupułów, żeby zjeść to i tamto pochodzące od zwierząt. W przypadku dużych niedoborów zapewne sama starałabym się coś żywego upolować. Gdyby doszło do sytuacji ekstremalnej, pewnie zjadłabym mięso ludzkie. Może nawet byłabym skłonna na nie zapolować. Dlaczego zatem mając to ogromne szczęście dostępności produktów spożywczych, na które nie muszę polować, które nie musi umierać, które nie wymaga niebotycznych nakładów produkcyjnych, nie generuje wielu odpadów i nie zanieczyszcza tak naszej planety miałabym z tego nie korzystać w pełni? 

Mam świadomość, mam wybór. Wykorzystuję to najlepiej, jak potrafię.

Przedstawione poniżej opinie są moimi subiektywnymi wrażeniami, którym nadaję wagę wg ilości gwiazdek (od 1 do 5).

***** Julieanna Haver: Dieta roślinna na co dzień. Wydawnictwo: Serwis Galaktyka, rok wydania: 2013. ISBN 978-83-7579-272-0.


Gdybym miałam wybrać i polecić tylko jedną książkę spośród przeczytanych przeze mnie dotychczas kilkunastu nt. diety roślinnej i zdrowego trybu życia, to z pewnością byłaby to właśnie ta pozycja. Poza wspomnianym w tytule praktycznym podejściem do odżywiania opartego na roślinach czytelnik znajdzie tu całkiem sporo wiedzy teoretycznej. 

I tak w pierwszej części autorka rozprawia się dokładnie z terminologią, opisem substancji potrzebnych do właściwego żywienia (w podziane na makroskładniki: węglowodany, białko i tłuszcze oraz witaminy i składniki mineralne) i dokładnie rozpisanymi produktami, które są bogate w pożądane pierwiastki. Wszystko jest podane w sposób niezwykle przystępny, łatwy do zrozumienia.

W drugiej części obalane są powszechnie rozpropagowane mity dotyczące diety, odchudzania, zdrowego trybu życia. Dużą rozwagę autorka nakazuje przy okazji zakupów (czytanie etykiet). A przede  wszystkim poświęca tu dużo miejsca na porady dotyczące uprawiania sportu lub po prostu aktywności fizycznej. I nie dziwota, skoro autorka jest nie tylko dietetyczką, ale także trenerką prowadzącą od lat programy fitnessowe. Być może biegacze czy sportowcy z większym stażem i wiedzą uznają jej poradnictwo za zbyt podstawowe i ogólnikowe, ale początkujący sportowcy amatorzy usystematyzują sobie wiedzę i znajdą odpowiedzi na wiele ciekawych kwestii związanych z treningiem – i to wszystko w książce o diecie!

Kolejna, trzecia część książki jest poświęcona „szczególnym przypadkom”, czyli diecie osób, które z jakiś powodów mają prawo podejrzewać, że ich sposób odżywiania powinien się różnić od diety „normalnych” ludzi, a zatem dla dzieci, kobiet ciężarnych i karmiących, sportowców, osób na diecie odchudzającej oraz chorych.

W czwartej części już sama przyjemność, bo praktyczne korzystanie z pożywiania roślinnego,  poradnictwo dotyczące wyposażenia kuchni, przepisy kulinarne, podpowiedzi jak zachować się w sytuacjach „trudnych” (dieta w podróży, restauracjach, w gościnie).  Przepisy są bardzo dokładnie rozpisane jeśli chodzi o zawartość najważniejszych substancji oraz kaloryczność. Jest także przykładowy tygodniowy jadłospis. 

Na samym końcu książki znajdziemy słowniczek trudniejszych pojęć oraz tabele norm żywieniowych dla poszczególnych grup (nie tylko wiekowych).

 **** Ewa Dąbrowska: Ciało i ducha ratować żywieniem. Wydawnictwo: Michalineum, rok wydania: 2005. ISBN 83-7019-137-1.


Ta maleńka książeczka dr med. Ewy Dąbrowskiej jest cyklem kilkunastu wykładów wygłoszonych w Radiu Maryja dotyczących diety prozdrowotnej, oczyszczającej organizm. Jako metodę leczniczą na wiele schorzeń współczesnej cywilizacji autorka poleca diety głodówkowe czy półgłodówkowe (dieta „o chlebie i wodzie”, sokowa, warzywno-owocowa) i jako lekarz wykazuje jakie korzyści dla zdrowia przynoszą znane w dziejach ludzkości (praktycznie w każdej religii) okresy postu. Przy ograniczeniu w dostarczaniu organizmowi składników pokarmowych ustrój przestawia się na odżywianie endogenne, czyli korzystania z własnych zasobów energii potrzebnej do przeżycia. W pierwszej kolejności zużywane są tkanki chore, zestarzałe, zwyrodniałe, złogi, etc. W ten sposób organizm zostaje odmłodzony i oczyszczony (także w profilaktyce nowotworowej). Pani doktor dokładnie omawia założenia diety, a ponieważ w swojej praktyce miała już sporo „cudownych” ozdrowień przedstawione zostały także świadectwa osób, którym dieta warzywno-owocowa uratowała zdrowie i życie. Uważam tę książkę za ciekawą na tyle, że aż chce się zastosować tę dietę na sobie i sprawdzić nie tylko efekty diety, ale przede wszystkim siłę własnej woli, bo na pewno przez pierwszych kilka dni trudno jest się aż tak bardzo ograniczać nie tylko w rodzaju pożywienia, lecz przede wszystkim w ilości dostarczanych kalorii (ok. 800 kcal/dzień). Mnie się ta książka bardzo podoba i nie przeszkadza mi nawet pojawiająca się od czasu do czasu Matka Boska z Jezusem oraz odwołania do Biblii. A może niektórym ich obecność może nawet pomóc...?

*** Karen Duve: Jeść przyzwoicie. Autoeksperyment. Wydawnictwo: Czarne, rok wydania: 2013. ISBN 978-83-7536-526-9.

converter.jpg

Autoeksperymet pełną gębą. Autorką jest niemiecka dziennikarka i pisarka, która postanowiła na sobie sprawdzić jak to jest „żyć zgodnie z naturą”. Do sprawy podchodzi stopniowo i tak przez pierwsze 2 miesiące odżywia się wyłącznie produktami znakowanymi jako „bio”. Przy okazji zderza się ze sporym drenażem portfela i raczej niezbyt smakowitymi produktami, którymi na siłę (wg mnie) stara się zastąpić dotychczasowe śmieciowe jedzenie (cola, czekolada, lukrecja, etc.) innymi śmieciami. Kolejne 2 miesiące eksperymentu to era wegetarianizmu. I znów, jak dla mnie, wpadka, bo autorka wciąż szuka roślinnych odpowiedników mięsa, ale przy okazji drąży temat hodowli zwierząt, sporo jest rozważań etyczno-filozoficznych. Przez następne 4 miesiące Karen wchodzi jeszcze głębiej – stosuje dietę wegańską. Przy okazji dużo się dzieje, nie będę zdradzać, przeczytajcie. Ostatnie 2 miesiące to już wyczyn pełną gębą – frutarianizm. I udało się!
 
Po eksperymencie pisarka wróciła do niektórych przyzwyczajeń kulinarnych sprzed lat, ale zupełnie odmieniona, uświadomiona. Przez cały okres doświadczenia drąży temat ekologii, praw zwierząt, warunków hodowli, produkcji spożywczej, itp. dlatego trudno się później od pewnych wniosków uwolnić. Książkę czyta się właściwie jednym tchem i na pewno otwiera oczy na wiele aspektów natury moralnej. Podoba mi się pomysł i odwaga autorki, dlatego jeśli ktoś z Was chciałby sam podjąć próbę, to powinien przeczytać, żeby wiedzieć, co go czeka. A jeśli nie przewidujecie takiego eksperymentu na sobie, to przynajmniej przeczytajcie, żeby wiedzieć, jak to jest. 

* Angelika Ilies: Kuchnia wegetariańska świata. Wydawnictwo: MUZA SA, rok wydania 2000. ISBN 83-7200-063-8.

Kuchnia_wegetarianska_swiata.jpg

To jest duża, albumowa książka kucharska zawierająca bezmięsne przepisy z całego świata (ponad 100).  Każdą z części rozpoczyna krótka charakterystyka regionu wraz z dostępnymi produktami i opisem charakteru diety jej mieszkańców, często poparta historią, gdyż nierzadko w przepisach czuć wpływ ludów napływowych na ostateczny smak potraw. Rozdziały podzielone są na następujące części: Obszar śródziemnomorski, Europa Środkowa i Północna, Stany Zjednoczone, Karaiby, Ameryka Południowa, Kraje arabskie, Czarna Afryka, Indie, Azja Wschodnia i Południowo-Wschodnia i w każdej z nich przedstawione zostały przykładowe przepisy na zupy, sałatki, przystawki/szybkie dania oraz dania główne. Dodatkowo podane są także napoje alkoholowe, które pasują do danej potrawy. Album jest oczywiście bogato ilustrowany i dlatego obcowanie z nim jest bardzo przyjemne.
 
Niestety, nie jest to dobra pozycja dla wegan, gdyż w każdym przepisie znajdziemy jajka, sery jogurt lub śmietanę. Jedynie przepisy azjatyckie są w pełni wegańskie. 

cdn.