Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Banda Grudnia pokonała Sycylijczyków na ich ziemi

Banda Grudnia pokonała Sycylijczyków na ich ziemi
Mirosław Pawęzka, Jacek Lisowski,  Piotr Choroś i Kamil Grudzień, czyli Banda Grudnia.


Grupka biegaczy z Lublina, skupionych w grupie Banda Grudnia (trenuje ich Kamil Grudzień) wybrała się na zakończenie sezonu na Sycylię. Wystartowali w biegu: "Trail Nebrodi Tofeo Enel" (65km) i trzeba przyznać, że spisali się świetnie, bo Piotr Choroś zajął pierwsze miejsce a Kamil Grudzień trzecie.


Poprosiliśmy Piotra o krótki komentarz do ich występu w tych dosyć egzotycznych okolicznościach.

Jak tam trafiliście?

Piotr Choroś: Bieg znaleźliśmy już na początku roku, byliśmy na biegu w Hiszpanii, UTSB:  Ultra Trail Sierra de Bandaleros. Dla nas to był początek sezonu, w Polsce zimno, a tam pogoda była piękna. Pomyśleliśmy wtedy, żeby znaleźć też coś na koniec sezonu. No i znaleźliśmy Sycylię.

Sycylia kojarzy się z rubieżami Europy, miejscem działania mafii, zupełną egzotyką.

Na pewno klimatycznie to jest zupełnie niezwykłe dla nas miejsce, kaktusy palmy, przed naszym hotelem rosły pomarańcze, wyciskaliśmy z nich sok. Ale to przecież Europa, Włochy, jedno z najbogatszych państw świata, miejsce cywilizowane. Poza sezonem jest nawet tanio. Można znaleźć ciekawe miejsca do mieszkania i biegania.

sycylia_etna8.jpg
 
Jak długo tam byliście?

Start był w niedzielę. Byliśmy tam od czwartku. W piątek pobiegliśmy na Etnę, tam się da dobiec do samego krateru, czujesz wyziewy siarki, ziemia jest ciepła, góra usypana jest z popiołu, ciekawie się zbiega, bo podłoże jest miękkie tylko niesamowity kurz się wtedy unosi. Część góry była oblodzona, bo to już ponad 3000m npm.


Parking pod Etną

sycylia_etnaview_1.jpg
Widok na Etnę










Czy Sycylia to w ogóle fajne miejsce do biegania?

Świetne miejsce do biegania po górach, zróżnicowany teren, trasa naszego biegu to było trochę wyżej niż w Bieszczadach, najwyższy punkt to było 1800 m, lasy, niezbyt ostre podejścia, więc jeśli biegasz po górach to jesteś w stanie cały czas biec, długie zejścia, dobrze oznaczone ścieżki. Widokowo też bardzo ciekawie, bo widać skaliste góry.



Ten bieg który wygrałeś, co to było?

Typowy trail, niezbyt długi, 65 km. Nie duży lokalny bieg, 200 uczestników. Sporo lokalnych osób zaangażowanych w organizację, osoby starsze, młodzież, dużo wolontariuszy, fajny klimat. Mieliśmy tracka wgranego do zegarków, ale trasa była bardzo dobrze oznaczona, w Polsce nawet na tych największych biegach nie ma często tak dobrze oznaczonych tras. Start był o 6 rano, czyli było jeszcze ciemno. Punkty odżywiania były skromne w porównaniu do tego co czasami mamy w Polsce. Woda, cola, owoce, czasami miejscowe wypieki.

Widziałem, że przekraczaliście jakieś strumienie ?

Tak, w jednym miejscu był spust strumienia do jeziora, trzeba było brodzić.



Czy Twoja wygrana Cie zaskoczyła?

Trochę byłem zaskoczony. Zwłaszcza, że jechałem ze swoim trenerem  Kamilem który jest generalnie ode mnie lepszy, w tym roku był drugi w Biegu Rzeźnika, generalnie jest szybszy ode mnie. Staram się liczyć ile osób startuje i jest dla mnie sukcesem jeśli jestem w pierwszych 5%. Staram się ścigać ale nie liczę, że będę na pudle chociaż mi się to zdarzyło.

Jak ten bieg się układał?

Biegliśmy w trójkę, z Kamilem i Włochem Antoniem, który w końcu był drugi. Jakiś inny Włoch strasznie wyrwał do przodu ale 30 km byliśmy już na prowadzeniu. Potem Kamil miał kryzys i zwolnił a ja leciałem z Włochem. Zauważyłem, że był mocny na podejściach, na każdym podejściu łatwo mi odchodził, ale słabo radził sobie na zbiegach. Więc znając profil trasy postanowiłem trochę z nim zagrać. Wiedziałem, że są dwa mocne podejścia. Na podbiegach dawałem mu odejść dalej niż musiałem, dosyć teatralnie narzekałem na zmęczenie, cały czas trzymałem się z tyłu. Wiedziałem, że ostatnie 1,5 km to jest długi zbieg. Wiedziałem, że jeśli dotrzemy na szczyt razem to gość nie ma szans. I to mi się udało. Na szczycie puściłem się na maksa w dół, on szybko odpuścił.

To taktycznie zagrałeś.

Tak, nawet stwierdziłem, że to kalkulowanie i ta gra z nim, strasznie mi się spodobała. Rozmawiałem z nim potem i mówił, że on ma blokadę, żeby się puścić na biegu.

Twój czas to 6h52 min. Miałeś jakiś kryzys?

Gdzieś w połowie miałem kryzys, po 40 km myślałem tylko o obronie 3 miejsca ale potem na jednym z podejść zobaczyłem Kamila z Włochem i jakoś do nich dołączyłem. Biegłem patrząc co jakiś czas na tętno, w trakcie siedmiogodzinnego biegu utrzymywało się na poziomie 150, to było sporo.


Podium: Włoch Antonio Recupero, Piotr Choroś i Kamil Grudzień

A jak z dietą? Korzystałeś z ich punktów odżywiania czy miałeś własne specyfiki?

Jestem weganinem więc te ich wypieki odpadały, bo jajka, mleko. Raz zjadłem banany, raz pomarańcze i mandarynki. Miałem ze sobą sporo żeli, zjadałem 2-3 na godzinę.

Gratulację i powodzenia w nadchodzącym sezonie

Dzięki

Zdjęcia:
https://www.facebook.com/bandagrudnia/
https://www.facebook.com/bieganieunosimniewysoko/