Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Każdy biegacz to twarda bestia - wywiad z Karoliną Jarzyńską
Karolina Jarzyńska to jedna z najlepszych polskich biegaczek, ale przede wszystkim - niezwykła osoba. Ciepła, pogodna, wytrwała, dobra niczym pozytywny bohater z naszej ulubionej powieści. To maratonka, która jako nieliczna przekonała się co oznaczają słowa „samotność długodystansowca”, trenując zazwyczaj sama, w odizolowanym od świata miejscu, z dala od zgiełku współczesnego świata.


Dla niej nie liczy się ciągły pościg za sławą i pieniędzmi, ale jedynie realizacja swoich ambitnych celów. Z olimpijką z Londynu, jedną z najlepszych maratonek w historii polskiej lekkoatletyki, rozmawiamy niedługo po pobiciu rekordu kraju na 10 km. 

karolina_1.jpg
Karolina Jarzyńska (fot. Aleksandra Szmigiel)
 
Czy spodziewałaś się, że uda się pobić rekord Polski tak słynnej zawodniczki jak Wanda Panfil?

Nigdy nie podchodzę do zawodów z myślą bicia rekordów, bo podczas biegu walczę sama z sobą. Oczywiście prawdopodobieństwo „nabiegania” rekordu życiowego było bardzo duże, ale nie liczyliśmy wcale na rekord Polski. Nigdy się w ten sposób przed biegiem nie nastawiamy.

Niewiele zabrakło, abyś zameldowała się na lepszej o jedno oczko pozycji...

Aktualnie jestem w treningu do maratonu, który jest głównym celem. Pierwszą milę biegu nie byłam w stanie pokonać na równi z dziewczynami, bo jestem w treningu wytrzymałościowo-objętościowym. Na pewno te prędkości są jakoś stłumione. W trakcie biegu tylko to było problemem. Bardzo fajnie wytrzymałościowo przebiegłam dystans i rzeczywiście muszę powiedzieć, że do pokonania drugiej na mecie Etiopki – zresztą wicemistrzyni świata w przełajach z tego roku, zabrakło mi niewiele. Gdybym miała jeszcze troszkę dystansu prawdopodobnie dobiegłabym na drugiej pozycji. Nie wiem, co by było, gdyby to był bieg na 15 km. Może wytrzymałość, która jest teraz moją mocną stroną, przełożyłaby się na zwycięstwo. Ale, aby wygrać ten bieg, trzeba było od początku biec na poniżej 32 minuty. W mojej obecnej dyspozycji nie dało się tego jednak dokonać. Nie odpuszczaliśmy ani trochę z treningiem, jestem ciągle w objętości.

Czy samotność doskwierała ci na obozie?

Wyjechałam w sumie na 4 miesiące – nie było mnie w kraju od końca listopada do końca marca. Obóz przerywany był startem w Osace. Pierwsze 4 tygodnie byłam sama, potem na ostatnie 2 tygodnie doleciał do mnie trener. W drugiej części obozu na miesiąc zostałam sama, a trener przyjechał na końcowe 4 tygodnie. Tak więc można powiedzieć, że „samotność” była na raty.

karolina_3.jpg
Karolina Jarzyńska (fot. Aleksandra Szmigiel)

Co motywuje Cię do tak ciężkiej i wytrwałej pracy?

Tak naprawdę aktualny program treningowy jest trochę eksperymentem, bo jeszcze nigdy nie przebiegałam dwóch maratonu w tak krótkim odstępie czasowym. Tak naprawdę trener obawiał się, jak zniosę zaplanowane starty. Jak widać świetnie sobie z nimi poradziłam. Trening był typowy pod maraton, a starty, przerywniki w monotonnym treningu, miały zadbać o moją dyspozycję psychiczną. To mi bardzo pomogło. Poza tym przyjazdy trenera pomagały w pracy. Tak naprawdę dzieliłam trening na ten z trenerem, bez trenera, ze startami, bez startów. Tak więc nie miałam generalnie żadnych problemów z motywacją.

Jesteś osobą, która, jak mi się wydaje, ceni sobie niezależność, ma wytyczoną ścieżkę, cele. Nie pasowałby ci raczej model biegania dla wojska?

Tak, cenię sobie niezależność. Zawsze ją ceniłam. Jednak jeśli pojawiłaby się taka propozycja ze strony wojska, to być może byśmy ją rozważyli i wzięli pod uwagę dla mojego dobra. Ale generalnie rzeczywiście, wojsko to byłaby to jakaś zależność, a my idziemy własną ścieżką szkoleniową, wyznaczamy ją sobie sami. Jesteśmy zupełnie niezależni i widać, że przynosi to efekty. Sądzę, że aby dojść na wyższy poziom, trzeba działać niezależnie. Trzeba realizować własną ścieżkę i nie można zważać na sugestie i zależności. Cieszę się, że mamy z trenerem podobne zdanie na ten temat.

Jakie tym razem miałaś warunki obozowe? Mam nadzieję, że nie tak spartańskie jak w Etiopii?

Wyjaśnijmy sobie, że ja niekoniecznie lubię spartańskie warunki i mieszkanie w szałasie (śmiech). Zdaję sobie sprawę z tego, że czasami trzeba właśnie przeżyć coś cięższego, np. gorsze warunki, bo jak się ma jakiś cel i ambicje to tak naprawdę ten cel przyćmiewa wszystkie problemy. W Alamosie wynajmowałam w zwykłym, bardzo przeciętnym motelu apartament. Sama sobie gotowałam, aby obniżyć koszty pobytu. To miało swoje plusy, bo jadłam wyłącznie to, co mi odpowiadało, same zdrowe i wartościowe produkty. To co najważniejsze, czyli spokojne miejsce do treningu – miałam przy sobie. Myślę, że wiele osób nie zdecydowałoby się na przyjazd do takiej małej miejscowości. Nie ma tu praktycznie niczego prócz jednej, głównej ulicy. Panuje tu straszna cisza, wręcz pustka, odizolowanie. Jednak to jest właśnie to, co cenię w treningu i nie zamieniłabym Alamosy na RPA, czy inny atrakcyjniejszy kurort treningowy czy komfortowe hotele. To miejsce zawsze wiele mi daje, co widać po wynikach. Reszta nie jest istotna.

karolina_2.jpg
Karolina Jarzyńska (fot. Aleksandra Szmigiel)

Macie z twoim trenerem, Zbigniewem Nadolskim, jakieś oczekiwania, co do najbliższego startu w maratonie Dbam o Zdrowie w Łodzi?

Tak naprawdę maraton to wciąż dla mnie wielkie wydarzenie, każdy start na 42 km bardzo emocjonalnie przeżywam. Przyznam, że cały czas boję się maratonu. Nigdy nie stawiamy sobie oczekiwań, nie lubię wytwarzać sobie jakiejkolwiek presji czy nastawiać się na jakiś konkretny wynik. Skupiamy się na treningu, na przygotowaniach, chcemy, aby było jak najlepiej. Tak naprawdę sam start to weryfikuje. Ostatnie zawody pokazały, że wszystko idzie w dobrym kierunku, nawet, że jestem przygotowana na określonych prędkościach. Teraz nowością będzie ten krótszy odstęp między kolejnym startem maratońskim, jedyne czego możemy się obawiać, to tego jak zareaguję. Odważę się jednak powiedzieć, że chyba moja dyspozycja jest najlepsza w życiu w bezpośrednim okresie przed maratonem.

Henryk Szost pokazał, że można przygotować się na dobre starty maratońskie w krótkich odstępach czasu.

No właśnie, choć nie wzorowaliśmy się na Henryku Szoście, to widać, że jest to możliwe. Będzie to jakaś nowość i ciekawość.

Zapewne nie miałaś odpoczynku na tradycyjne święta?

Tak naprawdę to Boże Narodzenie spędziłam w zupełnej samotności, a Wielkanoc na lotnisku i samolotach. Nie poczułam więc żadnej atmosfery świątecznej. Jednak lubię takie wyizolowanie, nie było to dla mnie wielkim problemem.

karolina_4.jpg
Karolina Jarzyńska (fot. Aleksandra Szmigiel)

 Czy ktoś pomaga ci w finansowaniu przygotowań do maratonu?

Maraton w Łodzi jest sponsorowany przez Firmę Pelion S.A Dbam o Zdrowie, która wsparła moje bezpośrednie przygotowania do maratonu, fundując mi stypendium. Zaspokaja ono w jakiś sposób moje codzienne potrzeby. Aczkolwiek całe poprzednie przygotowania sfinansowałam z własnej kieszeni.

Z czego tak naprawdę czerpiesz siłę do tej codziennej pracy?

Nie wiem, po prostu mam jakiś własny cel i ambicje. Oprócz tego moja praca sprawia mi frajdę i radość. To też jest ważne. Oczywiście są momenty, kiedy nie wszystko nam wychodzi jest ciężko, ale takie jest życie. Raz lepiej, raz gorzej. Nigdy nie podchodzę do startów w ten sposób, że studiuję listę startową i stresuję się, że biegnie ze mną mistrzyni świata, nigdy nie myślę sobie „Masakra! Co ja tu robię”. Nigdy nie patrzę na nagrody i pieniądze, które są do wygrania, nie kalkuluję. Jeszcze nie zdarzyło mi się, że wiedziałam po biegu co wygrałam. Nie patrzę na rywalki, a skupiam się na sobie, dystansie, czasie. Najważniejsza jest walka z samym sobą i wynik na mecie, a nie presja, pieniądze i rywalki.

Jaka jest definicja szczęścia Karoliny Jarzyńskiej?

Zawsze powtarzałam, że do szczęścia potrzeba mi ciszy i spokoju. Należę do osób, które nie lubią skupiska ludzi, fajnie czuję się w odosobnieniu. Najważniejsze jest zdrowie, zarówno w życiu prywatnym jak i sportowym. Bez zdrowia nic „nie przeskoczę”. Cisza i spokój na tę chwilę to dla mnie rodzaj szczęścia.

Na jakie przyjemności pozwalasz sobie między treningami?

Potrafię spać między jednostkami treningowymi około 3-4 godzin, ale oczywiście w cięższych momentach przygotowawczych. To taka moja mała przyjemność i jedyna w sumie forma regeneracji. Spać kładę się zazwyczaj o 22:30 i przesypiam noc aż do pobudki o 8:30. Tak naprawdę nie mam wiele czasu na inne przyjemności.

A ile zdarza się pochłonąć tabliczek czekolady?

Nie jem czekolady.

Niemożliwe!

Unikam słodkości. Nie mam takich napadów na słodycze. Dużo czytam wszelakich książek. Więc książka i sen to moje odskocznie od treningu obozowego.

A czy zdarza ci się w momentach ekstremalnej samotności, mówić do siebie?

Nie, ale zdarzało się, że przez kilka dni nie otworzyłam buzi., bo nie bardzo miałam do kogo (śmiech). Mówię do siebie w myślach, gdy biegnę, potrafię rozmawiać sama ze sobą. Nie wiem, czy to efekt tego, że często bywam sama, czy po prostu taka jestem.

Czego życzyć ci przed startem w Łodzi?

Przede wszystkim zdrowia, bo zawsze gdy przychodzi forma, organizm podatniejszy jest na wirusy i infekcje. Lepsza pogoda także by się przydała, choć wyjaśnijmy, że w Colorado także miałam pełną zimę. Biegałam w śniegu i to co tu się teraz dzieje, to tylko namiastka tego, co przeżyłam w grudniu i styczniu. Dla mnie zima trwa więc od grudnia. Jeśli chodzi o życzenia na sam maraton, to pewnie nic nie dadzą, bo wszystkie niuanse muszą się zgrać same – pogoda, dyspozycja dnia, odpowiednie nawadnianie w trakcie. Modlitwy pewnie niewiele dadzą. Życzcie jedynie, żeby w Łodzi wszystko mi się zgrało, a wtedy będzie dobrze.

karolina_5.jpg
Karolina Jarzyńska (fot. Aleksandra Szmigiel)

Czy zależy ci na byciu numerem jeden w polskim maratonie? Rok temu najlepszy wynik w kraju w maratonie odebrała ci Iwona Lewandowska.

Nie chcę nikomu niczego udowadniać. Iwona jest Iwoną, ja jestem Karoliną – nie porównuję się nigdy wynikami. Nie wiem, czy Iwona odebrał mi numer jeden w kraju w kobiecym maratonie. Realizuję swoje cele, nie ma tu żadnej żądzy rywalizacji i stawiania czegoś na zasadzie odbierania. Życzę wszystkim polskim maratonkom, aby biegały poniżej 2:30, ja chciałabym biegać dużo, dużo poniżej 2:30 (śmiech), ale to są moje cele, a nie udowadnianie.

Mam jeszcze jedną prośbę, czy mogłabyś poradzić naszym czytelnikom-biegaczom, jak mają przeżyć tę przedłużającą się w nieskończoność zimę?

Jeśli każdy ma cel, to powoduje on, że każdy jest w stanie przezwyciężyć wszelkie trudności. Człowiek jest takim stworzeniem, że potrafi się do wielu rzeczy przyzwyczaić. Cóż mogę poradzić? Też chciałabym, aby śnieg zniknął, ale niestety tak się nie dzieje. Trzeba sobie radzić. Też zaczęłam marudzić, że wieje, jest mróz, ale cel który mi przyświeca, pomaga to wszystko znieść. Każdy biegacz to twarda bestia i wie czego chce.